Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

43359 miejsce

Wywiad z połową zespołu Kyst - Tobiaszem Bilińskim

Będzie to rozmowa o muzycznych fascynacjach, norweskich początkach, koncertach i wielu innych sprawach.

Tobiasz Biliński (L) i Adam Byczkowski (P) z zespołu Kyst podczas koncertu w ramach World Culture Festival Globaltica w Gdyni. Rok 2009. / Fot. PAP/Barbara OstrowskaJak to się wszystko zaczęło? Macie za sobą już ponad dwa lata grania, wszystko narodziło się gdzieś w Norwegii, co na Was wpłynęło? Czym różni się Kyst dzisiejszy od Kysta sprzed EPki "Tar"?
- W Internecie krąży wiele plotek jakoby zespół założony został przez 4 Polaków na emigracji w Norwegii, co jest oczywiście jedną wielką bzdurą. Zespół założyłem ja w małym mieście Halden, gdzie też nagrałem EPkę "Tar", po czym wróciłem do Polski (w Norwegii przebywałem tylko rok) i tu Kyst powstał na nowo, w czysto polskim składzie. Za narodziny zespołu można przyjąć sierpień 2008 roku.

Na początku graliśmy utwory z EPki, ale potem Adam i ja uznaliśmy, że czas stworzyć coś nowego - i od tamtej pory komponowaliśmy już wszystko we dwóch. Ciekawie się muzycznie uzupełniamy, jesteśmy zupełnymi przeciwieństwami - Adam patrzy na świat przez raczej pastelowe okulary, jazda latem na rowerze przez Kreuzberg w Berlinie i Kings of Convenience na słuchawkach, takie sprawy. A ja, no cóż, powiedzmy, że należę do ludzi nieco bardziej melancholijnych. Jak wiadomo, cechy charakteru i spojrzenie na świat przekładają się na brzmienie utworów - wydaje mi się, że w Kyst występuje ciekawe połączenie dwóch skrajności.

Biorąc pod uwagę szumne zapowiedzi o zespole rozrastającym się do małej orkiestry i skromnym składzie, jakim występujecie podczas tej trasy (przynajmniej w Polsce), czy jest wam trudno kompletować zespół do grania na żywo? A jak to wygląda podczas pracy w studiu, czy większość pomysłów należy od początku do was, czy pozostawiacie pozostałym muzykom pole do popisu?
- Jeśli chodzi o szumne zapowiedzi, to przed zespołem rozrastającym się do małej orkiestry pojawia się słowo "czasem" lub synonim. Zdarza nam się grać z sekcją smyczkową lub dętą, jednak najczęściej występujemy w składzie dwu- lub trzyosobowym.

Zebranie muzyków do wspólnego grania nie jest problemem, mamy wielu przyjaciół w tej "branży". Bardzo chcielibyśmy zagrać wszystkie koncerty na trasie w składzie mini-orkiestralnym, ale wiąże się to z o wiele większymi kosztami, na co nie możemy sobie jeszcze pozwolić. Może kiedyś...

W studiu mówiliśmy tylko gościom, jak mniej więcej wyobrażamy sobie partie, które mają zagrać, a oni interpretowali to na swój własny sposób. Nie byli to muzycy wzięci z ulicy, tylko specjalnie dobrani ludzie ze świetnym wyczuciem i talentem - z zadania wywiązali się świetnie, jestem naprawdę bardzo zadowolony z partii smyczkowo-dętych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

I tytuł nietrafiony. "Połowa zespołu" naprawdę nie brzmi dobrze. Ale poza tym przyzwoicie. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za dużo pytań w jednej wypowiedzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.