Facebook Google+ Twitter

XXI wiek - czas na pełną demokrację w Polsce

Pojęcie systemu demokratycznego jest nieprecyzyjne. Obecnie w Europie powszechnie praktykuje się tzw. demokrację przedstawicielską. Ma ona istotne wady. Poziom e-technologii pozwala zastosować pełną demokrację, która eliminuje te wady.

Demokracja w Polsce. Fot. Szymon Siewior Gazeta PoznańskaSystem demokratyczny wymyślili i zastosowali po raz pierwszy Grecy 2500 lat temu. Pomysł opierał się na zdrowym logicznym rozumowaniu. Dlaczego decyzje nas dotyczące ma podejmować jakiś król/pan/wódz etc.? Przecież wiadomo ponad wszelką wątpliwość, że jesteśmy zaprogramowani wg zasady: ja jestem najważniejszy, dopiero potem ewentualnie jacyś bracia/współplemieńcy/sąsiedzi. „Koszula najbliższa ciału”. Trzeba wyjątkowego szczęścia, by mieć króla mądrego i sprawiedliwego, dla którego dobro wspólne byłoby równie ważne, co dobra osobiste.

Ateńczycy powiedzieli dosyć tego - sami będziemy podejmować decyzje, które nas dotyczą. Każdy wolny (nie niewolnik), pełnoletni obywatel, który płaci podatki i spłaca zgodnie z umową zaciągnięte kredyty oraz dba o swoich rodziców, powinien mieć pełne prawo decydowania o sprawach wspólnych osobiście. System ten w warunkach niewielkich i ucywilizowanych Aten zdał egzamin.

W warunkach dużych terytorialnie i ludnościowo państwach, zwoływanie wszystkich uprawnionych obywateli na agorę, organizowanie merytorycznych debat nad wszystkimi istotnymi publicznymi sprawami i następnie podejmowanie demokratycznych decyzji, było nierealne. Dodatkową nie do pokonania przeszkodą była okoliczność mocnej pozycji władców. Mieli silne i posłuszne armie, które wiernie i skutecznie utrzymywały swoich panów na tronach. W tych okolicznościach zwolennicy demokracji wymyślili dwa rozwiązania kompromisowe.

Ćwierć demokracja

System polegał na drastycznej redukcji biernego i czynnego prawa obywatelskiego. O sprawach publicznych nie decydował ogół obywateli, lecz wyłącznie obywatele uprzywilejowani. W Polsce taki przywilej „załatwiła” sobie szlachta. Demokracja szlachecka upadła, bo narastało poczucie „niesprawiedliwości społecznej”. Zgodnie z naszą naturą zapisaną w genach, uprzywilejowani obywatele myśleli i podejmowali decyzje, kierując się dobrem swojego stanu lub „prywatą”, a nie ogółu. Dodatkowym powodem upadku ćwierć demokracji był fakt, że spory odsetek szlachty biedniał, a jednocześnie sporo ludzi, nie posiadających tego przywileju, bogaciło się. Brak możliwości wpływu na decyzje publiczne zamożni obywatele odczuwali jako wyjątkowo krzywdzący.

Pół demokracja

Oświeceni filozofowie wymyślili system możliwy do stosowania w społeczeństwach wielomilionowych. Nazywa się to demokracja przedstawicielska. Pod koniec XVIII wieku z powodzeniem zastosowano go w USA (1787 rok ) i Francji (1789 rok). Próba zastosowania w Polsce tego rozwiązania miała miejsce 3 maja 1791 r. System ten w XX wieku upowszechnił się i jest obecnie obowiązującym w Europie. System ma dwie istotne wady.

Pierwsza wynika z naszej natury. Drugiego człowieka nie potrafimy oceniać na chłodno z wyrachowaniem. Nasza ocena jest zawsze emocjonalna. Wg tej zasady łączymy się w pary. Wyłonieni w ten sposób przedstawiciele ludu nie mają szans być dobrym szefem. „Kochają nas miłością wzajemną” i dlatego nie mogą podejmować niepopularnych decyzji, a w sytuacji walki z przeciwnościami losu i międzynarodową konkurencją, takich decyzji nie sposób uniknąć. Efektem tej wady pół demokracji u nas jest nasze 500 miliardowe zadłużenie i biedna policja, nauka, szkoły i służba zdrowia.

Druga istotna wada pół demokracji również wynika z naszej ułomnej natury. Jeśli ktoś nas wybierze, „da nam władzę”, to wydaje nam się, że jesteśmy lepsi, ważniejsi, że mamy misję do spełnienia. W efekcie „woda sodowa” uderza nam do głowy i naszym najważniejszym życiowym zadaniem jest nie jakieś „dobro wspólne”, lecz nasza misja. Spełniamy ją niezależnie, czy to się komuś podoba, czy też nie. Nawiedzona „grupa trzymająca władzę” skupia się nie na rozwiązywaniu naszych istotnych problemów, lecz na walce ze swoimi przeciwnikami politycznymi. Nie chciałbym wymieniać po nazwisku polityków z naszej najnowszej historii, ale mam nieodparte wrażenie, że większość z nich zachowała (-uje) się właśnie tak.

