Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

59054 miejsce

Wyścig na selekcjonera

Piotr Nowak, Maciej Skorża, Waldemar Fornalik, Berti Vogts, a może ostatnia z medialnych rewelacji Sven-Goran Eriksson? Żadna z tych kandydatur nie wydaje się przekonująca.

Czy Polsce potrzebny jest trener-dyktator czy trener-ojciec? Chłodny taktyk czy temperamentny motywator? Medialne zwierzę czy introwertyk, który robi swoje otoczony ciszą gabinetu? Wreszcie, Polak czy obcokrajowiec? Jeśli nie dał rady Franciszek Smuda, największy twardziel wśród polskich trenerów, to kto da radę? Jeśli wypalił się Leo Beenhakker, który w swoim CV miał m.in. Real Madryt i reprezentację Holandii, to kto sprosta zadaniu prowadzenia reprezentacji chronicznie cierpiącej na brak sukcesów?

Obracając wszystkie te pytania w żart, można powiedzieć, że jest przecież zawsze chętny do poprowadzenia czegokolwiek, mistrz autopromocji Jerzy Engel. Rzeczniczka PZPN Agnieszka Olejkowska oszczędziła zszargane nerwy dziennikarzy i kibiców zapewniając, że kandydatura Stefana Majewskiego, trenera reprezentacji młodzieżowej, nie jest rozpatrywana. Naprawdę, kamień spadł z serca. Gdzieś w tle pojawiał się 66-letni Henryk Kasperczak, ale on nigdzie poza nacjami afrykańskimi nie znalazł uznania.

Schematu nasz-obcy-nasz-obcy nie można powielać ot tak sobie. Musi decydować jasne kryterium: z kim na ławce biało-czerwoni osiągną więcej?

Przeciwny importowi trenera zza granicy jest PZPN-owski beton, dla którego byłby to policzek wymierzony dumnej polskiej szkole. Obcokrajowiec będzie mniej sterowalny i mniej podatny na sugestie trenerskich "autorytetów", będzie trudniejszy do skontrolowania, do tego pewnie otrzyma większy kredyt zaufania od mediów, przynajmniej początkowo zauroczonych faktem, że ktoś z zewnątrz chciał posprzątać stajnię Augiasza, jaką jest polski futbol.

Świetnym kontrargumentem dla orędowników opcji zagranicznej jest postać Leo Beenhakkera, który po historycznym awansie do mistrzostw Europy wszedł w rolę oświeconego wykładowcy dla bandy nieuków. Na przekór wszystkim lansował zawodników (Pazdan, Zahorski), którzy niczym nie wyróżniali się na ligowych boiskach, rzekomo dostrzegając w nich to, czego nie widzą polscy szkoleniowcy. Przegrane w fatalnym stylu eliminacji do mundialu w RPA udowodniły, że Holender zbłądził i nie potrafił zawrócić na właściwy tor.

Vogtsa i Erikssona łączy to, że lata świetności dawno mają za sobą. Pierwszy z nich z reprezentacją Niemiec był mistrzem Europy w 1996 r. (dwa lata później w fatalnym stylu rozstał się z kadrą), drugi przez pięć lat prowadził Anglię m.in. do ćwierćfinałów mistrzostw świata i Europy. Potem było już tylko gorzej: Kuwejt, Szkocja, Nigeria, ostatnio Azerbejdżan w przypadku Niemca, Meksyk i WKS w przypadku Szweda. W swoich tymczasowych ojczyznach długo miejsca nie zagrzewali, odchodzili niespełnieni. Coś musi w tym być, że żadna licząca się europejska firma nie sprowadziła ich do siebie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.