Facebook Google+ Twitter

Wyzwanie dnia: Trzy książki, które uwiodły dziecko

Książki kształtują wyobraźnię, wyrabiają w człowieku zdolność myślenia niestartymi schematami. Ich przekaz spełnia różne funkcje, głównie estetyczną, ale także wychowawczą. Porozmawiajmy o książkach, które były początkiem drogi książkofila.

Ulubione miejsce w pokoju - półka z książkami, od zawsze :) / Fot. Daria Magdalena Marzec Pierwszą książkę w swoim życiu, którą wspominam z wielkim uśmiechem, dostałam od matki. Było to pięknie zdobione wydanie Baśni braci Grimm, zapewniam, że dziś już nie robi się takich egzemplarzy.

Możecie się śmiać, ale pamiętam rodziców siadających wieczorem, na zmianę przy moim łóżku i czytających mi o przygodach Jasia i Małgosi, o sprytnym Kocie w butach czy o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie przez Muzykantów z Bremy.

Przez ramię oglądałam rysunki, a wzrokiem śledziłam kształty liter, tak właśnie nauczyłam się czytać, a raczej składać litery w bliżej nieokreślony ciąg brzmieniowy. Książka została też zmaltretowana moją ręką. Co jej zrobiłam? Naszło mnie pragnienie nauki pisania. Początkowo, myślałam, że pisanie literami drukowanymi to pisanie po książkach – na swoje usprawiedliwienie powiem jedynie, że miałam pięć lat i byłam mało rozgarniętym dzieckiem.

Dziś, książka ma nowego właściciela – mojego bratanka, on jednak okazał się być fanem ilustracji i od maleńkości poprawia je kredkami, i dobrze, przez te wszystkie lata zdążyły wyblaknąć.

Jak już wspomniałam, dzięki tej książce nauczyłam się literować słowa, zdania, całe strony, rozumiejąc jedynie pojedyncze wyrazy, absolutnie nie łapiąc sensu, dopowiadałam go sobie oglądając obrazki.

Starszy brat, widząc moje zainteresowanie książką, zabrał mnie do biblioteki – dziś mieści się tam siedziba pewnej niemieckiej drogerii, a biblioteka została przeniesiona do lokum o połowę mniejszego. Dariusz (mój brat), pozwolił mi wybrać jedną książkę, padło na Akademię Pana Kleksa! Rozczochrany rudzielec z masą piegów i w okularach wygrał w przedbiegach, nie pytajcie czemu, nie wiem.

W domu od razu z wielkim zaangażowaniem zasiadłam do aktu pochłaniania lektury. Przyznaję się, wcale nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Baśnie wybierane były przecież losowo, raz z początku książki, raz z końca – a tu wszystko ciurkiem. Wybawienie moje znalazłam w matce, która z poważną miną kartkowała właśnie zbiór krzyżówek.

Moje zdolności obserwatorskie kazały mi więc kartkować książkę, z matczyną, poważną miną. Z literowania stronnic tej książki pamiętam jedynie moją mimikę twarzy, którą zmieniałam zależnie od położenia oczu. Zerkałam z nad książki i uśmiechałam się do każdego kto akurat przechodził przez pokój, tylko po to by wracając wzrokiem na karty, znów robić poważną minę, jak przystało na zaabsorbowanego lekturą człowieka.

Dzięki ostatniej książce, która w moim życiu odegrała ważną rolę, do której lubię czasem wracać, nauczyłam się by pozwolić dziecku już zawsze we mnie żyć. Nie, to nie Piotruś Pan - to Mały Książę autorstwa Antoiniego de Saint-Exupéry . Książka trafiła do mnie na stacji benzynowej, rodzice musieli zatankować, a los chciał, że jakaś fundacja niosąca pomoc dzieciom prowadziła akurat handel obnośny.

Zapomniałabym, książkę przeczytałam po raz pierwszy gdzieś w okolicy wakacji drugiej klasy szkoły podstawowej, niedługo po Komunii Świętej. Początkowo nie zrozumiałam w pełni sensu książki, dla ośmioletniego dziecka była to czysta fantastyka, dopiero z wiekiem kiedy wracałam do czytania Małego Księcia, odkrywałam głębszy sens. Dziś obudzona w środku nocy, potrafię cytować swoje ulubione fragmenty.

Myślę, że warto zachować w swoim sercu dziecko, dziś pozwoliłam mu dojść do głosu i oto z wielką przyjemnością mała Daria podzieliła się z Wami wspomnieniami swoich pierwszy książek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 19.02.2013 18:34

-:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miło mi to słyszeć! Dziękuję bardzo w imieniu małej mnie :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.02.2013 13:58

Z ogromną przyjemnością czyta się tak pięknie napisane teksty.
Brawo, Mała Dario!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szczerze mówiąc, to owszem, myślałam o tym ;) Skoro Chylińska mogła napisać książkę dla dzieci, to ja tym bardziej mogę pisać bajki ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo miło mi się czyta Twoje wspomnienia. Książki, które przytoczyłaś są także moimi ulubionymi. Szybko zaczęłaś przygodę z książkami, być może dzięki temu piszesz ładnym językiem.. Myślałaś, aby napisać jakąś bajkę dla dzieci?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najbardziej chyba lubiłam historię miłosną opisaną w Żabim królu :-) szczególnie kiedy księżniczka rzuciła Żabą o ścianę :) mam też ogromny sentyment do baśni Rybak i jego żona, to była ulubiona baśń czytana mi przez ojca, a dlaczego? Bo od zawsze pracował jako szyper <taki kapitan kutra> :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też bardzo lubiłam "Baśnie" braci Grimm: zwłaszcza "Jasia i Małgosię", "Kopciuszka", "Czerwonego Kapturka", "Śpiącą królewnę" i "Królewnę Śnieżkę".

Choć muszę przyznać, że moją ulubioną baśń napisał Andersen. Było to "Krzesiwo", które rodzice czytali mi non stop. Znałam je niemal na pamięć ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

łezka się w oku kręci gdy się wspomina te pierwsze książki, które później miały wpływ na nasze życie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.