Facebook Google+ Twitter

"XXY"- o kaprysach twórczych natury i sile sprawczej ciała

Kino argentyńskie, będące gratką dla myślących i poszukujących kinomanów, od stycznia nowego roku daje o sobie znać postacią młodej zdolnej reżyserki, której "XXY" został wysoko oceniony w Cannes, Edynburgu i Atenach. Teraz też w Warszawie.

Kadr z filmu. / Fot. manana.plPierwsze zwiastuny tego argentyńskiego filmu wyreżyserowanego przez młodą reżyserkę i scenarzystkę Lucię Puenzo, a stworzonego na podstawie opowiadania Sergia Bizzio pojawiły się na początku grudnia zeszłego roku. Na ekrany polskich kin wszedł 11 stycznia 2008r. Dla fascynatów kina południowoamerykańskiego to wielka feta, bo jego konwencja - specyficzny kadr osadzony w symbolicznym miejscu, poruszający do głębi i zimny zarazem emocjonalizm, znikomość dialogów, została zachowana. Problem mogą mieć Ci, którzy, przyzwyczajeni do lekkiej tematyki kina komercyjnego, nie potrafią, albo i nie chcą, burzyć murów tematów tabu. Opinie, takie jak: "(...) film chaotyczny, bez żadnej akcji, nudny jak flaki z olejem (prócz sceny na plaży), niby to poruszający ważny temat, ale w bardzo zły sposób(...)" wydają się nieprofesjonalne, i nie ma się co dziwić. Jeżeli wolno poszukiwać jakichkolwiek analogii pomiędzy tzw. argentyńską sztuką kamery a polskim kinem przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, nietrafnym być może dla wielu, ale jednym z niewielu, przykładem może być "Krótki film o miłości" - kinowa wersja "Dekalogu VI" z roku 1988, w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego. O ile należałoby tu przytoczyć motyw destrukcyjnej siły uczuć, o tyle "XXY" przenosi ciężar fabularny w sferę cielesności i determinacji natury. Ci, którzy znają polski film i potrafią dostrzec pewne podobieństwa poruszanej tematyki i sposobów przekazywania tzw. informacji implikowanej niewerbalnie, mogą zachwycić się argentyńskim kinem, gdyż będą w stanie zbudować obraz nie na podstawie dialogów, ale na podstawie obrazu i ciszy, trzymającej w napięciu do ostatniej sceny.

Film porusza zagadnienia obecne w kulturze od dawien dawna. Problem hermafrodytyzmu znany koneserom antycznej literatury z " Metamorfoz" Owidiusza, gdzie występuje bóstwo dwupłciowe związane z bliżej nieznanym obrzędem weselnym; w Hermafrodytosie, pięknym młodzieńcu - synu Hermesa i Afrodyty, zakochała się nimfa Salamakis. Hermafrodyt na próżno wyrywał się z jej objęć, bogowie na prośbę Salamakis uczynili z obojga jedno ciało o cechach obu płci. Motyw ten stał się przyczynkiem do badań w wielu dziedzinach, w tym biologicznych i antropologicznych. "Ciało to miejsce przechodzenia impulsów docierających ze świata, jak i tych wychodzących z ciała. Jest ono zawsze otwarte i stanowi chyba najlepszy wizualny dowód zmienności jako zasady świata - jest miejscem jej indywidualnej i zbiorowej inskrypcji. Jednak ciało, którym jesteśmy, samo też pozostawia ślady - te najbardziej ulotne, jak cień czy odbicie w lustrze i te wpisane w inne ciała i ich życia" - twierdzi M. Bakke w " Ciele otwartym (...) Wydaje się to zgodne ze słowami Marcela Prousta: "(...) z racji tej, że zawierają w sobie godziny przeszłości, ciała ludzkie mogą wyrządzić tyle krzywdy tym, którzy je kochają... Niosą w sobie fabułę przeżywanej metamorfozy (...)". Ponadto można tu odnaleźć echa freudowskie, obecne w schemacie relacji rodzinnych: ojciec - syn - matka.

"XXY" opowiada więc o nieuchronności wyroków natury i tragicznej, lecz sfamiliaryzowanej przez uśmiech, niemocy wobec niej kaprysów. Dzicz, w ramach której zbudowany jest świat przedstawiony staje się polem wyścigu i pogoni, pogoni za spełnieniem cielesnym. Dzicz ta zdolna jest pomieścić różne role i konfiguracje społeczne: model idealnej z pozoru rodziny- chirurga plastycznego Ramiro (German Palacios), Eriki (Carolina Pelereti ) i ich syna Alvaro (Martin Piroyanski), jak i tej ułomnej, której elementem centralnym jest cierpiąca na hermafrodytyzm piętnastoletnia Alex (Ines Efron). Okazuje się, że miłość rodząca się pomiędzy nią a młodym Alvarem nie jest w stanie przezwyciężyć natury rządzącej popędem, i determinującej tożsamość jednostki, tę płciową i tę psychiczną. Jakkolwiek rozumieć tu miłość - uczuciowo czy fizycznie, nie ma dla niej miejsca w świecie ludzi ułomnych.

Wydaje się, że jest to poszerzone pojęcie klasycznego fatum. Twierdzę, że nie do końca. I jeśli rozpatrywać ten problem szerzej, należy powiedzieć, że fatum to wprzęgnięte w ramy psychiki jednostkowej, pozwala zrozumieć i zobrazować tragiczne jej skutki. Skutki niemożności wyjścia poza własną osobowość, własne uwarunkowania i wreszcie własne ciało. Wobec tej zasady przewartościowaniu ulegają wszystkie teorie naukowe i filozoficzne. Nie są one w stanie przewidzieć kaprysów natury - wszechpotężnej i wszechmocnej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

;-)plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki ogromne. Co do zarzutu odejścia od stylu recenzji powiem tyle, że nie czuję się na siłach pisać profesjonalne recenzje, jeszcze nie jestem. Dlatego zdecydowałam się poruszyć problem, który może wydawać się mało znany przeciętnemu widzowi, a który jest przecież głównym tematem filmu.Tylko w ten sposób mogłam zapobiec nieprofesjonalizmowi i banałowi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawa analiza, ale jest to raczej artykuł o hermafrodytyzmie niż recenzja filmu. Tak naprawdę o obrazie dowiadujemy się najwięcej jedynie z ostatnich dwóch akapitów. Ale muszę przyznać, że bardzo ładny styl :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.