Jak wspominasz swój pierwszy poważny koncert?Świetnie (śmiech). Tak naprawdę pierwszy poważny koncert z zespołem Coma - bo rozumiem, że o to pytasz - zagraliśmy na juwenaliach Politechniki Łódzkiej, praktycznie jakieś 4-5 miesięcy po rozpoczęciu pierwszych prób. Był to nasz nadspodziewany sukces, w ogóle nie wiem, jak tam trafiliśmy. Pamiętam, że poczułem wtedy wszechogarniającą moc i konkretny szał. Było to wspaniałe doświadczenie, tym bardziej, że byliśmy supportem T.Love. Co prawda grały jeszcze trzy zespoły wcześniej, ale w CV wpisaliśmy sobie, że graliśmy jako support T.Love. Na wszystkich robiło to ogromne wrażenie (śmiech). Najfajniejsze było to, że na początku nie bardzo zwracaliśmy uwagę na publiczność - byliśmy w takim stresie i euforii - ale jak już na nią spojrzeliśmy, to naszą uwagę przykuł fakt, że oni słuchali! To było niesamowite wrażenie. Nie było ognistych owacji czy reakcji, ale oni byli skupieni na tym, co mamy do powiedzenia i to było najwspanialsze.
A propos. Współczesna publiczność jest coraz mniej wymagająca jeśli chodzi o teksty piosenek. W waszej twórczości akurat widać nacisk na słowo. Niekoniecznie. Nasza publiczność cały czas zwraca uwagę na słowo, przynajmniej w dużej mierze. Niektórzy oczywiście przychodzą na koncerty się wypocić albo popogować, natomiast wiem, że dla ludzi, którzy naprawdę interesują się muzyką, i dla których jest ona ważnym elementem w życiu, również słowa są istotne i nie mówię tylko o polskich zespołach. Moi znajomi, otwarci na słuchanie muzyki, wyszukują muzykę alternatywną z zachodu bez najmniejszych oporów. Ci ludzie, którzy są zaangażowani nie tylko na zasadzie słuchania muzyki - elementu ich życia - zwracają także uwagę na słowa
Na jakiej muzyce się wychowałeś? Co stało się inspiracją dla twojej twórczości?Tak naprawdę wychowuję się cały czas. Zawsze znajdzie się jakiś zespół, który zmienia mój punkt widzenia na świat, na sztukę, muzykę i w ten sposób jest w stanie na mnie zadziałać. Myślę, że będę się wychowywał do końca życia. Ostatnimi czasy zajmuję swoją głowę klasyką, słucham dużo Prince'a i Davida Bowie, a także amerykańskich zespołów: The Strokes, White Stripes i wielu innych. Jak tylko spotkam kogoś interesującego się muzyką, od razu mówię, żeby spisał mi na kartce kilka swoich ulubionych zespołów i tytułów płyt. Potem staram się je zdobyć i natychmiast się w tym zgłębiam. Czasami oddaję się temu w ostateczności, a czasami mi się nie podoba. Dlatego powiedziałem, że wychowuję się na muzyce cały czas.