Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4845 miejsce

Wywiad z Clownem RiCO: "Cyrk to moja pasja od dziecka"

Radosław Krajewski, to młody chłopak z Opola, który wybrał sobie dość niekonwencjonalny sposób na życie.

 / Fot. www.clown-rico.com/Szerszej publiczności znany jest jako clown RiCO, który swoim talentem i energią dzieli się podczas występów na polskich i europejskich arenach cyrkowych. Twórczość Radosława poznałam kilka tygodni temu, podczas wizyty w Cyrku Zalewski, który zawitał m.in. do Łodzi w ramach premierowego tournée po Polsce. Oglądając jego poczynanie na arenie, nie mogłam sobie odmówić krótkiej rozmowy. O tym, jak to się zaczęło, skąd bierze inspiracje na nowe show i jak to jest w końcu ze zwierzętami w polskich cyrkach, porozmawiam z szalonym i pełnym charyzmy Radosławem „RiCO”

Karolina Filarczyk: Clown. to dość nietypowy zawód jak na dzisiejsze czasy – w ogóle praca w cyrku wydaje się być mocno abstrakcyjna. Jak to się stało, że akurat ten zawód stał się twoim sposobem na życie?
RiCO: Cyrk to moja pasja od dziecka. Od zawsze moim marzeniem było rozbawianie publiczności w trakcie cyrkowego widowiska. Mając 16 lat pojechałem na wakacje do cyrku. Pomagałem w reklamie, w bufecie. Po dwóch miesiącach byłem już pewny, że jest to moje miejsce na ziemi. Dwa lata później (2010) wyjechałem w swój pierwszy sezon, wcielając się w rolę komika. Można śmiało powiedzieć, że dostałem powołanie do tego zawodu.

Praca z ludźmi, to ciężki „kawałek chleba”. Poziom trudności zwiększa się, kiedy przychodzi ci dodatkowo jeszcze ich rozśmieszyć. Jak radzisz sobie ze stresem przed takim wyzwaniem? Jakie metody stosujesz, by jakimś cudem nie uciec gdzie pieprz rośnie?
Stres towarzyszy mi przed każdym występem, na szczęście jest to stres motywujący, a nie paraliżujący. O uciekaniu gdzie pieprz rośnie, raczej nie ma mowy, bo każde wyjście na arenę dodaje mi tylko energii do pracy. Z premierami bywa dużo gorzej. Towarzyszy mi tutaj potworny stres, który mnie wykańcza, na szczęście kończy się w momencie, kiedy zobaczę i usłyszę publiczność.

Pracowałeś na arenach wielu europejskich cyrków. Powiedz, która publiczność , według twojej opinii jest najlepsza?
Trudno powiedzieć. Każda publiczność jest inna. W każdym kraju ludzi bawi coś innego. Pewne rzeczy trzeba grać inaczej, by zostały odpowiednio odebrane. Nie wszystkie elementy swoich repryz (scenek) mogę robić w każdym państwie -coś, co rozbawi Polaka może np. zniesmaczyć Niemca. Do tej pory pracowałem w Czechach, Polsce, Rumunii i Niemczech. Każde z tych państw wspominam bardzo dobrze, ale byłbym niesprawiedliwy gdybym nie wyróżnił Niemiec. Tam ludzie przychodzą do cyrku, by zapomnieć o swoich problemach, żeby dobrze się bawić, a nie dlatego, że zostali na siłę wyciągnięci z domu przez dzieci.


Oglądając twoje show w Łodzi, bardzo spodobała mi się twoja innowacyjność. Oto na arenę wyszedł clown, ale jakby nie clown. Mam tu na myśli przede wszystkim strój – w zasadzie kompletnie inny niż, ten, który kojarzy się z twoją profesją i makijaż, a tak naprawdę jego brak. Nie bałeś się, że publiczność, a zwłaszcza dzieci, będą zawiedzione tym, że nie mają do czynienia z clownem w ogromnej peruce i z ogromnym czerwonym nosem?
Zaczynając pracę w cyrku, byłem w połowie tradycyjnym komikiem tzn. duży make- up i czerwony nos, w akompaniamencie z eleganckim strojem. Z czasem makijaż zmniejszał się co raz bardziej, aż do momentu, że na pierwszy rzut oka nie widać, że jestem komikiem. Odnoszę wrażenie, że publiczności wcale to nie przeszkadza. Żyjemy w XXI wieku, świat i cyrk zmieniają się – komicy również. Myślę, że nie potrzeba teraz czerwonego nosa, aby rozbawić widza. Mnie większą satysfakcję sprawia fakt, gdy wiem, że ludzie śmieją się z tego co robię, a nie z tego jak wyglądam.

