Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

22525 miejsce

Wystarczył jeden, jedyny raz...

Człowiek, który po raz pierwszy sięga po narkotyki czy alkohol nie jest świadomy, że to początek nałogu. Myśli, że może z tym skończyć.Jak było w przypadku 16-letniego Kuby M. ( nie ujawniam jego nazwiska, Kuba woli pozostać anonimowy).

Czy wystarczy "jeden raz", by wpaść w nałóg? / Fot. AkpaIdę jedną z najbardziej ruchliwych ulic Sanoka. Mijam sklepy. Zatrzymuje się przed przejściem. Czekam, aż włączy się zielone światło. Ludzi tłum... upał. Nagle moją uwagę zwraca chłopak ubrany w czerwoną, podartą koszulkę.Rozczochrane włosy, oczy dziwnie zaspane. Jak można w takim stanie wyjść na miasto? Z ciekawością przyglądam mu się dokładniej. Nagle coś do mnie dociera. W głowie otwiera mi się klapka. Powracają wspomnienia ze szkoły podstawowej i jedna osoba: Kuba! Tak to on. Nie mogę w to uwierzyć! Jest tak blisko. Stoi po drugiej stronie ulicy. Jednak coś z nim nie tak. Czy to, aby ten sam Jakubek? Zmienił się. Jak on wygląda? Gdzie ta uśmiechnięta twarz, wesołe spojrzenie i zadbany wygląd? Teraz jest inny, zupełnie inny. To nie ten sam chłopak. Jeszcze trzy lata temu został uznany za najprzystojniejszego chłopaka w szkole. Ale to nie wszystko. Pamiętam, że był jednym z najlepszych uczniów: ambitny, pełen energii. Zawsze pomagał innym w nauce, brał udział w rożnych konkursach i zajmował wysokie miejsce. Nikt nie był tak poukładany jak on. A teraz? Co się z nim stało? Tak,wiem słyszałam od Kaśki. Kuba wpadł w nałóg.

Koniec szkoły...wolność!

Zaraz po zakończeniu roku szkolnego (25 czerwca) Kuba wyjeżdża na obóz w Góry Świętokrzyskie. Bardzo się cieszy, że w końcu odpocznie. Przez całe 10 miesięcy nic innego nie robił, tylko się uczył.
– Moje życie polegało tylko na zakuwaniu.Z czasem nie robiłem tego tylko dla siebie, ale przede wszystkich dla rodziców. Presja była duża. Nie chodziłem na imprezy, przecież nie miałem na to czasu. Kiedy moi koledzy balowali, ja siedziałem nad książkami.Owszem nie lubiłem alkoholu, ale czasami kusiło mnie, by spróbować. A ten pierwszy raz zdarzył sie na obozie- mówi Kuba.

Źle dobrane towarzystwo...

Zaraz po przyjeździe na miejsce Kuba poznaje Marka, Sylwka, Karinę i Ankę. Są od niego starsi, jednak to mu nie przeszkadza. Razem wychodzą na dyskoteki. Kuba wcześniej nie chciał nawet słyszeć o tym miejscu.
Sam stwierdza: – Z cała paczką bardzo dobrze sie dogadywałem, sam sie nawet zdziwiłem, że nawiązałem tak szybką nowe znajomości. Z nimi nie mogłem sie nudzić. Mieli mnóstwo świetnych pomysłów, a ja przyjechałem przecież na obóz, by odreagować i zapomnieć o szkole. W ogóle to z Anki była niezła laska. Za bardzo chciałem się przy niej i reszcie wyluzować.

Zaszalejmy !

