Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20790 miejsce

Wystawa Agaty Zbylut w Galerii A19

30 czerwca o 18:00 na Antresoli stacji Metro Marymont w Galerii A19 odbędzie się wernisaż kolejnej wystawy z cyklu METROWE KOMIKSY. Tym razem autorką dzieła, które będzie zdobić stację jest Agata Zbylut.

Projekt Agaty Zbylut w Galerii A19 / Fot. Agata ZbylutTaniec, który trwa sekundę

Monika Małkowska, kuratorka projektu „Metrowe komiksy”

Obraz nieproporcjonalnie długi: 37 metrów na 3 metry wysokości. Coś jak fryz, tyle, że ten wypełnia ścianę od podłogi po sufit.
Białe, kompletnie puste tło; na nim – figura nagiej dziewczyny, powtórzona 25 razy, lecz za każdym razem w innym ujęciu. Dziewczyna tańczy. Właściwie – nie ona wykonuje taneczne pas, lecz intensywnie czerwona peleryna fruwająca wokół jej ciała, którego… nie ma. Zostało wytarte, wycięte. Nie widać twarzy ani nawet zarysu głowy; nie ma światłocienia. Jest tylko płaska sylwetka. Duch? Może duch, ale jakże żywotny!
Choć muzyki nie słychać, można się domyślić jej charakteru: szybkie tempo, melodia sugestywna, zachęcająca do improwizacji. Choreografia, taniec, a nade wszystko – pomysł i wykonanie pracy są zasługą Agaty Zbylut, znanej artystki ze Szczecina (ostatnio coraz częściej bywającej w Warszawie).
Zgrabną figurę tancerki podkreślają wysokie obcasy, a biel „pustego” ciała kontrastuje z ostrą barwą i połyskliwą, pofałdowaną materią płaszcza. Tylko on został sfotografowany z fakturą i światłocieniem. Nie byle jakie to okrycie, lecz specjalnie uszyta peleryna, kopia tych, które noszą Rycerze Chrystusowi. Imponujący, zarazem groźny strój. Kieruje naszą wyobraźnię ku przeszłości. Kojarzy się z płaszczami Krzyżaków, z powieściami fantasy („Batman”, „Superman”), z Wenecją czy Paryżem minionych epok i ich romansowo-artystyczną aurą, z tajemniczymi zamaskowanymi damami okutanymi pelerynami, przemykającymi pod osłoną nocy do garsoniery kochanka…
Są też współczesne konotacje: kostium prestigidatorów lub glamour na czerwonym dywanie.

Agata zaproponowała rzecz zapierającą dech w piersiach. Dosłownie. Sfotografowała się w tańcu – ale jakim! Ekstaza, odprawianie czarów, wirowanie, mordercze tempo. Co fascynujące – jej projekt zdaje sięripostą na kompozycję Adama Wójcickiego, poprzednika Zbylut „na ściance” Marymontu. Wójcicki zaprojektował fresk o męskich zawodach. Jego „Carrara!” przedstawiała symboliczny wyścig szczurów. Tłum facetów (też sylwetki, ale czarne) wytężał siły w galopie po jakąś niesprecyzowaną nagrodę, w nieodgadnionym celu. W domyśle: po sukces i kasę.
Zbylut postawiła na jedną i tę samą postać, ale zmultiplikowaną 25 razy. Tyle klatek na sekundę mają filmy/programy telewizyjne (filmy animowane mają częstotliwość nieco mniejszą – 24 klatki, zaś starym filmom z epoki kina niemego wystarczało 16 klatek na sekundę).
Patrzę na fryz Agaty Zbylut i odnoszę wrażenie, że stworzyła fotograficzny zapis jednej sekundy tańca. Swego rodzaju animację poklatkową. Coś zbliżonego do „Święta Wiosny” Katarzyny Kozyry.
To jednak iluzja – z tych skoków i piruetów nie dałoby się złożyć płynnego ruchu.
U Agaty Zbylut sąsiadują ze sobą skrajnie zróżnicowane pozy i kontrastowo różna gestykulacja. Wrażenie płynności zawdzięczamy… pelerynie. Czerwone formy łączą się w jeden ciąg o rysunku nerwowym jak elektrokardiogram. Czasem jedwabna tkanina rozwija się jak skrzydła nietoperza, to opada trójkątnie na boki, to znów ostro wznosi ku górze, przybierając dziwaczne, abstrakcyjne kształty.

Nie wiem, czy autorka inspirowała się historią fotografii – ale jej taneczna sekwencja przywodzi na pamięć dokonania dwóch pionierów fotografii z końca XIX wieku. Francuz Étienne-Jules Marey i Anglik Eadweard Muybridge (obydwaj urodzili się w tym samym 1830 roku i zmarli w 1904) starali się zarejestrować na zdjęciach kolejne fazy ruchu, co w efekcie doprowadziło do wynalazku kina. Marey uwiecznił m.in. „Mężczyznę skaczącego o tyczce”, a Muybridge – „Kobietę schodzącą po schodach” czy „Radość tańca (Miss Larrigan)”. Eksperymenty z kamerą odzwierciedliły się w awangardowej sztuce początku XX stulecia: Marcel Duchamp namalował „Akt schodzący po schodach”, a futurysta Gino Severini – „Tancerkę w błękicie”. Zasada była podobna: nakładana wielokrotnie ta sama postać w kolejnych fazach ruchu. Z tym, że te składanki odbywały się na jednym płótnie, w jednym kadrze.
W moim odczuciu, praca Zbylut łączy fotografię z malarstwem, rysunkiem, projektowaniem. Jest kropką nad „i” w proponowanym przeze mnie cyklu projektów dla stacji metra Marymont.
W serii „Metrowych komiksów” udział wzięło pięcioro znakomitych artystów z różnych miast w Polsce (kolejno: Piotr Macha, Marcin Podolec, Małgorzata Jabłońska, Adam Wójcicki).
Agata tańczy ostatni numer tego balu, potem bierzemy płaszcze i do domu!
Ale jeszcze do końca września impreza trwa. Kto dotrzyma Agacie kroku?


SERDECZNIE ZAPRASZAMY W NAJBLIŻSZY WTOREK O 18:00 NA ANTRESOLE STACJI METRO MARYMONT


Galeria A19
Instytut Badań Przestrzeni Publicznej - Marta Nadolle
Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie
Metro

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.