Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184437 miejsce

Wyzwać polskich polityków na honorowy pojedynek

Polscy politycy jako argument w dyskusji najchętniej stosują: kłonicę, widły, kastet lub w najlepszym razie „kałach”...

Zapytany o receptę na dobry film – mistrz reżyserii, Alfred Hitchcok odpowiedział: na początek daj trzęsienie ziemi, a potem zwiększaj napięcie! Przyjmując tę wypowiedź za wyjątkowo trafną, rozpocznę w sposób następujący: nie znoszę polityków, uznając ich za gorszy podgatunek człowieka.

Po pierwsze: nie myśleć

Jakież kryteria bowiem musi spełniać kandydat na polskiego polityka? Po pierwsze musi być mocno ograniczony intelektualnie. Najlepiej jeżeli ma trudności z czytaniem (vide konferencja prasowa ministra Rolnictwa w sprawie ptasiej grypy. Wiele zdaje się wskazywać, że jedyne wykształcenie zdobył w akademii smorgońskiej). O intelektualnych predyspozycjach większości posłów Samoobrony trudno mówić!

Po drugie: kłamać

Pan poseł Gosiewski, czy pan poseł Kurski czynią to z wprawą, pozwalającą domniemywać, iż ćwiczyli kłamstwo od dziecka. Przykłady? Proszę bardzo: poseł Kurski twierdzi, że żadna telewizja nie pokazała „wyczynu” prezydenta Kwaśniewskiego w Katyniu. Tymczasem cała Polska wielokrotnie oglądała wspomniany epizod, natychmiast po zdarzeniu. Kurski przedstawia siebie jako wyjątkowego znawcę mediów i człowieka intelektualnie przerastającego swoich współobywateli. Zatem albo łże, albo jest niedoinformowany. Gosiewski skandal z transmisją podpisania paktu stabilizacyjnego przedstawiał w sposób bardziej niż kłamliwy. Słuchając Gosiewskiego, byłem pewien, że to co widzę w telewizji jest ułudą.

Po trzecie: bezczelnym być

Przykład? Służę: Jarosław Kaczyński zarzucił dziennikarzowi przynależność do układu wiadomo jakiego. A cóż to za układ, panie pośle? Nie mam pojęcia do jakiego układu należy dziennikarz. Nie wiem też co złego czynią III Rzeczpospolitej dziennikarze tak ochoczo „okładani kijami” przez Kaczyńskiego et consorces. Wiem natomiast do jakiej grupy należy pan prezes. Do grupy polityków. A ci niejedno mają na sumieniu i zasiedlają niejedną celę więzienną! Ot choćby bliski znajomy pana prezesa, który ostrzegł i dopomógł w ucieczce parze „geniuszy polskiego biznesu”.
Kaczyński jest zresztą specjalistą w wypowiadaniu dub smalonych. Zapowiedział ostatnio, że rozprawi się z redaktorami naczelnymi, wymagającymi od swoich dziennikarzy posłuszeństwa. Haha. Pusty to śmiech. Każda redakcja to także przedsiębiorstwo. A w nim musi obowiązywać dyscyplina.
Prezes był kiedyś redaktorem naczelnym tygodnika „Solidarność”. Zapowiedział tam swoim dziennikarzom: linia pisma jest taka i taka; kto się z nią nie zgadza niech sobie idzie. Doskonal zatem wie, że mówi bzdury, a jednak je mówi...

Wydać ich na pojedynek

Najchętniej wyzwałbym tych panów na pojedynek. Oczywiście według zasad Kodeksu Honorowego Boziewicza. Jakież tam bogactwo powodów żądania zadośćuczynienia honorowego! Choćby taka: „obraza — każda czynność, gestykulacja, słowne, obrazowe lub pisemne wywnętrzenie się, mogące obrazić honor lub miłość własną drugiej osoby, bez względu na zamiar obrażającego”. Obraza może być czynna, zbiorowa lub drukiem, a zależnie od charakteru i znaczenia — od pierwszego do czwartego stopnia. W przedmowie do wydania Kodeksu w Krakowie, we wrześniu 1919, Boziewicz zastrzega, że bronić pojedynku „nie myślimy”. Jednak „tak długo, pokąd prawna kultura naszych społeczeństw karać będzie czynną zniewagę gentlemana 24-godzinnym aresztem, zamienionym na 5 kor. grzywny — tak długo istnieć będzie ten rodzaj współrzędnego sądownictwa honorowego, uzupełniający państwowy wymiar sprawiedliwości. A zdaje się, że jeszcze czas długi”. I czas długi i lista gentlemanów bez honoru równie długa! Wystarczy czytać, słuchać i oglądać wiadomości.

A na jakąż to broń się pojedynkować? Boziewicz dopuszcza jedynie szablę, szpadę lub pistolet. Obawiam się, że polscy politycy wybraliby: kłonicę, widły, kastet lub w najlepszym razie „kałacha”... Przypomnijmy sobie, kim są parlamentarzyści: „Posłowie dochodzą do mniemania, że jeżeli brzuch go zaboli i jest z tego powodu w złym humorze, to jest to najważniejszy wypadek dla całego państwa. A gdy się pan taki zafajda, to każdy podziwiać musi jego zafajdaną bieliznę, a jeżeli przy tym zdarzy mu się wypadek, że zabździ, to jest to już prawo dla innych ludzi, a najbardziej dla ministrów, którzy muszą nie pracować dla państwa, ale obsługiwać i fagasować tym zafajdanym istotom”. Nie chcę być podejrzewany o szczególną niechęć do polityków – zdradzę więc autora powyższych słów. Pojęciem: Poslinis fajdanitis, marszałek Józef Piłsudski określał parlamentarzystów i jest to jeden z łagodniejszych cytatów wielkiego Polaka o klasie politycznej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.