Sobotniej nocy Marek namawia całe towarzystwo na imprezę. Jest już dawno po północy, więc opiekunowie śpią. Młodzi nie mają nic do stracenia. Całą piątka wybierają się do pobliskiego klubu "Sunny". Impreza extra. Mnóstwo ludzi, muza na czasie - czego więcej chcieć. Marek przedstawia swoim przyjaciołom dwóch nowych kolesi : Przema i Wodza ( wszyscy ich tak nazywają). Nowi znajomi niemal od razu proponują im piwo. Oczywiście nikt z całej piątki nie odmawia, nawet Kuba.
Jedno... drugie... trzecie... siódme.. ósme piwko. Do tego palenie trawki. Towarzystwo rozkręcone.
– Po raz pierwszy wziąłem do ust alkohol, a co najgorsze naćpałem się. Dobrze wiedziałem co robię, ale do teraz nie wiem co mnie podkusiło. Może była to chęć odreagowania po całym roku kucia, a może chęć zrobienia na złość rodzicom. Do końca to ja sam tego nie wiem – stwierdza Kuba. Wiem jedno: mieliśmy dużo szczęścia, że nikt nas nie nakrył – dodaje.

Powtórka z rozrywki..

Obóz kończy się 9.lipca
– Wróciłem z wyprawy jako zupełnie inny człowiek. Wrzuciłem na luz. Stałem sie luzakiem, który pije alkohol, zażywa narkotyki. Jednym słowem ziomuś! Dzwoni telefon. Kuba słyszy w słuchawce znajomy głos. To Wodzu. Po krótkiej rozmowie Kuba dowiaduje się, że Wodzu i Przemo są z tego samego miasta, co on i nawet niedaleko mieszkają. Jeszcze tego samego dnia spotyka się z nimi. Czekają na niego w parku. Na „wstępie” koledzy dają mu mały upominek – woreczek marychy. – Tak znowu sie naćpałem – stwierdza. Kumple nie musieli mnie nawet zbytnio namawiać. Zrobiłem to z własnej woli. Odlot to odlot !


Nowe życie ?

Kuba wpada w nałóg. Ukrywa swoje uzależnienie przed rodzicami. Oni i tak są za bardzo zajęci sobą, by spostrzec co dzieje się z synem. Chłopak ćpa, a gdy już nie ma pieniędzy na "zioło"- kradnie. Na razie udaje mu się to robić całkiem sprytnie, jednak co będzie dalej? Najgorsze, że sam nie przyznaje się do swojego uzależnienia. Twierdzi, że to tylko chwilowe i przejdzie. W ciągu kilku miesięcy stracił swoich prawdziwych przyjaciół, bo wybrał nowych. Znajomi zaczynają się od niego odwracać, a on tkwi w kręgu uzależnienia i nie chce niczyjej pomocy. – Tracę powoli wszystko. Ostatnio usłyszałem od swojego bardzo dobrego kumpla (znam go jeszcze z podstawówki), że mnie nie poznaje i jestem już skończony. Czy będę probował z tym zerwać? Nie wiem. Teraz jest mi już wszytko obojętne. Powiem tylko jedno, nie warto probować. Od jednego razu wszystko się zaczyna.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

