Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

164070 miejsce

Wyż (się) rodzi!

Jestem z wyżu demograficznego. Urodziłam się w 1982 roku i obecnie widzę, jak dużą grupę dzieci uzupełniałam. Wszyscy dookoła rodzą!

Tak, wiem - by być precyzyjną, powinnam napisać, że to kobiety rodzą. Ale mam wrażenie, że wszyscy z mojego rocznika i roczników sąsiadujących pędzą na porodówkę. Znajomi ze studiów. Znajomi z liceum. Znajomi z podstawówki. Do licha, nawet studenci, którym zawodowo doradzam, dzielą się ze mną szczęśliwą nowiną. Baby boom po polsku!

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko dzieciom. Więcej nawet - zamierzam mieć swoje, więcej niż przewiduje popularny współczesny model rodziny polskiej 2+1. Jednak wieści od bardziej lub mniej mi znanych "ciężarówek" uświadomiła mi pewną prawidłowość. Jedną z granic, po przekroczeniu której można się już zdefiniować jako osobę dorosłą, jest rodzicielstwo.

Taką wielką zmianą, cezurą, linią demarkacyjną nazywano dotychczas inne wydarzenia w życiu młodego człowieka. W Polsce lubiano gloryfikować maturę i, co za tym idzie, studniówkę - "pierwszy dorosły bal". Być może jeszcze w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia dwudziestolatki tak to właśnie odczuwały. Ale bądźmy szczerzy - w dzisiejszych czasach poczucie dorosłości (nie mylić z dojrzałością) pojawia się w innym okresie życia. Zmiany w oświacie spowodowały nieuświadomiony na etapie planów problem "dorosłych gimnazjalistów". Po dotychczasowych ośmiu latach podstawówki i czterech-pięciu latach szkoły średniej wrażenie wkraczania na scenę "prawdziwego", dorosłego życia pojawiało się u progu studiów lub pierwszej pracy. A obecnie? Kto z was nie spotkał na swojej drodze 15-latka, który emanuje poczuciem własnej nieomylności i wiedzy życiowej? 15-latka, który myśli, że jest w stanie samodzielnie decydować o własnym życiu, bo przecież już ukończył dwie szkoły. Ministerstwo zrobiło chyba tym nastolatkom krzywdę. A na pewno nie nauczył, jak powoli zdobywać mądrość, uczyć się odpowiedzialności i w swoim tempie dojrzewać do samodzielności.

Innym czynnikiem implikującym myślenie w dorosły sposób o swojej przyszłości bywały także zagraniczne wyjazdy, stypendia naukowe, poznawanie świata. Uczenie się samodzielności najpierw podczas wakacyjnych kursów językowych, następnie podczas letnich wojaży typu "work and travel", w dalszej kolejności uczelniane programy wymiany studentów, jak np. "Socrates" - takie aktywności stały się popularne i pożyteczne. Ale nie świadczyły jeszcze o staniu się dorosłym osobnikiem - raczej umożliwiały przedłużenie sobie młodości, odskocznię od studiowania w kraju i konieczności wybrania ścieżki zawodowej. W końcu "tak długo jesteś młody, jak długo studiujesz"...

