Facebook Google+ Twitter

Wyróżnij się albo zgiń!

Kariera. Najlepiej rozpocząć ją już na studiach. Praktyka, staż, kurs, jeden, drugi, po dziesiątym tracimy rachubę i może zdarzyć się, że trafimy nawet na kurs kosmetyczny będąc inżynierem. W końcu trzeba być elastycznym do potrzeb rynku.

„Prymusi”, współcześni przodownicy pracy. Najlepsi od samego początku, w szkole, na studiach, na drodze do kariery. Doskonali pod każdym względem. To właśnie im pisany jest sukces. W pracy są żądnymi awansów demonami tempa. Niezawodni we wszystkim, jako że odbyli setki praktyk, staży, kursów. Szczycą się tym, że biorą udział w „wyścigu szczurów”, co najważniejsze – są jego przodownikami. Mimo to ciągle czują niedosyt. Mają predyspozycje do objęcia w przyszłości stanowiska szefa – toksycznego szefa. Jednak w chwilach większych niepowodzeń „prymusi” przeżywają totalną frustrację. I tak w wieku 30 lat trafiają do psychoterapeuty. Za 10 lat awans. Jako czterdziestolatki lądują na oddziałach intensywnej terapii.

Inteligencja emocjonalna
Bartek:- Ważne jest, aby zawsze szukać czegoś więcej, nie zatrzymywać się. / Fot. Archiwum wlasne
„Prymusom”, którym niczego nie brak pod każdym względem, zwykle… brakuje inteligencji emocjonalnej. Psycholog pracy Ireneusz Ślęzak tłumaczy to zjawisko od podstaw: - Gdy mówimy o wynikach w nauce jako wskaźniku sukcesów życiowych, od razu przypominam sobie badania Daniela Goldmana. Ten uznany autor badając współzależności występujące pomiędzy inteligencją oraz wynikami akademickimi a powodzeniem w życiu zawodowym i ogólnym poziomem satysfakcji z życia, doszedł do wniosku, że o ile wyniki akademickie czy nawet sam poziom inteligencji mogą być traktowane jako rzetelny wskaźnik przyszłego sukcesu zawodowego, to absolutnie nie zagwarantują sukcesu w innych sferach życia i zadowolenia z niego. Wyniki tych badań zainspirowały Goldmana do stworzenia pojęcia inteligencji emocjonalnej. Inteligencję emocjonalną można opisać jako zdolność rozpoznawania zarówno własnych uczuć jak i uczuć innych, zdolności motywowania się i kierowania emocjami zarówno naszymi własnymi, jak i osób, z którymi łączą nas jakieś więzi.

Gotowi… do startu… stop!

Zanim na dobre wystartujemy, warto się zastanowić, czy w tym całym szaleństwie jest metoda? Z pewnością jest. Pamiętać jednak należy, aby nie nabawić się niestrawności. Niestety dyspepsja często nęka uczestników „wyścigu szczurów”. Karmieni hasłami niemalże rodem z PRL-u, prędzej czy później swoje odchorujemy. Wielu z nas, świadomość, że trzeba być teraz „naj” pod każdym względem, paraliżuje już na samym początku. Niektórzy zaczynają wątpić w to, czy mają szansę na zrobienie kariery, a perspektywa zmywaka za granicą wydaje się być coraz bliższa.

- Źródłem sukcesu każdej nowoczesnej organizacji są jej uczestnicy, ludzie tworzący tę organizację. A trzonem każdej ekipy- wykonującym główną część pracy i wypracowującym większość dochodu - są zwyczajni pracownicy nie wybijający się i nie wyróżniający się niczym nadzwyczajnym. To ich zaangażowanie i ciężka praca pozwala organizacjom sprawnie funkcjonować i osiągać zakładane cele. W nowoczesnych harmonijnie rozwijających się organizacjach chętnie podkreśla się rolę wybitnych pracowników, prawdziwych „osobowości” pomijając raczej fakt, że nie ma wiele miejsca dla gwiazd. - tłumaczy Ślęzak.

