Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

109247 miejsce

Wzrost cen to nie koniec świata

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-12-17 11:00

Nie chcę wywołać złego ducha z zakamarków naszej świadomości, ani snuć dalszych rozważań na temat przykrej przyszłości, w jakiej przyszło nam żyć. Nie może być lepiej niż jest, bowiem zapowiedzi drugiej fali kryzysu, nie brzmią optymizmem

Tradycyjny Mikołaj opuścił nas 7 grudnia wczesnym rankiem. Było jeszcze ciemno. Nocą zostawił w butach prezenty od milusińskich i najbliższych. Mieliśmy uciechę a nawet radość. Miło, gdy o nas pamiętają i coś miłego dają. Wczoraj też dostaliśmy (wczesnym popołudniem) – fajowy prezent, raczej niezły pasztet do zjedzenia – wiadomość o podniesieniu cen prądu. Dobry tatuś w naszych, konsumenckich interesach - Urząd Regulacji Energetyki – przyklepał wnioski firm energetycznych i ceny prądu ruszyły w górę. Góra wprawdzie niewysoka, zaledwie 5,1 proc. nachylenia kąta. Ale każdy taki i podobny kąt nachylenia – da nam nieźle po kieszeniach. Da, wszak to początek podobnych prezentów, których w przyszłym roku będzie zapewne więcej.

Póki co wiemy z ust premiera Tuska, że chce on podnieść składkę rentową, ściślej emerytalną i rentową. Premier zapowiedział, że projekt ustawy w tej sprawie może trafić do Sejmu podczas trwającego właśnie posiedzenia wysokiej izby. Powiedział też, iż podwyższenie składki rentowej to "zwiększanie opresji fiskalnej", która nie powinna wpływać na nasze portfele. Nie powinna, bo obowiązek płacenia wyższej składki spadnie na pracodawców. A pracodawcy od dawna wiedzą, jak mają sobie odbić te nowe dolegliwości fiskalne. I oczywiście odbiją. Tak, że my to odczujemy.

Tak, więc prąd skoczy w górę zaledwie o 5,1 proc., co w wymiarze cenowym na każdym rachunku gospodarstwa domowego, odczujemy zaledwie 2 zł wzrostu miesięcznej dotychczasowej ceny. A składka rentowa, którą zapłaci pracodawca, wzrośnie z 4,5 do 6,5 proc. płacy brutto. Żeby nas niezbyt mocno bolało to uderzenie cenowe – prąd wzrośnie od 1 stycznia 2012 r. a składka rentowa – dopiero od 1 lutego. Nie wiemy jeszcze, co w tzw. międzyczasie podskoczy, ale zapewne paliwo i być może akcyza na papierosy. A już teraz drożeje żywność. Do końca roku ceny mięsa i nabiału mogą wzrosnąć jeszcze nawet o 3 proc., i nie będzie to wcale koniec fali podwyżek. Słowo „jeszcze” znaczy tu, że już w trakcie roku produkty te zdrożały. O kilkanaście procent.

Ceny prądu rosną, bo podobno rosną koszty jego produkcji. Wiemy jednak i to, że elektrownie polskie, zresztą nie tylko polskie, należałoby już dziś pozamykać ze względu na ich beznadziejny stan techniczny. Ze starości rozsypują się i są dosłownie na drutach, aby jeszcze jakoś chodziły. Należy zbierać pieniądze na nowe inwestycje. Więc są zbierane. Państwo na to nie wyłoży. Państwo, jak dobrze wiemy, ma dziurę w kasie. Nawet gdyby miało wyłożyć to i tak energetycy po uruchomieniu nowych elektrowni, obłożą kosztami budowy odbiorców prądu, czyli nas właśnie, w rachunkach za prąd. A pamiętajmy – ceny prądu w Polsce są obecnie najwyższe w Europie.

Tak oto, za dwa tygodnie zdrożeje energia elektryczna. Potem pewnie gazowa i paliw napędowych a jeszcze w styczniu, według zapowiedzi analityków rynku – znowu żywność. Gdyby jednak żywność pójść w górę nie miała - to będzie musiała. W styczniu nastąpi drastyczna podwyżka cen paliw, głównie oleju napędowego. Eksperci przewidują, że jego cena może skoczyć nawet o 20 gr na litrze. Jeżeli tak, to koszt jego wzrostu zostanie dodany do ceny żywności, bo najczęściej transportowana jest pojazdami z silnikiem Diesla. Jednak wzrost cen to nie koniec świata.

Nie chciałbym wywoływać złego ducha z zakamarków naszej świadomości, ani snuć dalszych rozważań na temat przykrej przyszłości, w jakiej przyszło czy przyjdzie nam żyć. Nie może być lepiej niż jest, bowiem zapowiedzi drugiej fali kryzysu, nie brzmią optymizmem ani nadzieją na lepsze czasy. Musimy zmierzyć się z trudami, które przed nami. Nie ma innej rady. Wokół nas dźwięczą bolesną nutą kryzysu i upadku – państwa strefy euro i nie tylko, a nam mimo wszystko jakoś się daje omijać te wszystkie ostre rafy. Grecy na ulicach od miesięcy walczą z nędzą, w którą weszli w ostatnim czasie. Cierpią Hiszpanie, Portugalczycy, Irlandczycy oraz Włosi. Tylko nas Polaków – póki co dobrych duch na rękach nosi. Po nowym roku, ręce mu zabolą i spuści nas z rąk swoich – tak się to wszystko byle jak, niestety kroi.

Stanisław Cybruch
(Stanisław Cybruch)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.