Pełna demokracja

Postęp technologiczny w zakresie łączności uczynił realnym technicznie i finansowo w warunkach wielomilionowego społeczeństwa zastosowanie pełnej demokracji. Prowadzenie publicznych debat nie stanowi żadnego problemu. Nie jestem specjalistą od komputerów, ale jestem przekonany, że opracowanie programu umożliwiającego głosowanie przez internet, bez obawy oszustw, jest już dzisiaj realne. Taki cel postawiło sobie np. Stowarzyszenie Polska Młodych.

W pełnej demokracji zwanej bezpośrednią nie ma miejsca na sentymenty. Rozwiązanie to nie ma wad ćwierć oraz pół demokracji. W debacie nad konkretnym problemem społecznym nie liczy się wygląd, przeszłość, stosunek do Boga, osoby itp. a wyłącznie siła argumentów za i przeciw konkretnemu rozwiązaniu. Nie ma miejsca na prywatę. Wszystkie decyzje podejmowane są publicznie.

Przeciwnicy tego systemu wysuwają argument, że obywatele nie rozumieją istoty spraw publicznych i nie potrafią podejmować dobrych trafnych decyzji rangi państwowej. Twierdzą, że takich decyzji nie można powierzać „ciemnemu” ludowi. Po pierwsze - mam wątpliwości, czy nasze „elity” polityczne wyłonione w warunkach pół demokracji są dużo lepiej przygotowane niż prosty lud do rozwiązywania skomplikowanych problemów publicznych. Po drugie - być może na początku nie wszystkie decyzje podejmowane w drodze referendum będą najwłaściwsze. Lecz w warunkach pełnej demokracji społeczeństwo szybko się uczy. Za nietrafione decyzje nie może zwalać winy na polityków.

Podstawowym warunkiem „dobrego” wyniku referendum jest zrozumiałe i przekonywujące naświetlenie wszystkich istotnych okoliczności i spodziewanych efektów decyzji na TAK i na NIE. Każdy skomplikowany problem można wytłumaczyć prosto i zrozumiale.

*****

Zazdroszczę Szwajcarom – nie czekali na erę komputerów. Pokonali problemy organizacyjne oraz ekonomiczne i stosują z powodzeniem pełną demokrację od ponad 150 lat. Odnieśli wyjątkowy sukces cywilizacyjny i ekonomiczny pomimo, że dzieli ich religia, język i zaszłości historyczne. Nie posiadają urodzajnej ziemi ani bogactw naturalnych. Pomimo to żyją dostatnio i są dumni ze swojego systemu. Weźmy z nich przykład.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Zdzisławie - plus za stanowcze i konsekwentne zmierzanie do celu i wyłuszczanie nam proponowanych zasad,
Szwajcarzy to dla mnie zgadka:
- neutralni od lat,
- przemysl stosunkowo słabo rozwinięty,
- gospodarka oparta na czekoladkach?
Cały dobrobyt chyba stoi na bankach, a to dla mnie niepojęte, aby taka kasę zdobywać uczciwie (czyli prostodusznie).
A jak metodą szwajcarską zagłosowalibyśmy na karę śmierci (w referendum)?
Ale ogólnie - popieram, choć może jakiś inny przykład, spoza Szwajcarii?
Przy okazji, na marginesie:
*nie ma wad ćwierć oraz pół demokracji.* - raczej
*nie ma wad ćwierć- oraz półdemokracji.*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzisiaj w modzie jest być zwolennikiem cyberdemokracji. Ale ja nie jestem. Albo inaczej: nie w najbliższym czasie. Po pierwsze dlatego, że w pierwszej kolejności należałoby zapewnić równy dostęp do internetu wszystkim obywatelom - jaki sens w innym przypadku ma taki proces demokratyczny? To nie nastąpi szybko, bo obywatele muszą się potem jeszcze do niego przekonać i nauczyć korzystać. Poza tym "dlatego nie mogą podejmować niepopularnych decyzji" - to przepraszam, społeczeństwo wbrew sobie podejmie niepopularną decyzję? To jest właśnie ta druga sprawa. Elity, co by o nich nie mówić, są lepiej wykształcone i przygotowane do sprawowania władzy, a przy tym mogą rządzić sprawniej - aby cyberdemokracja miała sens, ludzie musieliby się zapoznawać z konkretnymi projektami ustaw, uchwał, być znakomicie rozeznani w politycznej rzeczywistości. Tego typu referenda to może być tylko jeden z elementów demokracji, pomagający w kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Tymaczasem myślę, że warto raczej wzmacniać instrumenty nacisku na władzę niż "oddać władzę ludowi". "Po pierwsze - mam wątpliwości, czy nasze „elity” polityczne wyłonione w warunkach pół demokracji są dużo lepiej przygotowane niż prosty lud do rozwiązywania skomplikowanych problemów publicznych. Po drugie - być może na początku nie wszystkie decyzje podejmowane w drodze referendum będą najwłaściwsze. Lecz w warunkach pełnej demokracji społeczeństwo szybko się uczy. Za nietrafione decyzje nie może zwalać winy na polityków." - a w tym fragmencie to bym wszystko zakwestionował, więc nawet nie będę się odnosił :). Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2007 18:15

Równiez oto zapytam: kto o to zapyta :) W sensie, nie kto zapyta, o to, o co ja zapytałam, i Asen. Masło maślane mi wyszło.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.01.2007 17:01

aż się boję przyznać, ale czuję się nie tylko przekonany do takiego rozwiązania, ale jestem pełen uznania dla młodych twórców programu wyborczego

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.