
Jest to zestaw kilkudziesięciu wierszy, opartych wokół jednego motywu - wyspy. Miejsca tajemniczego, z początku trudnego do rozszyfrowania, jednak z brnięciem w jej głąb, coraz bardziej odsłaniająca swoje oblicze.
Można w skrócie powiedzieć, że owa wyspa jest jakimś azylem, miejscem schronienia, intymnym kawałkiem przestrzeni, do której nikt obcy nie ma wstępu. Miejscem bezpiecznym, ale przez to ciągle zagrożonym. Przez ludzi, żywioły, etc. Mała ojczyzna, "szklana kuleczka", która ma być "schronieniem przed nieznanym" (patrz wiersz "Transformacja"), zagrożona przez obce niszczące wpływy. Sama wyspa staje się zagrożeniem. Podmiot liryczny próbuje ocalić to miejsce, jakby ocalenie wyspy znaczyło ocalenie siebie. W pewnym momencie mówi on: "Nie zdołamy się / przed nią schronić, nie ma już bezpiecznych miejsc". Jak gładko można przyłożyć te słowa do ludzi i do planety, na której żyją. Zresztą takich odniesień do rzeczywistości jest w tomiku więcej. W wierszu "Urojenia" liryczne ja przestrzega przed prawdopodobieństwem noszenia na wyspie zielonych uniformów, czyli, innymi słowy, przed odgórnym podporządkowaniem. W tym samym tekście, czytając słowa o królu, który z nudów domaga się wojny i chowa twarz w srebrnym tataraku, ma się jakieś znajome wrażenie, że wiemy kto zacz...
Ale wracając do wyspy, jest to w jakimś sensie wyspa bezludna, która mimo to jest miejscem szczęśliwym. Czymś na kształt pustelni poety, ogólnie też człowieka. Co ciekawe, podmiot liryczny nie szuka z niej ucieczki, czuje się w niej dobrze, nie wypatruje ludzi, chowa się przed nimi, chce "zatrzeć tropy", bo pomoc może okazać się tylko złuda, fatamorganą, zakłóceniem porządku, tarapatami. Inna sprawa, że to zacieranie śladów jest rzeczą bardzo trudną, wręcz niemożliwą: "wciąż plączę się w zeznaniach, / odciskam ślady na meblach, zbyt ostro" ("Odpływ").
Dopiero w wierszach "Wylęg", "Odpływ" czy "Most" odkrywamy, że owej wyspy nie należy odczytywać dosłownie. Że jest ona tylko jakimś metaforycznym miejscem, jakimś Herbertowskim ogrodem, który podmiot hoduje w głowie, w sobie. Dzieciństwem, do którego pragnie się wrócić, marzeniem o byciu znowu "dziewczynką w białej sukience". Jest też ciągle celem do zdobycia, jakimś ulotnym marzeniem o lepszym świecie, marzeniem-snem, dobrą (!) śmiercią:
"Podobno należę do
wyspy,
na którą zaprowadzi mnie most, wiszący nad ziemią.
Otworzy sen,
niekończącą się opowieść." ("Most")
Co mnie uderzyło w tych wierszach najbardziej, to jakaś niemoc, konieczność trwania "bez wyjścia", jak w wierszu "Znaki", gdzie "wszystko musi dojść do końca / aby ramy nie pękły / nie przelała się woda". Podmiot liryczny pragnie, mówiąc za Nadine Gordimer, ocalić swój świat, jednak to zdaje się być już niemożliwe: "Muszę wiedzieć, / co stanie się z wyspą, / zanim połknie ją wieloryb" ("Taka jedna opowieść").
Najnowszy tomik Darii Dziedzic jest też rozmową. Rozmową z kimś, jeśli obecnym, to tylko połowicznie. Raz adresatem jest Herbertowski cesarz "o drapieżnej szczęce, żółtych oczkach", innym razem morski konik. W kilku wierszach jest nim ołowiany żołnierzyk, urastającym do rangi symbolu dzieciństwa. Z drugiej strony adresat zdaje się być człowiekiem, kimś bliskim, wciąż obecnym:
"kup wino, bo zanim przemyślę decyzję,
muszę się upić, ale nie sama" ("Dekoracja")
Podoba mi się w tym pisaniu staroświecki ton - w dobrym znaczeniu tego słowa. Operowanie prostymi słowami, jakby tylko one mogły opowiedzieć świat. Gwiazdy, kamienie, muszle, oceany... Żadnego narcystycznego silenia się na nowoczesność i bajer. A jeśli pojawiają się takie słowa jak "stoperan", to tylko po to, by wzmocnić przekaz. Daria Dziedzic uciera nos współczesnemu pisaniu o niczym, serwując nam wiersze o ważnych problemach egzystencjalnych, o zmaganiu się ze sobą samym, z czasem i ze światem. Wiersze mają dobrą dykcję poetycką, posiadają przestrzeń, oddychają, opowiadają, gawędzą. Zero ścisku, tłoku obrazów, nadmiaru wrażeń, zbędnych opisów. Zero chemii, a czysta, naturalna substancja liryczna. Zaprzeczenie niskim ideałom wulgarnej postmoderny, która z poezji zrobiła papier toaletowy. Pokazanie, że doświadczenie stoi na równi z erudycją.
Zachęcam do poetyckiej podróży po czasoprzestrzeni z Darią Dziedzic i jej wierszami. Niech będą one mapą w podróży po Waszej własnej wyspie, w poszukiwaniu niematerialnych skarbów.
Tomik ukazał się nakładem wydawnictwa Mamiko. "Wyspę" można nabyć na stronach www.mamiko.pl oraz bezpośrednio u autorki (przez Facebook).