
Usprawiedliwiamy się, jak potrafimy, nierzadko powołując do życia kompletnie irracjonalne argumenty, które rzekomo mają świadczyć na naszą korzyść. I zanim się spostrzeżemy, zaczynamy coraz częściej przekraczać niewidzialną granicę kultury, obycia, przyzwoitości czy wreszcie stosowanego prawa...
Jest czwartek, około godz. 10 przed południem. Mgła od samego rana zasnuwa gęstym kobiercem pół kraju i ściele lodową, niewidoczną warstewkę zmarzliny na czarnym asfalcie polskich dróg. W radiu nadają informację o tragedii wojskowego samolotu CASA - że ten runął na las pod Mirosławcem dokładnie przed rokiem. Wespół z moim kumplem Stasiem wyruszamy z Iławy w kierunku Siemian. Muszę uważać na zdradliwą gołoledź, więc możliwie maksymalnie koncentruję się na prowadzeniu samochodu. I jeszcze ta informacja o katastrofie sprzed roku w identycznych warunkach pogodowych. Siłą rzeczy popadam w głęboką zadumę nad wszelkim bytem i niebytem...
Kilka kilometrów za Iławą skręcamy w drogę na Siemiany i wbijamy się w jeszcze gęstszą chmurę szaroburej mgły rodem z horrorów Alfreda Hitchcocka. Wjeżdżamy w las. O tej porze roku mogę liczyć w tej okolicy na towarzystwo co najwyżej paru samochodów. Kręta droga zimą zdaje się zapadać w sen zapomnienia o swej świetności, jaką przeżywa rokrocznie podczas letnich turnusów. Mgliste, mroźne powietrze pachnące leśnym igliwiem i żywicą sprawia, że można odnieść wrażenie obcowania z rzeczywistością rodem z samego serducha Skandynawii. Wystarczy odrobinę wysilić wyobraźnię i oto po prawej stronie drogi zaczyna majaczyć zza krzaków pierwszy fiord - rynnowe jezioro Gardzień.
Przypominam jednak sobie, że w tej okolicy ktoś znalazł kilka miesięcy temu rozprutą łanię jelenia. Mój kark przeszywa na wylot niespodziewany dreszcz. Szybciutko wracam do obowiązującej rzeczywistości - muszę zwolnić do pięćdziesiątki. W milczeniu mijamy wioskę Gardzień. Siedzący obok mnie Stasiu, tępo wpatrzony w las, najprawdopodobniej także głęboko się zamyślił. Nic dziwnego - przy takiej pogodzie poczciwej chłopinie nie chce się o niczym gadać.