Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16633 miejsce

Xian, czyli przez muzułmańską dzielnicę do ulicy burdeli

Zostawiamy przereklamowaną Terakotową Armię i zamiast tego wybieramy się do muzułmańskiej dzielnicy. Pobyt kończę przechadzką po ulicy tajemniczych sklepów, które okazują się być skupiskiem burdeli.

domena publiczna Terakotowa Armia. / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Xian_guerreros_terracota_detalle.JPGWedług mojego przewodnika po Chinach Xian to miasto, które każdy szanujący się turysta musi zobaczyć. Klucz do jego popularności leży w znajdującej się nieopodal Terakotowej Armii. Za tą tajemniczą nazwą kryje się osiem tysięcy wypalonych z gliny figur żołnierzy strzegących grobowca pierwszego cesarza Chin. Zachwyt przewodników nie pokrywał się z relacjami spotkanych przez nas turystów. Prawie wszyscy narzekali na tłumy, kiepskie widoki i astronomiczne ceny. Niepochlebne recenzje i topniejący budżet skłaniają nas do zostawienia tego, jak niektórzy mówią, ósmego cudu świata (który to już?). W zamian urządzamy sobie przechadzkę po mieście.

Na początku trafiamy do... publicznej toalety. Otwieram pierwszą z brzegu kabinę, gdzie spod gazety spogląda na mnie uśmiechnięty starszy pan. Mężczyzna nie czuje się urażony i próbuje wdać się ze mną w niezobowiązującą pogawędkę. Nie podejmuję tematu i przechodzę dalej. Po miesiącu w Azji miejscowe toalety przestały mnie już przerażać. Przyzwyczaiłem się do otworów kloacznych i mało estetycznych widoków. Jedyne czego nie mogę znieść to brak intymności. Wiele toalet nie daje się zamknąć, w niektórych nie ma nawet drzwi, a w innych osłona jest tak skromna, że prawie nic nie zasłania. Nie przeszkadza to jednak Chińczykom, którzy często siedzą w toalecie przy otwartych drzwiach i zagadują każdego napotkanego przechodnia. Dla nich korzystanie z ustępu jest równie krępujące jak dla nas poranne golenie. Nie widzą powodu, żeby wstydzić się takich rzeczy.

GNU Free Documentation license Minarety Wielkiego Meczetu. / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Chinese-style_minaret_of_the_Great_Mosque.jpgWybieramy się do dzielnicy muzułmańskiej. Przypomina mi się jak w Pekinie urządziłem sobie podobną wyprawę. Przez swoją rozbudzoną wyobraźnie spodziewałem się chińsko-arabsko-perskiego miszmaszu, ze sprzedawcami dywanów i mężczyznami zaciągającymi się fajką wodną. Trafiłem tymczasem do typowej dla Pekinu postsocjalistycznej szarzyzny zmieszanej z zachodnim kiczem, spod której wyłaniała się orientalna kopuła meczetu.

Choć rzeczywistość w Xian nie pokrywa się z moimi baśniowymi stereotypami to nie mam powodów do narzekań. Po ulicach kroczą należący do ludu Hui brodaci mężczyźni, z białymi okryciami na głowie. Przechodzimy przez stragany z wymyślnymi słodyczami, które przywodzą mi na myśl chałwę. Podchodzę do jednego z nich i wręczam sprzedawczyni juana. Mając w pamięci chciwość chińskich sprzedawców proszę o jedną sztukę na próbę. Kobieta dziwi się moje skromności i dokłada mi jeszcze po kilka różnych smaków. Sezamowe łakocie rozpływają się w ustach.