Można osiągnąć naprawdę wiele będąc zdeterminowanym i opanowanym, a nie będąc „prymusem”. Bartek, 25-letni absolwent Politechniki Wrocławskiej, obecnie pracuje w oddziale amerykańskiej firmy w Krakowie. Branża - Business Intelligence. Rozmawiając z nim można odnieść wrażenie, że był pilnym studentem. Tymczasem tłumaczy:- Zawsze miałem mnóstwo poprawek i za niską średnią żeby być gdziekolwiek przyjętym. Wolałem zarabiać pieniądze tworząc strony internetowe dla firm i świadcząc inne usługi - wspomina. Przez dwa lata zbierał doświadczenie (to specjalistyczne), realizował własne projekty.

Wcale nie „prymusi”, czyli niezawodni we wszystkim, doskonali pod każdym względem, wyznawcy zasady Jacka Trouta: „wyróżnij się, albo zgiń”, tym samym gotowi oddać życie za firmę (w rzeczywistości często oddają je), lecz ludzie skromni i pokorni, niekoniecznie z doktoratem, MBA i szeregiem wygranych konkursów, mogą być świetnymi pracownikami.
Grupa ta, zamiast inwestować pokłady energii w frustrację nad faktem, iż nie jest się najlepszym, bezbłędnym, najbardziej niezawodnym, skupia się przede wszystkim na inteligentnych emocjonalnie działaniach.

Kursy

Niektórzy odbywają je na zasadzie „byle byłoby”. - Kursy, szkolenia, seminaria, praktyki, konferencje oraz inne częste i liczne, współczesne formy ustawicznej edukacji są wskazane. Bezapelacyjnie. Zwracam uwagę, że proces kształcenia jest istotny na każdym etapie życia. Nieustanne poszerzanie i doskonalenia swojej wiedzy to „sposób na życie”, a nie plan do wykonania. Jeśli uczymy się, by zdobywać nową wiedzę, nasza edukacja ma sens. Jeśli pracujemy poza swoim zawodem, a uczęszczamy na kursy, by zachować łączność z branżą to jest to wskazane – komentuje Psycholog Witold Szwedkowski.

W „Polandzie” czy za granicą…
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PAP Jerzy Undro
Bartek wyjeżdża. Lubi ciągłe zmiany. Za dwa tygodnie rozpoczyna pracę jako kontraktowy konsultant w Irlandii. Nie jest jednak tak, że w Polsce ledwo wiązał koniec z końcem. Z kolei Sebastian, dziecko stanu wojennego, magister socjologii (pracuje w firmie deweloperskiej, gdzie zajmuje się projektowaniem i programowaniem stron internetowych, tworzeniem aplikacji bazodanowych „wspomagających”) stwierdza: - O emigracji zarobkowej myślałem najczęściej w trakcie studiów, gdy zbliżała się sesja. Po studiach miałem krótki wakacyjny epizod na Wyspach.

Teraz wie, że to nie było dla niego i nie myśli o wyjeździe, chociażby ze względu na fakt, że co kilka tygodni dostaje nowe, atrakcyjne propozycje pracy. Obecnej nie zamierza jednak zmieniać. - Pracuję w świetnej firmie, na najlepszym sprzęcie, z rewelacyjnymi ludźmi, mam szefa, który stwarza nieograniczone warunki rozwoju, który we mnie inwestuje, opłaca np. moje studia informatyczne – kiedy budzę się rano i myślę o pracy, uśmiecham się.

Tomek, 22-letni pracownik departamentu sprzedaży w jednym z najszybciej rozwijających się banków w Polsce, w weekendy student prawa na Uniwersytecie Wrocławskim. Zapytany o to, czy w chwilach niepowodzeń myśli o wyjeździe za granicę, odpowiada: - Raczej nie. Daję sobie wtedy chwilę oddechu, zastanawiam nad problemem, szukam rozwiązania. Wyjazd niczego by nie zmienił. Za granicą, również miewa się chwile zwątpienia.


