Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40514 miejsce

Wywiad z Michałem Polem, dziennikarzem Sport.pl i nSport

O szansach reprezentacji Polski, uwielbieniu Franciszka Smudy do niemieckiej szkoły futbolu i oczekiwaniach wobec Euro opowiada Michał Pol.

Strategię naszej reprezentacji można scharakteryzować przytaczając tytuł piosenki "Najtrudniejszy pierwszy krok". Czy rzeczywiście w meczu z Grecją musimy rzucić wszystko na jedną szalę?
Michał Pol: Musimy. Zwycięstwo z Grecją jest absolutnie kluczowe, bo drugi mecz, z Rosją, dysponującą największym potencjałem w naszej grupie, będzie o życie. Jak pokazują poprzednie turnieje, w takich okolicznościach gramy słabo. Na chwilę obecną nasi piłkarze nie potrafią określić, na co ich stać. Po dwóch i pół roku gry bez stawki trudno przewidzieć, jak zagrają pod presją oczekiwań. Mogą stać się przewrażliwieni, zaczną się nieporozumienia, kłótnie, nie wiemy, kto jak wytrzyma napięcie. Do tej pory, kiedy nie szło w kadrze, piłkarz wracał do klubu i przechodził do porządku dziennego nad słabym występem w biało-czerwonej koszulce. Na Euro takiej sytuacji nie będzie. Olbrzymie znaczenie odegra przygotowanie mentalne.

Gdy Franciszek Smuda obejmował stery reprezentacji jesienią 2010 r., zastał zgliszcza. Z pierwszego meczu pod jego wodzą z Rumunią zostało siedmiu zawodników. Ta drużyna długo nabierała kształtów.
Nie przesadzałbym z tym, że zastał zgliszcza. Powołał pięciu piłkarzy, którzy grali na poprzednich mistrzostwach. Robert Lewandowski zadebiutował u Leo Beenhakkera, Łukasz Piszczek również, choć na innej pozycji, ale to nie Smuda genialnym manewrem przesunął go z ataku na bok obrony. Przypomnę, że Wojciech Szczęsny swoje pierwsze powołanie też otrzymał od Holendra. Nie jest więc tak, że Smuda odkrył nowych zawodników, budował zespół z niczego. Kilku starszych piłkarzy się wykruszyło, kilku objawiło swój talent, jak Rafał Wolski.

To paradoks, że na mistrzostwa Europy w Polsce mamy najbardziej multietniczną kadrę w historii.
Nie zgodzę się, że mamy multietniczną kadrę. To nie są piłkarze tacy jak Roger, który z Polską łączyło tylko to, że grał tutaj przez dwa lata. Wszyscy mają polskie korzenie, są Polakami, choć wychowali się poza granicami kraju.

Boenisch, nie Wawrzyniak, Polanski, nie Dudka - to właściwe decyzje? Zawodnicy, którzy niedawno odebrali polski paszport z miejsca zastąpili doświadczonych reprezentantów.
Gdy Smuda ma wybór - dwóch równorzędnych piłkarzy na jedną pozycję, wybierze tego z Bundesligi. Ofiarą tego systemu jest Wawrzyniak, do meczu z Łotwą etatowy lewy obrońca. Spisywał się średnio, ale poza meczem z Niemcami, kiedy poślizgnął się w ostatniej akcji, nie dał plamy. Boenisch, jak tylko wyzdrowiał po prawie półtora roku rozbratu z piłką, zajął jego miejsce. Obrońca Werderu nie prezentuje jednak tej klasy co Łukasz Piszczek z prawej strony. Czy Polanski, czy Dudka - tak samo dobrze lub tak samo źle, zależy jak spojrzeć. W kadrze na Euro znalazł się Adam Matuszczyk, który był pod formą całą wiosnę. Po zgrupowaniu w Lienzu skreślono Kamila Glika, nie sprawdzając nawet, jak prezentowałby się w sparingach. Polscy przedstawiciele Bundesligi otrzymali szansę bez względu na aktualną dyspozycję. To jest również dowód lojalności za ich decyzje o grze z orłem na piersi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.