
W myślach wspominam moją młodość jak czas bezpowrotnych wzruszeń, sprawdzania uczuć i eksperymentowania z własnym wizerunkiem. Kojarzy mi się z beztroską zabawą, wieloma zmarnowanymi szansami i notorycznie odkładanymi ważnymi decyzjami. Z drugiej strony przywilejem młodości jest to, że usprawiedliwia nas ze wszystkich głupstw. Czy usprawiedliwi bohaterów sztuki?
„Młodości! dodaj mi skrzydła! Niech nad martwym wzlecę światem” Dramat powstał grubo ponad wiek temu i w takich realiach rozgrywa się akcja. Grupka gimnazjalistów stanowi siłę ożywczą, można powiedzieć „napędową” sztuki Wedekinda. Melchior (Tomasz Błasiak) zdaje się pretendować na wielkiego naukowca, który nie waha się mówienia „o tym, o czym i tak wszyscy wiedzą”. Dlatego też pisze rozprawę, którą zatytułuje „Stosunki płciowe”. Jego przyjaciel, Maurycy (Piotr Ligenza), wyznaje, iż jest niewolnikiem namiętności. Melchior tłumaczy mu, że każdy mężczyzna takim się czuje i daje mu do przeczytania swoją rozprawę. To jednak nie uspokaja przyjaciela. W przypływie gwałtownych emocji Maurycy, strzałem w głowę, odbierze sobie życie.
„Młodość ma durna i chmurna”Nieszczęsna rozprawa zostanie odnaleziona przy ciele samobójcy. Stetryczałe ciało pedagogiczne surowo osądzi jej autora, którego oskarży potem o pośredni, acz znaczący wpływ na czyn desperata. Obok seksualności sztuka porusza takie problemy młodych ludzi jak przemoc w rodzinie, homoseksualizm, nihilizm czy pragnienie poznania prawdy. Utkany nimi spektakl aż kipi od natłoku związanych z nimi emocji, namiętności, wynaturzeń niedojrzałej duszy i dramatu przewartościowań.
Niestety, teorie Freuda zaczną usprawiedliwiać ludzkie zachowanie dopiero za jakąś dekadę. Na razie ścisła etykieta i dobry obyczaj dorosłych dyktują młodym elementarz dojrzewania. Spora część rozterek i problemów ukazanych w dramacie jest dość nam odległa. Czasy się zmieniły, inaczej pojmujemy i radzimy sobie z problemami. Nie oznacza to jednak, że ich już nie ma.