Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24477 miejsce

Wywiad z muzykami białostockiego zespołu Zerova

Nostalgia Kresów, oniryczne melodie i odgłosy żab, czyli oniryczna muzyka eksperymentalna.

Zerova. / Fot. Materiały archiwalne zespołu ZerovaZacznę od pytania banalnego – dlaczego Zerova? Nazwa zawiera w sobie jakieś „ukryte znaczenie”?
– Na początku nazywaliśmy się Null, co po niemiecku znaczy „zero”. Jednak zauważyliśmy, że nasuwało to dużo skojarzeń z zespołem Mum, czy też Tool, więc postanowiliśmy zmienić nazwę na jakąś bardziej słowiańsko brzmiącą. Przemek, basista który współtworzył z nami materiał na debiutancką płytę wpadł na pomysł, żeby nazwać zespół Zerova. Co nim kierowało, do dziś nie wiemy...

Waszą muzykę trudno zdefiniować. Chyba najlepszym epitetem byłby „oniryczna”. Czy te wszystkie maszynowe rytmy, melodie akordeonu i fletu, czy dźwięki gitary i organów faktycznie komponujecie z zamkniętymi oczami?
– Sami mamy problemy ze sklasyfikowaniem naszych dźwięków. Prawdę mówiąc, przestaliśmy już nawet próbować to robić. Muzyka wypływa z każdego z nas w inny sposób, a że każdy z nas jest inny, to i muzyka, która powstaje jest unikatowa. Można powiedzieć, że jesteśmy zwolennikami, propagatorami, czy nawet protoplastami “polityki zamkniętych oczu”, co znaczy, że przy zespołowym tworzeniu utworu nie odzywamy się do siebie, nie patrzymy na siebie, zamykamy oczy i każdy indywidualnie przeżywa to, co brzmi naokoło głowy.

Pomyślałem jeszcze o nostalgiczności. Kompozycje Zerovy zdają się być przejmująco tęskne. Za czym tak wzdychacie?
– Jak wspomniałem, każdy z nas inaczej podchodzi do procesu komponowania, każdy za czymś innym tęskni, za czymś innym – jak powiedziałeś – wzdycha. A to co powstaje to właśnie fuzja naszych przeżyć wewnętrznych. Każda drobna emocja jest słyszalna w naszej muzyce, ale trudno teraz je wszystkie wymieniać.

Podobną tajemniczość wyczuwa się na zdjęciach umieszczonych na stronie internetowej. Portretujecie się na tle łąk, lasów, opuszczonych chat. Czy wpływ Waszego rodzimego Białegostoku i Kresów jest tu znaczący? Natura inspiruje?
– Dobrze by było po prostu zobaczyć, gdzie mieszkamy, co nas otacza i w jakich warunkach odbywają się nasze próby. Zimą mamy duże okno na bezkresne pole przykryte śniegiem, w odległości kilku kilometrów nie ma cywilizacji, żadnego człowieka. Latem jedynymi żywymi istotami, które oprócz nas przebywają w tym miejscu są motyle i biedronki. Tak podana podlaska natura inspiruje, daje wiele siły do tworzenie nostalgicznej, trochę zadumanej muzyki. Staramy się wykorzystać przyrodę także dosłownie. W swoich kompozycjach umieściliśmy wcześniej nagraną grę świerszczy, ostatnio też odgłosy żab i słowików. Gdybyśmy tworzyli muzykę w centrum zatłoczonego miasta, byłaby ona na pewno zupełnie inna.

Często gdy puszczam komuś Waszą płytkę, słyszę: „to brzmi jak Mum lub Sigur Rós”. Zresztą sami mówicie, że Wasze główne inspiracje były związane z islandzką sceną eksperymentalną. Nadal tak jest?
– Na początku naszej działalności bardzo inspirowaliśmy się zespołem Mum, może trochę mniej Sigur Rós. Zresztą na płycie "I Think We've Lost” słychać to w większości piosenek. Cały czas jednak ewoluujemy i eksplorujemy nowe obszary muzyki. W ciągu tych dwóch lat zmieniły się nasze inspiracje, zmieniliśmy się i my, dojrzeliśmy muzycznie.