Dziecko. Oto, co tak naprawdę definiuje dorosłość. Mały człowiek, za którego długo (formalnie) albo i już zawsze (emocjonalnie) będziemy odpowiedzialni. I właśnie to widzę dookoła, patrząc na coraz to nowe pary świeżutkich rodziców. Początek dorosłości rozumianej jako dojrzałość do życia nie tylko dla samego siebie. Dorosłość jako przełamanie lęku przed opieką nad drugą osobą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Witam moją generację... Rocznik 83 się kłania i przyszły tatuś... I jako taki przyznaję Wam rację. Marcie - że pojawienie się dziecka to tak naprawdę pierwszy krok w dorosłość. Dawidowi - że nasze pokolenie nie ma pomysłu na wychowanie dziecka. A nawet jeśli jest, to naszemu pokoleniu będzie o wiele trudniej dotrzeć do tego małego człowieczka, trudniej będzie go ukształtować "w duchu solidarności społecznej i obywatelskiej" niż wcześniejszym pokoleniom. Ale trzeba próbować, nic innego nam nie pozostaje. Trzeba próbować walczyć z totalnym brakiem zasad, brakiem zainteresowania czymkolwiek niż tylko kasą, otaczającą nas tandetą. Tylko czy już na starcie nie stoimy na straconej pozycji a nasza walka jest walką z wiatrakami?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Początek dorosłości rozumianej jako dojrzałość do życia nie tylko dla samego siebie. Dorosłość jako przełamanie lęku przed opieką nad drugą osobą."
"Bo się porzygam ...;)"
Jesteśmy w tym samym wieku i kiedy ja patrzę na tych "świeżutkich rodziców" to jedyne co dryluje moją tkankę szarą to uporczywa myśl iż są całkowicie nieodpowiedzialni...Chordy nadopiekuńczych matek i metroseksualnych tatuśków wyhodowanych przez popkulturę- to pierwsze pokolenie w polskim wydaniu. Którzy jedyne co mogą przekazać swoim pociechom to alergie na kurz i złote myśli typu: "Ucz się pilnie gdyż tylko to pozwoli Ci osiągnąć sukces". Szkoda iż im nikt nie wytłumaczył, że za kilkanaście lat ich cudowne dzieciaki będą sikały na ich ołtarze oraz szeroko rozumiany sukces- co mnie wcale nie dziwi- jeżeli dla 50% naszego pokolenia priorytetem jest praca w korporacji pozwalającej na tak skrajny indywidualizm jak postawienie zdjęcia rodziny na biurku w biurze. To ta światła rzekomo część społeczeństwa, pozostałe 50% to „wiejska hołota i żulo-cwaniaki z blokowisk…” -słowa studentów w moim wieku. Jeśli już nie „wpadli” przez przypadek to pewnie kwesta czasu. Ich dzieci nie mają żadnych perspektyw poza tymi, że odziedziczą po starych mieszkanie które z takim wielkim sercem przekazała ich dziadkom rok temu Wielkoduszna Kaczka. Zastanawiam się kiedy zaczną szturmować bramy osiedli zbudowanych przez tych pierwszych, lecz nie staraniami i pracą, a koktajlami Mołotova…
Pokolenie naszych rodziców było, że tak je nazwę pokoleniem „dyfuzyjnym” wypełniało bezwładnie i chaotycznie pustkę jaka powstała po upadku komunizmu, nasze pokolenie jest sedymentacyjne ustala warstwy i klasy społeczne. Nasze dzieci będą już żyły w „favelach” lub pałacach. Odpowiedzialnością nie jest zrobić sobie dziecko, lecz je wychować w duchu solidarności społecznej i obywatelskiej- ja tego potencjału w tym pokoleniu nie widzę, choć bardzo chciałbym. Niestety nasze pokolenie (przynajmniej „światła” jego część) wykazuje całkowity brak zainteresowanie czymkolwiek więcej niż tylko kasa, kariera itd.- myśląc, iż problemy społeczne rozwiążą się same, lub co gorsza rozwiążą je za nich politycy nomen omen populiści wybierani przez biednych- gdyż ignoranci „wykształciuchy” na wybory nie chodzą, w myśl zasady „kasa i kariera reszta w czterech literach…” Jednakże dolne warstwy społeczne, także posiadają pewne zasoby przedsiębiorczości i potrzeby bogacenia się niekoniecznie zgodne z interesami oraz poczuciem sprawiedliwości ludzi klasy średniej i wyższej. Za 20 lat będziemy biegać na wybory szukając na gwałt męża stanu, który zaprowadzi porządek. Tak, wesoło będzie patrzeć jak dzisiejszy liberałowie społeczno gospodarczy biegający za kasą i wolnością metrotatusiowie i kołtuńskie mamuśki, szybko przekonają się do populizmu i władzy silnej reki… Moim zdaniem jesteśmy straconym pokoleniem dla budowy normalności w Polsce-co gorsza nasze dzieci chyba też, wbrew poglądom autorki artykułu - więc liczmy że nasze potomstwo „oleje” budowane przez nas pomniki i to szybko, gdyż to jedyna szansa dla naszych wnuków. Nie jesteśmy gotowi wychować kolejnego pokolenia, nie jesteśmy w tanie przekazać mu żadnych wartości, stworzymy pokolenie skrajne, skłócone i nieodpowiedzialne. Pełne wychowanie człowieka to wychowanie w podstawowej komórce społeczne- rodzinie, jak i w społeczeństwie.
Niestety nie jesteśmy dorośli…Jako całość jako generacja.

Aż trudno po takim tekście uwierzyć że jestem liberałem;)- ale rozsądnym…
Nie sprzedałbym nawet jednego naboju za mln dolarów- gdyż żywy konsument odda mi więcej- w dzisiejszych czasach moralność jest pochodną kalkulatora…Wyrównywanie szans leży w interesie posiadaczy czynników wytwórczych, gdyż zwiększa populację konsumentów na dobra przezeń produkowanych…

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.