Po długich próbach udaje nam się rozszyfrować drogowskazy i trafić do zabytkowego Wielkiego Meczetu. Ku mojemu zdziwieniu w ogóle nie przypomina tego z Pekinu. Zamiast okrągłych kopuł widzimy ogrody otoczone budynkami, jakie widziałem w wielu chińskich świątyniach i minarety pokryte charakterystyczną dla tego kraju dachówką. Dochodzimy do sali modlitewnej i nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Przecież to miejsce na pierwszy rzut oka nie różni od świątyń taoistycznych czy buddyjskich. I nie ma w tym żadnego przypadku. Dla zjednania sobie wyznawców obce religie musiały przez lata rozpływać się w miejscowych realiach.

Następnego dnia udajemy się na zakupy przed całonocną wyprawą koleją do Chongging. Kierujemy się w stronę centrum mijając małe sklepy spożywcze. W pewnej chwili w okolicy następuje drobna zmiana. Zamiast uśmiechniętych mężczyzn w sklepach siedzą samotne, zamyślone kobiety. Przed sobą mają rozłożony nijaki towar, który równie dobrze mógłby być kasetą wideo jak i farbą do włosów. Za ekspedientką stoi kotara zakrywają resztę pomieszczenia. Kobiety świdrują mnie wzrokiem, ale na widok idących obok mnie koleżanek z miejsca obojętnieją. O co im może chodzić?

Po skończonych zakupach wracam samotnie do hotelu. Wchodzę na ulicę zagadkowych sklepów. Na mój widok pierwsza z kobiet wpada w euforię i przywołuje mnie słodkim głosem. Mister! Chodź do mnie! Wariatka? Ignoruję ją i idę dalej. Jej sąsiadka macha do mnie zmysłowo ręką okazując jeszcze większą wylewność. Mister! Masaż! Teraz rozumiem. Trafiłem na ulicę burdeli. Przyspieszam kroku, czym podnoszę coraz większy rwetes. Niespodziewane zamieszanie wprawia mnie w zakłopotanie. Zaczynam wątpić, czy nie pomyliłem drogi i decyduję się cofnąć. Kobiety sądząc, że wróciłem z powodu ich wdzięków niemal wybiegają ze swoich stoisk. Po powrocie do centrum dochodzi do mnie, że przez cały czas byłem na dobrej drodze. Przygotowuję się na kolejną gorącą przeprawę. Biorę głęboki oddech i przechodzę szybko przez różową dzielnicę wprawiając w zawód lubieżne kusicielki.

Creative Commons Attribution ShareAlike 2.5 Chińczyk z ludu Hui. / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Hui_man.jpgProstytucja jest w Chinach zakazana. Mimo to natykałem się na nią co chwilę pod najprzeróżniejszymi maskami. W Datongu były to udekorowane na różowo salony fryzjerskie, w Pekinie dyskoteki, a w Xian sklepy z nie wiadomo czym. Władza patrzy na to przez palce. Po pierwsze sama z tego korzysta pobierając za swoją pobłażliwość sute łapówki. Po drugie prostytucja to jeden z elementów przyciągających zagranicznych inwestorów. Zwłaszcza Tajwańczyków, z których wielu ma w Chinach swoje „drugie żony”. I wszyscy są zadowoleni. Może z wyjątkiem pochodzących ze wsi prostytutek. Ale tym mało kto się tutaj przejmuje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Maćku, o paleniu trawki na wyjazdach nawet nie wspominam ;)
powrót do korzeni he he:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zastanawia mnie jeden fenomen: jak ktoś łazi po ulicach burdeli gdziekolwiek za granicą i to opisuje, uznaje się to za... no właśnie, co? Jakąś ambitniejszą turystykę, seks-turystykę, czy tzw. ciekawość "prawdziwego życia" (buhaha:). A może citizen journalists z Zachodu robią po pobycie w Warszawie galerie tych kolorowych ulotek zatykanych za wycieraczki? Ciekawe zjawisko...

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo ciekawa wycieczka, plus!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michał, na kolejną wyprawę koniecznie zabierz aparat :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzecie pióro dla Michała!
Solidna (to mało powiedziane) robota! Naprawdę świetnie.
Moje najszczersze gratulacje!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus tak wielki jak stąd do Xian i z powrotem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.