Jeszcze rok temu byliście prawie nikomu nieznanym zespołem, a amatorsko wydaną płytę rozsyłaliście pocztą albo sprzedawaliście na koncertach. Teraz można Was już kupić w sklepie iTunes, lada moment Wasz debiutancki krążek trafi do ogólnopolskiej dystrybucji, a w planach macie zagraniczne występy. Jak się z tym czujecie?
– Przede wszystkim, czujemy, że to wszystko idzie w bardzo wygodnym dla nas tempie, krok po kroczku osiągamy wcześniej zamierzone cele. Numerem jeden było znalezienie kogoś, kto wyda album. Padło na szkockie Herb Recordings, gdzie wspaniali ludzie zajęli się nami, wtedy jeszcze raczkującym na rynku zespołem i pomogli nabrać pewności siebie. Pliki z naszą muzyką można kupić już od kilku miesięcy w największych internetowych sklepach, takich jak właśnie iTunes, Beatport, czy Imusiclabel. Debiutancki album trafi do sklepów jesienią tego roku i będzie poprzedzona singlem do piosenki “Unnamed Place” wydanym na 7 calowym winylu. Ponadto, różni ludzie zapraszają nas do współudziału w swoich projektach. Nasze utwory pojawiły się na składance „Home.Pop.Compilation”, czy na przygotowanej przez Novikę i Beats Friendly kompilacji dołączonej do magazynu muzycznego „Laif”. Coraz więcej też koncertujemy i – jak zauważyłeś – nie tylko w Polsce, kilka tygodni temu byliśmy w Rydze, za kilka tygodni zagramy w Berlinie. Nie ukrywam, że ta ścieżka rozwoju zdecydowanie się nam podoba i niczego na razie nie chcemy zmieniać.

Widzicie w Waszym małym sukcesie przejaw jakiegoś większego procesu na polskiej scenie muzyki niezależnej? Czy tzw. muzyka alternatywna nie staje się przypadkiem coraz to bardziej modna?
– Bardzo zżyliśmy się z polską sceną niezależną, szczególnie z tą częścią uprawiającą szeroko pojęty IDM [ang. Intelligent Dance Music – gatunek obejmujący awangardowe style muzyki elektronicznej]. Pomagamy sobie nawzajem: remiksujemy, masterujemy sobie płyty, kręcimy video. Wszystko dla wspólnej przyjemności. Niektórym projektom udało się już zobaczyć światło dzienne, np. na wspomnianej „Home.Pop.Compilation” wydanej przez młodą wytwórnię Home.Pop.Records, założoną przez Tomków Bednarczyka i Bienia. Udało nam się także w Białymstoku zorganizować mały festiwal muzyki elektronicznej, gdzie wystąpili Old Time Radio, So Quiet, Lewel, Tomek Bednarczyk, a na deser Emiter. Polska scena alternatywnej muzyki elektronicznej jest duża i bez wątpienia ciekawa, powoli wydostaje się z niszy, a my z całych sił próbujemy jej w tym pomóc. Jednak z tego, co obserwuję, na razie trudno mówić o jakiejś modzie na tego typu granie.

Czy planujecie ogólnopolską trasę koncertową promującą oficjalnie wydany debiutancki album?
– Jak wyjdzie płyta, to na pewno będziemy chcieli zagrać 5, 6 koncertów w Polsce. Teraz gramy, jak na nas, dość często. W ciągu 2 miesięcy planujemy zwiedzić Kraków, Warszawę, Poznań i Berlin. Jesteśmy właściwie w połowie mini trasy po wschodniej Europie, którą traktujemy jako zapowiedź płyty oraz osobiście świetną przygodę. Po powrocie z Niemiec planujemy się zaszyć na naszych kresach i skupić się na pisaniu nowych piosenek. Na koncerty zapraszam późną jesienią, bo wtedy nadchodzi nasz ulubiony czas.

***
Zerova - białostocki zespół grający eksperymentalną muzykę elektroakustyczną inspirowaną tzw. awangardową sceną islandzką (Mum, Sigur Rós). Grupę tworzą: Maja Chmurkowska (klawisze, wokal), Paweł Dudziński (gitara, wokal, melodica), Adrian Jakuć-Łukaszewicz (akordeon, programowanie) i gościnnie Przemek Górski (bas). Muzycy szykują się do ogólnopolskiej premiery debiutanckiej płyty pt. "I Think We've Lost”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

XXX
  • XXX
  • 14.04.2011 10:41

Wasza muzyka jest Zerova ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.