Do tego radzę się zapoznać z tym:
http://pukskarol.nazwa.pl/klincz/?p=1010

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nawet jeśli artykuł jest prawdą, to brzmi jak pogadanka dla dzieci. To, że teksty tego typu jeszcze do kogoś trafiają, wynika z braku wiedzy na temat Marihuany. Do tego mam pytanie: Po co powstał ten artykuł? Bo jeśli po to by utwierdzić ludzi w ich niewiedzy, to spełnia swoją funkcję idealnie - gratuluję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotrek miał 14 lat i był zupełnie normalnym, polskim nastolatkiem lat 14, rozkochanym w alkoholu i ruskich papierosach. Chodził na imprezy, dużo pił i palił, aż któregoś dnia poznał grupkę licealistów, z którymi szybko sie po pijaku zaprzyjaźnił. To byli zajebiści ludzie byli - Piotrek szybko zaczął często przebywać w ich towarzystwie, albowiem byli zdecydowani bardziej dżezi i gruwi od jego starych znajomych.
Z nimi także Piotrek pił i palił, aż któregoś dnia chłopaki przyszli z czymś nowym. Pokazali Piotrkowi pakiecik z zielonym CZYMŚ.
- Patrz, co mamy, stary! Dzisiaj zostaniesz NAPRAWDĘ jednym z nas.
- Co to? Czy to...?
- Chodź. - powiedzial Jacek i obejmując Piotrka poprowadzil go do klubowej toalety.
- Ej, stary, ja nie....ej...
- Wylooozooy zią!
W kiblu Jacek rozpuścił zielone COŚ w odrobinie wody z kranu zmieszanej z sokiem porzeczkowym, naciągnąl do szczykawki, założył igłę i dal Piotrkowi. Następnie z drugiej działki narkotyku napełnił szczykawkę dla siebie.
- Wystaw ręke, zią.
- Co to jest?
- Looz, stary. To prawie jak ruskie papierosy. A może i lepsze.
Jacek wszczyknął Piotrkowi narkotyk, po czym zaaplikował go także sobie. Przez chwilę stali tak w toalecie patrząc tępo w przestrzeń.
- Jak się czujesz? - spytal Jacek Piotrka.
- O kurwesku... - powiedział Piotrek, a źrenice urosły mu do rozmiarów talerzy. - Co to jest?
- Marichułana, ziom. Z wlasnej uprawy, haha. Mocny towar.
- Jaaa, zajebiste! Chodźmy na salę, łaaaaa
Poszli, potańczyli i było fajnie. Nazajutrz Piotrek niezbyt pamiętał co działo się poprzedniego dnia, ale wiedział dwie rzeczy: 1. wczoraj było fajnie 2. dzisiaj jest niefajnie. Bolala go głowa, zbierało się na wymioty, a co gorsza widział podwójnie.
Jeszcze tego samego dnia spotkal się z Jackiem i resztą. Ccial zapłacić za wczorajszy wieczór, ale Jacek przerwal mu brutalnie.
- Nie, nie ma mowy. Pierwsza dzialka jest zawsze za darmo, czaisz? Ale skoro już chcesz mi dać kase, to mogę dać ci za to jeszcze jedną.
Piotrek zgodzil się chętnie i jeszcze tego samego dnia znowu przyładował marihuanę w kanał. I znowu było fajnie.
I tak trwało to kilka tygodni, potem miesięcy. Piotrek i jego koledzy brali dożylnie marihuanę i było fajnie

Niestety, jak to bywa z narkotykami, częste ich przyjmowanie wywołuje zjawisko tolerancji. I marihuana zwyczajnie przestala Piotrkowi odpowiadac. Slabe gówno. Toteż, zacząl szukac nowych rozrywek. Rózne rzeczy zdarzało mu się brać, aż któregoś dnia dowiedział się od Jacka, że na mieście jest nowy genialny narkotyk, znacznie od dożylnie branej marihuany mocniejszy. Poinstruował Piotrka co i jak, po czym dał mu adres dilera.
Piotrek poszedł do meliny dilera, obskurnej kamienicy w centrum miasta. Wlazł na drugie piętro i zapukał do drzwi. Otworzył mu smutny pan z papierosem w ustach i dziwnie nieprzytomnym spojrzeniu.
- Przyszedłem po towar - powiedział Piotrek.
- Oczywiście, oczywiście. - powiedzial diler i wpuścil Piotrka do siebie.
Potrek zaczekał w przedpokoju na dilera, który po chwili przyszedł trzymając w dłoni dorodnego, żółtego banana. Wziął w zamian 40 złotych.
Piotrek byl tak podniecony, że nie wytrzymał i załadował banana doodbytniczo już na klatce schodowej. Uśmiechnięty od ucha do ucha i z oczami jak talerze wyszedł na ulicę, która nagle nabrała nowych barw.

Piotrek szybko uzależnił sie od bananów, jeszcze szybciej niż od marihuany. I bardzo szybko przestało mu na banany starczać pieniędzy - a potrzeba ćpania była silniejsza od niego.
Każdego ranka, tuż po przebudzeniu, ładował w dupę ćwiartkę banana na dobry początek dnia i szedł do szkoły. Po powrocie z niej aplikował połowę banana i ruszał na kombinowanie kasy. Najczęściej kradł, oszukiwał i sprzedawał złom. Czasem żebrał. Gdy już miał kasę, szedł do dilera, kupował banana na następny dzień, a wieczorem brał pozostałą ćwiartkę na dobry sen.
Jak można sie domyślić, z rodzicami mial kiepski kontakt, aż któregoś dnia matka wyrzuciła Piotrka z domu. I Piotrek zostal sam, bez domu, pieniędzy i rodziny, za to z uzależnieniem od bananów. Było źle. Było bardzo źle.

