Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9328 miejsce

Wywiad z pisarzem Maurycym Nowakowskim

Wrocławianin, autor czterech biografii muzycznych, m.in. Phila Collinsa i Petera Gabriela, oraz powieści "Okrągły przekręt", oraz "Plagiat", której premiera wyznaczona została na 18 listopada.

 / Fot. Wydawnictwo Videograf / Fot. Monika FaronDebiutował beletrystycznie dwa lata temu kontrowersyjną powieścią „Okrągły przekręt”, w której przedstawił własną wizję odradzania się procesu korupcyjnego w polskim futbolu. Zaskoczył tym zarówno czytelników polskiej literatury sensacyjnej, fanów piłki nożnej, jak i własnych sympatyków, którzy do tego czasu znali go tylko i wyłącznie przez pryzmat biografii muzycznych poświęconych muzykom zespołu Genesis. W listopadzie ukaże się jego druga powieść, tym razem kryminał pt. „Plagiat”, ale na długie świętowanie premiery nie będzie czasu, gdyż wre praca nad kolejną biografią muzyczną.

Pamiętając ilość i jakość recenzji, reklamę na „Weszło”, stoliki w empikach, domyślam się, że „Okrągły przekręt” był sukcesem. Spodziewałam się zatem „Okrągłego przekrętu II”, a tu tymczasem ujawniasz się z kryminałem. Nie korciło cię, żeby napisać kontynuację?

Fakt, „Okrągły przekręt” narobił trochę zamieszania na rynku, bo wyszła z tego pierwsza taka sensowna powieść futbolowa dla dorosłego czytelnika. „Kupiłem to” ale zdecydowanie nie chciałem iść w tym kierunku. „Przekręt” w dużym stopniu opowiada o korupcji w polskim futbolu, ale przecież nie tylko o tym. Uważam, że łatka powieści stricte piłkarskiej zrobiła trochę krzywdę tej książce. Jej miejsce jest na półce z polską prozą współczesną, może nie obok Żulczyka, Twardocha i Masłowskiej, bliżej Miłoszewskiego, prozy gatunkowej, sensacyjnej, ale na pewno nie wśród biografii piłkarskich, gdzie też zdarzało mi się ją widywać. Na pewno nie chciałem kontynuować tematów piłkarskich, bo umówmy się – nie jest to przestrzeń specjalnie potencjalna literacko.

Czyli „Plagiat” jest zupełnie nową historią?

Historia jest zupełnie nowa, niezależna od „Okrągłego przekrętu”, świat piłki nożnej zamieniam na świat kultury, ale jest tu też pewna ciągłość. Wyjąłem z „Przekrętu” bohatera o największym potencjale, dziennikarza Marcina Farona, i spróbowałem zrobić z niego dziennikarza śledczego z prawdziwego zdarzenia.

Udało się?

(śmiech) Myślę, że to ciekawy bohater, któremu czytelnik będzie kibicował.

Czuję, że wykręcasz się od odpowiedzi…

Nie chcę zbyt wiele zdradzać przed premierą książki. Czy Faron jest już dziennikarzem śledczym z prawdziwego zdarzenia? Hmm… Jest na dobrej drodze, żeby nim być (śmiech).

Dużo od niego wymagasz?

Lubię go pomęczyć. Najpierw piętrze mu problemy, a później oczekuję, że znajdzie odpowiedzi na pytania, których inni nie potrafią nawet sformułować. Nie chcę żeby był Supermenem, musi być na style „słaby” aby być wiarygodny i na tyle „mocny”, żeby ostatecznie zwyciężyć.

Zwyciężyć poprzez znalezienie odpowiedzi na pytania. To trochę dziennikarskie podejście do kryminału.

Nic dziwnego, bliżej mi do dziennikarza, niż komisarza policji, prokuratora czy detektywa. Lepiej czuję tę materię.

Podobnie jak lepiej czujesz Wrocław niż Warszawę? Akcja „Plagiatu” toczy się podobno we współczesnym Wrocławiu, a w tle przewijają się przygotowania do Europejskiej Stolicy Kultury 2016...

Zgadza się. Przede wszystkim mieszkam we Wrocławiu i znam to miasto dużo lepiej niż Warszawę. Poza tym lubię wtrącać nieco bieżącej publicystyki do powieści, a Wrocław ze swoimi aktualnymi problemami, ale też atutami, wydał mi się atrakcyjnym miejscem akcji. Tym bardziej, że Faron przeniósł się z redakcji piłkarskiej do kulturalnej, więc ta Europejska Stolica Kultury naturalnie mi tu pasowała.

Zauważyłam, że masz słabość do polskiej kultury i popkultury współczesnej.

Nie przeczę. Dużo tego wszystkiego chłonę w ostatnich latach.

Obowiązek dziennikarski?

Nie tylko. Uważam, że dużo dobrego dzieje się w polskiej pop-kulturze i po większość rzeczy sięgam z ciekawości i dla przyjemności. Nikt mnie do kina ani do teatru siłą ciągnąć nie musi, nowe książki polskich autorów też czytam regularnie, z polską muzyką może jest ciut słabiej, ale dopóki ukazują się tak udane płyty jak „Dzieciom” Lao Che, czy „Love, Fear and the Time Machine” Riverside to złego słowa nie powiem.

Tytuł książki „Plagiat”, akcja toczy się w światku kulturalnym – wszystko to sugeruje, że twoja książka będzie raczej grzecznym, intelektualnym kryminałem.