Znajomości… czemu nie

Mówi się, że teraz najważniejsze są znajomości. Nie masz znajomości, nie masz pracy. Kolejny, najczęściej padający argument, zaraz po konieczności bycia „naj” pod każdym względem. Sceptyczne nastawienie do faktu posiadania znajomości nie oznacza, że nie można ich nawiązywać, a właściwie spróbować, przy okazji zmienić interpretację tego zjawiska. Ola 25-letnia studentka socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim, przez około pół roku szukała satysfakcjonującego stanowiska pracy. - Praca "sama mnie znalazła", gdyż jako członek społeczności internetowej GoldenLine zostałam zaproszona na rozmowę o pracę i przeszłam pomyślnie kwalifikacje. Z perspektywy czasu i doświadczenia, nie tylko zawodowego, ale i zdobytego podczas wielu rozmów o pracę uważam, że aktywność na zawodowych portalach społecznościowych może bardzo pomóc w uzyskaniu wymarzonej pracy i zaistnieć na wymagającym rynku. Jednak trzeba w siebie mocno wierzyć i nie poddawać się. Z poszukiwaniem pracy jest trochę jak z poszukiwaniem partnera - na księcia z bajki czasem trzeba długo czekać. Sebastian dodaje:- Buduj sieć kontaktów – większość miejsc pracy rozchodzi się wśród znajomych.


Radość, satysfakcja i zadowalające zarobki, czyli zawodowe „trio rockandrollowe”
Tomek, pracownik departamentu sprzedaży w jednym z najszybciej rozwijających się banków w Polsce. / Fot. Marta Jurczak
Bartek mówi bez wahania:- W życiu się tego nie spodziewałem, że będzie tak dobrze. Ważne jest, aby zawsze szukać czegoś więcej, nie zatrzymywać się.
Jest na etapie „dyktowania własnych warunków” pracy podczas rozmów kwalifikacyjnych. Sebastian zapytany o to, czy nie zajmuje się czymś, co daje mu jedynie satysfakcję finansową, odpowiada:- Jak na absolwenta socjologii nieco komiczne jest to, że męczy mnie praca z ludźmi, o wiele bardziej komfortowo czuję się, nie musząc telefonować do ludzi, których nie znam, nie musząc niczego nikomu sprzedawać. Tworzenie czegoś z czego korzystają później inni ludzie, daje niesamowitą frajdę, a jeśli jeszcze ktoś płaci mi za to, co uwielbiam robić…
Tomek przychodząc do banku nie miał większego doświadczenia. Dzięki determinacji i opanowaniu doszedł do poważniejszego, dobrze płatnego stanowiska. Zaznacza, że najważniejsze to robić to, co przynosi radość i satysfakcję. Powoli zaczyna też realizować swoje marzenia.

Jest więc możliwa koegzystencja zawodowej wersji rockandrollowego tria. Dość śmiesznym jest fakt, że „prymusi”, najlepsi we wszystkim, pozornie dostający wszystko, czego chcą, stanu tego nie osiągają. O ile połączą satysfakcję i zarobki, o tyle z radości nici. Często bowiem ludzie ci nie potrafią poradzić sobie z prawdziwym źródłem radości – życiem prywatnym.

Chwała ludziom dobrej roboty…

… wołano w PRL-u.
Nie byli „prymusami” i nadal nimi nie są. Wiedzą, czego chcą, ale nie łapią zachłannie wszystkiego. Skupiają się na tym, w czym są dobrzy. Nie panikują. Są inteligentni emocjonalnie. Stają się jednak w mniejszym lub większym stopniu częścią systemu. - Nie można nie brać udziału w wyścigu szczurów – to jest nasza rzeczywistość. Jedyną alternatywą jest chyba wycofanie się i życie jak tzw. generacja X znana z filmów Kevina Smitha - zauważa Sebastian, a
Ola dodaje:- Chcąc nie chcąc każdy bierze udział w wyścigu, różnica polega na tym, że sami decydujemy o tempie...