Show, które odgrywasz na arenie z łatwością przypada do gustu publiczności. Gagi znacząco odbiegają od kanonu występów, które wszyscy znają, ale nie pozbawiasz swoich przestawień klasykami (np. rozbijanie tortu na twarzy, czy chlapanie widzów „foliową” wodą). Jak dobierasz repertuar i skąd bierzesz inspiracje na nowe scenki?
Śledzę programy różnych cyrków,, wiele oglądam w Internecie, obserwuję też ludzi w życiu codziennym. Mam swojego idola, który jest moja inspiracją. Jednak pomysły do moich repryz z reguły pojawiają się same. Np. pomysł na numer z psami przyśnił mi się w Rumunii gdy stałem z Cyrkiem nad morzem… Później wystarczyło przenieść to do świata realnego. Program „Kuchenne rewolucje” zainspirował mnie do zrobienia kucharza. Staram się nie wymyślać swoich gagów – czekam aż same się ułożą w mojej głowie. Może właśnie dlatego, tak dobrze odbierane są przez publiczność – ona czuje, że to wszystko wychodzi prosto z serca.

Jak już wspomniałeś, podczas jednego z wejść, zabawiasz publiczność występem wespół z dwoma psami. Jak pracuje ci się ze zwierzętami?
Jest to praca, która niesie ze sobą wiele niespodzianek. Psy, tak jak ludzie, mają swoje charaktery, czasem pracują dobrze, czasem im się nie chce, a innym razem coś je rozprasza (błyskająca lampa flesza, zapach innych zwierząt na arenie). Moim zadaniem jest ukrycie tych wszystkich wpadek i przedstawienie ich tak, by publiczność myślała, że tak właśnie to miało wyglądać. Jest to praca bardzo satysfakcjonująca, szczególnie jeśli widzę, że i psy czerpią z tego radość. Moje psiaki, to artyści z krwi i kości, wiele elementów w tym numerze, to pomysły moich podopiecznych (np. chowanie się pod wózkiem, szarpanie za spodnie itd.)

Skoro o zwierzętach mowa… od jakiegoś czasu trwa nagonka na cyrki a propos maltretowania zwierząt podczas przygotowywania ich do spektakli, a także nieludzkiego traktowania poza areną (głodzenie, nieludzkie warunki życia itp.). Ty z tym zagadnieniem masz do czynienia na co dzień. Jak to wygląda z twojej perspektywy? Zwierzęta mają tam aż tak źle?
Oczywiście, że jest to nieprawda! Zwierzęta nie są ani bite, ani głodzone, nie żyją również w ciasnych klatkach. Takie rzeczy opowiadają przede wszystkim osoby, które chyba nigdy w cyrku nie były lub żyją jakimiś średniowiecznymi opowieściami. Zacznijmy od tego, że zwierzęta całe dnie spędzają na dużych wybiegach lub jeśli nie ma na to warunków; w specjalnie przystosowanych dla nich stajniach – takich samych jak np w stadninach, czy ogrodach zoologicznych. Kolejna sprawą są częste kontrole weterynaryjne, które nie stwierdzają żadnych uchybień w tych kwestiach. Oprócz tego, cyrk aby dawać występy ze zwierzętami musi mieć scenariusz zatwierdzony przez Państwowego Lekarza Weterynarii, Ten wydaje zgodę na podstawie przepisów jakie obowiązują w Polsce. Zadajmy sobie pytanie czy bite i zagłodzone zwierzę będzie pracować? Czy będzie chętnie podchodziło do człowieka?? Nie! Kolejne pytanie – dlaczego ekolodzy nie zgłaszają takich spraw na policję czy do sądu, skoro rzekomo łamiemy przepisy o ochronie praw zwierząt? Odpowiedź jest prosta- bo to wszystko kłamstwa, na które nie ma najmniejszych dowodów. Na przykładzie moich psów, mogę śmiało stwierdzić, że lubią zabawę na arenie, czego dowodem jest fakt, że kiedy przychodzę po nie do przyczepy, od razu wskakują mi na ręce. Wiedzą, że zaraz pójdą pod namiot. Kilka lat temu, fragment mojego występu został wpleciony w materiał ekologów, który miał pokazywać cierpienie zwierząt. Co było na nim widać? Skaczące psy, z podniesionymi i merdającymi ogonami… Jak się to ma do zarzutów?

Jakie clown Rico ma plany na najbliższy czas? Cały czas będziesz poświęcał na cyrk, czy może masz jeszcze coś innego w zanadrzu?
Nie widzę żadnej innej drogi poza tą, na której jestem. Moje plany? Dalszy rozwój, zdobywanie kolejnych światowych aren oraz dawanie radości innym…

Zapraszam na profil Facebookowy RiCO :)
Oficjalna strona internetowa: https://www.clown-rico.com/

Źródło: gazetaTRYBUNALSKA.PL - przedrukowano za zgodą redakcji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.