Nic bardziej mylnego. Powiedziałbym, że „Plagiat” jest raczej dosyć krwawym kryminałem. Trup pościeli się gęsto, będą wątki konfliktów światopoglądowych między postępowcami, a narodowcami, wielka zadyma na rynku, i choć część wątków toczy się na jednej z wrocławskich uczelni, to finał zdecydowanie nie jest akademicki (śmiech). Miałem nawet pewne sugestie, żeby go złagodzić, ale uparłem się, że musi zostać tak jak jest. Efekt jest taki, że historia narasta od miejskiego kryminału z elementami political fiction, z rozbudowanym tłem obyczajowym, a finał jest zdecydowanie thrillerowy.

Jesteś wrocławskim autorem, napisałeś książkę, której akcja toczy się w tym mieście. Konkurujesz z Markiem Krajewskim?

Marek Krajewski jest żywą legendą wrocławskiego kryminału, kiedy on debiutował w 1999 roku ja jeszcze chodziłem do liceum i nawet nie wiedziałem, że chcę pisać książki. Na mapie polskiej literatury Krajewski jest gwiazdą, a jak wiadomo gwiazd nie dosięgniesz, można się nimi tylko kierować.

To kiedy kryminał retro z akcją w Breslau?

Nigdy. To nie moja kupka herbaty. Za bardzo interesuje mnie współczesność, chcę pisać książki, które nie tylko opowiadają historię, ale też są do pewnego stopnia dokumentem naszych czasów, mówią o współczesnym człowieku, o jego problemach.

No właśnie, dobrze że o tym wspomniałeś. Opowiadasz o współczesnym człowieku w powieściach, ale też może przede wszystkim w biografiach. Zdziwiło mnie, że po dobrze przyjętej debiutanckiej powieści zajmujesz się jeszcze biografistyką. Dlaczego Riverside?

Bo to znakomity zespół, którego ścieżka kariery jest wartością samą w sobie. Dla mnie sukces Riverside jest jednym z nielicznych ostatnio dowodów na to, że jakość twórczości, umiejętności, wyobraźnia i wrażliwość muzyków, a także ich konsekwencja, są ważniejsze niż dmuchanie balonu marketingowego. O takich artystach nie tylko chce się opowiadać, ale też warto to robić, bo biografia takiego zespołu jak Riverside w efekcie będzie dużo mocniej oddziaływać na wyobraźnię pewnej, nazwijmy to nieco ambitniejszej grupy odbiorców pop-kultury, niż książka o masowo znanej gwieździe.

Pisarze ewoluują, możesz się rozwijać jako powieściopisarz. Czy biograf też się może rozwijać?

Oczywiście! Rzecz jasna zawsze będę dumny z książek jakie napisałem o Philu Collinsie czy Peterze Gabrielu, bo to zręczne, solidne biografie, ale nigdy nie ośmieliłbym się nazwać biografem Gabriela czy Collinsa. Dopiero w przypadku relacji jakie nawiązałem z chłopakami z Riverside ta funkcja nadwornego biografa nabrała realniejszych kształtów. To pierwsza moja praca biograficzna, w której mam tak duży wpływ na materiał merytoryczny na bazie którego powstaje książka. Przeprowadzam bardzo długie i wnikliwe wywiady z muzykami i nie jestem już ograniczony przez archiwum materiałów, jak to miało miejsce w przypadku poprzednich książek. Pytasz, czy biograf może się rozwinąć? Przez ostatnie dwa lata zrobiłem solidny krok na przód chociażby dlatego, że nauczyłem się stawiać pytania przewidując jaką korzyść tak a nie inaczej postawione pytanie może przynieść powstającej książce. To zupełnie inna forma wywiadu.

Ale jednak przeskok z pisania o Genesis, czy Collinsie – jakby nie patrzeć światowych mega gwiadach – na Riverside, polski zespół progrockowy ciągle raczej niszowy, może dziwić.

Tylko pozornie, jeśli ktoś nie zna tematu, bo w gruncie rzeczy jestem konsekwentny. I Genesis i Riverside to rock progresywny, można zatem powiedzieć, że siedzę w tym samym nurcie muzycznym. Bardzo szerokim, różnorodnym, ale jednak tym samym. Pisanie o Riverside jest też dużo większym wyzwaniem, bo będę pierwszym biografem – krytykiem który umiejscowi Riverside w dzisiejszym świecie, nie tylko muzycznym, ale też medialnym, światopoglądowym. Z Collinsem i Gabrielem było bezpieczniej, bo miałem za sobą tony materiałów i innych książek w których ktoś już pewne tezy stawiał, pewne sprawy wyjaśniał, pewne rzeczy nazywał. W przypadku Riverside będę pionierem (śmiech).

Liczysz się z tym, że pewne rzeczy, które napiszesz mogą się komuś nie spodobać? Nie wszyscy zgodzą się ze wszystkimi twoimi tezami i opiniami…

Na tym polega piękno literatury, także tej non-fiction. Często słyszę bonmot mówiący o tym, że jakbyś się nie starał i tak wszystkim nie dogodzisz. Gdy piszę książkę nie stawiam sobie za cel dogadzanie komukolwiek, bo ta chęć dogadzania mogłaby determinować treść, co w przypadku biografii siłą rzeczy przekłamywałoby rzeczywistość. Najważniejsze to nie udawać mądrzejszego niż się jest, a każdy swój sąd, każdą tezę i opinię dobrze argumentować.

Sporo się zatem u ciebie dzieje. „Plagiat” wyda w listopadzie Videograf, a biografię Riverside?

Książkę o Riverside wyda wiosną 2016 roku In Rock. Mam nadzieję, że wyrobimy się na polską trasę koncertową Riverside.

Niech się stanie! Powodzenia!

Nie dziękuję, by nie zapeszać. Kłaniam się (śmiech)!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Polecam wywiad! Ciekawe pytania, interesujące odpowiedzi.

Wrocław "atrakcyjnym miejscem akcji." Jak najbardziej, trudno się nie zgodzić, biorąc pod uwagę wszystkie atuty miasta:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.