Co radzą młodym, którzy dopiero idą na studia i zastanawiają się jakim torem potoczy się ich kariera?
Bartek:- Przeczytać dwie książki i dokładnie przyswoić wartości z nich idące: „Bogaty ojciec, biedny ojciec” Roberta Kiyosaki oraz „7 nawyków skutecznego działania” Stephena Coveya. Najlepiej w oryginale. Jeśli ktoś nie zna języka na tyle, żeby sobie z tym poradzić, niech się nie pcha za granicę. To one mnie „nakręciły”.
Sebastian:- Trzy podstawowe sprawy: wyspecjalizuj się, buduj sieć kontaktów, naucz się komunikować po angielsku. Poza tym pogódź się z myślą, że będziesz musiał uczyć się cały czas. Nigdy nie przestawaj się rozwijać.
Ola:- Zastanówcie się, co chcecie robić. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie "czego oczekujesz" i "jaki jest twój cel", a potem skierować swoje działania ku realizacji. Studia nie przystosowują do zawodu, poszerzają horyzonty myślowe, które możemy wykorzystać w pracy lub nie. Wiele młodych osób decyduje się na studia ze względu na zainteresowania, potem mają pretensje, że rynek pracy nie ma dla nich miejsca.

Zjawisko „Wyścigu szczurów” ciekawie podsumowuje Wojciech Eichelberger :- Mówimy z autoironią, że uczestniczymy w wyścigu szczurów. Zapominamy, że wyścig nie jest naturalnym sposobem szczurzego życia. Wyścigi zgotowali szczurom ludzie - psychologowie badający w laboratoriach tajemnice mechanizmu uczenia się inteligencji ssaków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

bardzo tresciwy artykul, a co więcej pobudza do działania:D plusik!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaro, to może być dobry trop! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomek, może jako czytający wzbudzałeś podejrzenia, w końcu kto dziś czyta ksiązki:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

długie i ciekawe.
plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja Kiyosakiego przeczytałem na lotnisku w Stambule, jak na samolot czekałem. Cztery razy ochrona podchodziła do mnie, i nie wiem, czy to dlatego, że podejrzanie wyglądałem, czy chcieli zobaczyć, cóż czytam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
bardzo dobry materiał Marta.
ksiązka Kyosakiego była jakieś dwa lata temu biblia w mojej branży:)
zgadzam się z tezą na temat posiadania sieci znajomości. To nie jest jednak pokłosie kolesiostwa, tylko prosta zasada, ktoś na kierowniczym stanowisku będzie wolał wziąc do współpracy rekomendowaną mu przez dobrego znajomego osobę niż kogoś " z ulicy", znam ten mechanizm.

zaś co do prymusów, to hmm
nie mylić ze szkolnymi prymusami. z własnego życia szkolnego wiem, że wszystkie kujony, z piątkami od dołu do góry skończyły na państwowych etatach. może lubią to co robia, ale kariera to nie jest jakas spektakularna. Bo prymus ma to do siebie, że panicznie boi się zmian i wyzwań. Kuje te matme, choć jej nienawidzi na równi ze znienawidzoną historia, żeby sie od niego odczpeili, nie ma przewaznie pomysłu na siebie.
więc sukces prawdziwy jest domeną ludzi odwaznych.
że sie w tym potem trochę zatracają, to już inna bajka...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za Tomkiem
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry materiał, merytorycznie i "organizacyjnie" - nic dodać, nic ująć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetny tekst (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

wyścig szczurów...kto szybciej kto więcej kto lepiej...(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.