Piotrek zył teraz pod mostem, ciągle na bananowym skręcie. Ledwo udawało mu się zdobyc pieniądze na banany, niewiele zostawało na jedzenie, które często kradł. I przyszła jesień, a potem zima, a wraz z nimi jedyny pewny dostawca bananów wyjechał z miasta. Mimo to zrozpaczony Piotrek zdołał jakoś znaleźć nowe, niepewne źródełko.
Poszedł do dilera, starszego smutnego pana, a ten zaproponował mu za 30 złotych małego, zbrązowiałego bananka.
- Ten banan nie jest tyle wart...Poza tym, nie mam trzech dych.
- Masz problem, stary. Bo nie ma innych bananów w mieście.
Piotrka dopadły nagle silne mdłości i zacząl sie trząść. Skręt.
- Ok, ok...dam ci co zechcesz...
- Ściągaj portki! - zawołał diler, a reszty Piotrek już na szczęście nie pamiętał.
Obudził się rano na dworze, z obolała dupą i zbrązowiałym bananem w kieszeni. Niezwlocznie zaapliował go sobie w odbyt. Ooooch, co za ulga...
Ale, ale, coś było nie tak! Zamiast bananowej euforii, Piotrek poczuł coś innego...I znowu stracił przytomność.

Obudzil się w szpitalu, dokąd zawieźli go Dobrzy Ludzie. Lekarze powiedzieli mu coś strasznego...mial HIVa, HCV i ptasią grypę...

Wszystko przez marichułane i banany. Pamiętajci dzieci, nie ćpajcie tego gówna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak się zdarza, przypadek uzależnienia jeden na 40 innych, którzy zapalą i nie wpadną w nałóg. Dodatkowo tak jak napisałaś, źle dobrane towarzystwo...Przypadki chodzą po ludziach, ale to jego własny wybór.

Komentarz został ukrytyrozwiń

wow xd

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cieńki artykuł, może do jakiegoś młodzieżowego pisemka z misją. Zbyt wiele znam osób palących trawę, by w to uwierzyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W artykule został przedstawiony konkretny przypadek-- więc uważam, za nielogiczne zarzucanie mi tego, ze artykul jest fikcją...
Zastanów się Covert, a później miej mi coś do zarzucenia ;)

pozdrawiam ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Material jest fikcja. Zeby opublikowac taki material glowny bohater sam by to wszystko musial opowiedziec autorowi textu po drugie MJ nie prowadzi do patologi jaka przeczytalismy w texcie tak samo jak papierosy czy cygara

Komentarz został ukrytyrozwiń

GRANDA

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Ukąsić" się pisze.

Zarejestrowałem się na link tylko dlatego, żeby skomentować ten artykuł.

Bez obrazy dla autora, ale ten tekst bardzo mija się z prawdą. Na forum serwisu www.hyperreal.info został wręcz wyśmiany (hyperreal to serwis, w którym można znaleźć obiektywne informacje o narkotykach, pozbawione zabarwienia propagandowego jakie posiada niniejszy artykuł).
Sam palę marihuanę od ponad roku. Nie za często, raz na tydzień, może dwa. W tym czasie dostałem się do najlepszego liceum w moim mieście, ukończyłem rok z wysokimi ocenami. Kontakty ze znajomymi wyraźnie się POPRAWIŁY, stałem się spokojniejszy, bardziej rozgarnięty, zacząłem interesować się sztuką, coraz bardziej doceniam piękno natury. Nie jestem uzależniony (może dlatego, że marihuana nie uzależnia?), nie kradnę, nie wpadam w złe towarzystwo...
Powiecie, że jestem wyjątkiem? Ale to nieprawda, znam wiele osób takich jak ja.

Marihuana jest świetną alternatywą dla alkoholu, który jak każdy wie ma silnie destrukcyjny wpływ na organizm. Ale każdy wie swoje, mam tylko nadzieję, że media w końcu przestaną robić ludziom wodę z mózgu..

Pozrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.