Facebook Google+ Twitter

Wyprawa na szczyty

Czy to jest miłość, czy to jest wspinanie? Opowiadanie frywolne. Wszelkie skojarzenia dozwolone. PiW przygotował narty, foki i resztę sprzętu na wyprawę oraz prezent na Dzień Kobiet.

Panoramiczny widok na Kokoridaplaz / Fot. http://de.wikipedia.org/w/index.php?title=Datei:070915_Panorama_Aletschgletscher_von_Konkordiahütte.jpg&filetimestamp=20070918204712- Czy to w ten weekend wypada Dzień Kobiet? – PiW (mój osobisty Pan i Władca) zapytał jakby od niechcenia.
- Dobrze, w takim razie zrobię fondue - dorzucił, wiedząc, że to męska robota.
- A może pojechalibyśmy gdzieś? W inne góry? - zaproponowałam nieśmiało.
- Jeszcze nie byłam na Jungfraujoch, a stale obiecujesz mnie zabrać - dodałam.

Po chwili siedzieliśmy przed rozłożoną mapą, układając plan działania. Wyjazd pociągiem o godzinie 5:54. Cholera, trzeba będzie wstać w środku nocy. Trudno. Zmienimy pociąg cztery razy, aby już o 9:50 zapiąć narty na Jungfraujoch, na 2850 m n.p.m. i zaraz zjedziemy po lodowcu Grosse Aletschfirn na Konkordiaplatz, do schroniska nie będziemy szli.

Dopiero potem założymy foki i podejdziemy w kierunku Hollandhütte, na 3238 m n.p.m. Tam też odsapniemy, a następnie przejdziemy Lötschentallüke i zjedziemy po puszystym śniegu na drugą stronę do doliny Lötschental. Następnie autobusem wrócimy na dziennik telewizyjny do domu. Napięty plan mnie lekko przestraszył. Nie przyznałam się jednak, przecież to miał być prezent na Dzień Kobiet. Trochę morderczy, ale wymarzony. Zabrałam się za przygotowania. PiW zajął się sprawdzeniem sprzętu, czyli fok, nart turowych, kijków i okularów. Ja spakowałam plecaki z niezbędnymi drobiazgami, oraz aparat fotograficzny. Cieszyłam się ogromnie. Wiedziałam, że widoki i cudowne przeżycia jakie na mnie czekają warte są tego wysiłku. Wreszcie zjadę kilka kilometrów, płaską jak stół trasą, po największym lodowcu w Europie.

Śniegu tej zimy spadło kilka metrów, zatem nie ma strachu o szczeliny. Temperatury są zupełnie przyjazne, a pogoda ma być „na blachę“. Wszystko zostało przygotowane, nawet śniadanie, aby rano nie tracić czasu. Tymczasem zrobiło się późno, a mamy wstać o dwie godziny wcześniej niż zazwyczaj. W łóżku ogarnęły mnie wątpliwości. Czy podołam? Mając na sobie przez tyle godzin kilka kilogramów więcej ? Przecież podchodząc w górę kilka kilometrów trzeba wejść o 400 m wyżej. Czy wystarczy mi sił, pokonać wysokość i zjechać po stromiźnie w puchu? No, nie, nie dam się strachowi zbić mnie z tropu moich marzeń. Wsunęłam się w łóżko cichutko, bo wydawało mi się, że PiW już przysypia. Nakryłam się po czubek głowy białą pościelą. Starałam się zasnąć. To jednak okazało się trudne...

Czerń i biel. Ogarniam zmysłami tę ciepłą panoramę górska w białej czapie oraz horyzont łańcucha górskiego z nierównomierną śnieżnobiałą pokrywą. Także ciąg kształtów, różnej wysokości, całą tę przestrzeń, kryjącą pod sobą tyle wierzchołków, grani i przełęczy. Pokonać je, zdobyć, jest wspaniałym uczuciem. Rozległa powierzchnia pode mną jest prawie płaska. W dolinach jeszcze szarość, gdy szczyty już się czerwienią, by na wysokości nabrzmieć purpurą. Ślizgamy się powoli, bez pośpiechu, chłonąc przemieszczanie się. Tu rozchodzą się drogi w dwa kierunki. Teraz trzeba pokonać tę różnicę wysokości. Całym ciałem będziemy pracować, abyśmy doszli do szczytu, do przełęczy i do celu. Oddech jest miarowy i jakby głębszy. Odpowiednie ruchy rąk i dłoni, w pewnej synchronizacji z nogami bardzo ułatwiają nam wspinaczkę. Pod nami tylko biel. Krok po kroku, miarowo. Jeszcze przejść przez to siodło między dwoma wierzchołkami.

Jeszcze mały przystanek by rozkoszować się chwilą, by dać nacieszyć się zmysłom. Jeszcze kilka ruchów do niewielkiej grani, wzniesienie po wzniesieniu. Im dalej to bliżej, wyżej. Oddech staje się coraz szybszy, bicie serca mocniejsze. Już niedaleko do szczytu, jeszcze chwila i jeszcze moment. Czuję jak drżą nasze mięśnie. Wreszcie przeszył mnie niezwykły dreszcz, aż do mózgu. Wszystko zaczęło tańczyć i wirować, biała powierzchnia, PiW, jego twarz z uroczym uśmiechem, oraz błogość w całej mnie.

- No i jak Ci się podoba zdobywanie Jungfraujoch? - zapytał cicho PiW.
- Znakomicie, musnęłam jego ucho i przytuliłam się mocno do ciepłego masywu górskiego. Śnieżnobiała pokrywa leżała gdzieś na podłodze...

PS. Tekst
nie pretenduje do wyjazdu do Werony.

Tekst bierze udział w konkursie Wiadomości24.pl, organizowanym z okazji Dnia Kobiet. Stawką w nim jest wycieczka dla dwojga do Werony.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (29):

Sortuj komentarze:

Świetny tekst. Gratuluję :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.02.2011 21:15

Rewelacyjny tekst:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

finezja erotyzmu: dojść do najwyższego szczytu, pokonujemy mniejsze...osiągając satysfakcję cudowną ;))).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Barbarooooo! Toż to samo piękno. Warto wspinać się na szczyty - z góry lepiej widać...
5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest co odkrywać, bo seks to "skarbnica" : 1. poetyckich uniesień, 2. pola uprawianego według instrukcji, 3. wyuzadania i wulgaryzmów. itd...
Dziękuję .

Komentarz został ukrytyrozwiń

No właśnie to jest to ODKRYWANIE seksu na nowo. Wspaniałe literackie ujęcie tematu. Gratuluję!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Super!!
5+

Komentarz został ukrytyrozwiń

A tutaj link do Wyników konkursu
Kto poleci do Werony
link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aniu, dziękuję bardzo. Po tych ciepłych słowach może odważe się na coś następnego.
Jednakże taki tekst musi trochę dojrzeć. Jak wino.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basiu, najszczersze gratulacje :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.