Facebook Google+ Twitter

Wyższość celulozy

Jacek Dehnel w Polityce twierdzi iż nadchodzi koniec tradycyjnych listów, rękopisów czy bilecików na bankiety. Zastąpić je mają laptopy oraz telefony komórkowe.

Pamiętam jak co roku jeździłem do dziadków nad morze. Sam Bałtyk, zimny i brudny, nigdy mnie nie interesował, podobnie jak zamki z piasku czy opalanie. Najważniejsza była maszyna do pisania, którą dziadek miał w swoim pokoju. Ileż z jej powodu było rodzinnych kłótni, wcześniejszych powrotów do domu? Codziennie słyszałem, że nad morze nie po to przyjechałem, żeby siedzieć w domu, że w Mielnie czeka na mnie jod i ciepła woda. A ja nic, tylko uderzałem w klawisze. Na początku szło mi strasznie opornie, myliłem się, patrzyłem na ręce, wciskałem po dwie litery na raz. Dziadek miał strasznie obiekcje, jego biuro pisania podań coraz gorzej funkcjonowało, a ja mogłem zepsuć jedyną maszynę. Jednak co wakacje szło mi coraz lepiej, pisałem niemal tak szybko jak dziadek, czasami nawet go zastępowałem. Do dziś przechowuję w pokoju setki kartek, które napisałem niegdyś nad morzem. Czasem są to same iksy czy igreki, czasem pełne, nawet sensowne zdania. Ostatnio natknąłem się na wypracowanie na temat wakacji. Gdyby powstały na komputerze, pewnie zniknęłyby po pierwszym sformatowaniu dysku.

Wiedeń, Paryż, Praga, ile przez te wszystkie lata uzbierałem pocztówek, ile sam wysłałem. Ta z Paryża jest od kuzyna. Widnieje na niej Moulin Rouge, a obok wielki napis Coca-Cola.
Serdeczne pozdrowienia z Paryża - miasta w którym kapitalistyczne zachodnie firmy przeplatają się z zabytkami, libertynizmem oraz lekkością bytu Francuzów. P.S. Coca-Cola and Paris forever.
MMS pewnie dawno bym usunął, oczywiście przez przypadek, a poza tym nie powiesiłbym go na ścianie. Nie miałby on zresztą tych wszystkich pieczątek, znaczka, który potwierdza przebywanie w danym miejscu.

W szafach do dziś przetrzymuję stare zeszyty, jakieś wypracowania, sprawdziany. Nie potrafię ich po prostu spalić, wyrzucić. Bywało, że śmiałem się z moich koślawych liter, zmory każdego dziecka - szlaczków, ślimaków i czego tam jeszcze. Nazbierało się tego przez wszystkie lata bez liku. Na komputerze szybko może zabraknąć miejsca, trzeba wtedy zbędne rzeczy usuwać. I jakoś łatwiej nacisnąć "Delate" niż robić porządki na strychu.

Listy też wolę wysyłać tradycyjną pocztą. Zabrałem ostatnio dziadkowi maszynę do pisania i sobie na niej używam. Nadal jest sprawna, a po wielu latach nabrałem niezwykłej wprawy. Piszę na niej szybciej niż na laptopie. Pamiętam jak kiedyś z ciężkim trudem kończyłem pracę zaliczeniową na komputerze, oczywiście nie zapisywałem systematycznie i raptem maszyna się po prostu wyłączyła. Wysiłek kilku godzin poszedł na marne. Dziś pisałem list do znajomego, uderzałem w klawisze maszyny, każdy po latach zaczął wydawać inny dźwięk. Jest to swoisty rodzaj alfabetu Morse'a, który zna już cała moja rodzina. Wiedzą co piszę, do kogo, o czym. Biorę właśnie cztery kartki maszynopisu, składam na pół, wkładam do koperty. Cóż, pogłoski o śmierci celulozy są mocno przesadzone.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo mi się tekst podoba, wprawdzie na maszynie nie piszę, ale mam bardzo ładny charakter pisma, stara szkoła kaligrafii, i jak wiem, moi znajomi lubią dostawać ode mnie listy własną ręką skreślone...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.