Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180983 miejsce

Yagshemash Polska!

Ubiegły tydzień minął mi dość osobliwie. Być może to wina przeziębienia lub osławionej "jesiennej depresji"...

Wspomnienia ostatnich dni nie przyjmują w mojej pamięci formy linearnego dyskursu, przypominają raczej wielką lustrzaną kulę (taką, jaką znamy z dyskotek), transmutującą rzeczywistość na milion małych, dziwacznie powyginanych, migotliwych odbić... Inna metafora, jaka przychodzi mi w tej chwili do głowy, to reklama jednej z platform cyfrowych, w której kulę ziemską zbudowano z małych telewizyjnych kineskopów, emitujących programy wszystkich telewizyjnych stacji. W takim galimatiasie łatwo się pogubić. W związku z powyższym mam nadzieję, że wybaczą mi Państwo ewentualne asocjacyjne pomyłki, jakie w niniejszym felietonie da się niewątpliwie wychwycić.

Jedyna rzecz, jakiej jestem doskonale pewien, to żałoba narodowa. W tej kwestii wszystkie media były tak natrętne i zgodne, że nie sposób było pomylić jej z czymkolwiek innym. Nie zamierzam analizować tego medialnego zjawiska. Doskonale uczynił to Klaus Bachmann w swoim zeszłotygodniowym tekście "Ciemne strony kultu ofiar". Polecam uważną lekturę.

Na szczęście do żałoby nie dołączyły się kina, dlatego w piątkowy wieczór mogłem spokojnie wybrać się na premierę "Borata". To chyba wtedy moja zdolność kojarzenia faktów zaczęła szwankować. Nie pamiętam o czym dokładnie był ten film, dlatego proszę wybaczyć, jeśli coś pokręcę...

W "Boracie" możemy zaznajomić się z historią przedwyborczych wojaży, jakie odbył po naszym kraju Kandydat na Ministra Spraw Zagranicznych Kazimierz Marcinkiewicz. W roli Kazimierza Marcinkiewicza reżyser Jarosław Kaczyński obsadził Jana Rokitę, który zaprezentował imponujące spektrum możliwości dramatycznych. Filmowy Marcinkiewicz jeździ po Polsce, niby to poznając problemy nękające kraj, a tak naprawdę poszukuje miłości swojego życia, czyli Hanny Gronkiewicz-Waltz, w której zakochał się studiując jej ulotki wyborcze i telewizyjne spoty reklamowe (Hanna jest kandydatem LPR-u na stanowisko Ministra d/s Ducha Świętego). W filmie jest mnóstwo śmiesznych gagów (wspaniała scena zawodów rodeo organizowanych przez aktywistów Samoobrony, kiedy to Marcinkiewicz, starając się im przypodobać, wykrzykuje hasło "Balcerowicz musi odejść!"). Niestety, bohaterowi dane jest również przeżyć miłosny zawód. Hanna, za namową dobrej wróżki (w tej roli Anna Fotyga), stawia Kazimierzowi "veto" i wybiera Marka Borowskiego, który obiecał jej zniesienie embarga na dostawy polskiego mięsa do Rosji (Marcinkiewicz widzi ich miłosne umizgi w TVN-owskim "Szkle kontaktowym", co doprowadza go do łez). W "Boracie" jest jednak miejsce na Happy End! Bohater odnajduje prawdziwą miłość w ramionach posłanki Hojarskiej, którą namawia do wycofania pozwu przeciwko Szymonowi Majewskiemu. Dostaje również ministerialną tekę (niestety nie pamiętam jaką).

W sobotę wybrałem się na galę otwarcia festiwalu Camerimage. Było wspaniale! Uroczystość trwała siedem godzin! Widziałem tyle sław, że już zupełnie zakręciło mi się w głowie. Pamiętam tylko niektóre rzeczy – na przykład wspaniałą mowę Kandytata na Urząd Prezydenta Łodzi Davida Lyncha, który obiecał, że uczyni z Łodzi światowe centrum sztuki filmowej. Brawo David! Podczas gali wręczono też kilka statuetek Złotych Kaczek. Jedna z nich przypadła Jerzemu Kropiwnickiemu, którego ponury film „Inland Empire” wyświetlono na koniec uroczystości. Oj Jerzy, z takimi filmami daleko nie zajedziesz!

W niedzielę były wybory. Chciałem zagłosować listownie, niestety wszyscy listonosze w mojej dzielnicy byli zajęci strajkowaniem. Było mi z tego powodu przykro, ale postanowiłem się nie załamywać i wysłałem swój głos przez Internet. Kliknąłem odpowiedni link na Onecie i poszedłem oglądać wieczór wyborczy w TVP. Bardzo mi się podobało! Szczególnie fajne było to, że ten wieczór prowadziła urocza para dziennikarzy: Cezary Michalski z TVP i Adam Michnik z "Dziennika". To dopiero współpraca ponad podziałami! – pomyślałem.

W moim mieście, tak jak się spodziewałem, wygrał Lynch. Już w poniedziałek dało się odczuć skutki tej decyzji. Listonosze wzięli się do roboty i uprzątnęli wszystkie liście w parku obok mojego domu. To był dobry wybór. Z niecierpliowścią czekam kolejnych wyborów, afer, premier filmowych, reklam, sondaży, strajków, spraw sądowych.

Póki co całą Polskę spowija mgła i można nieco odetchnąć. Siedzę w domu i próbuję ułożyć zeszłotygodniowe wspomnienia w jakąś sensowną całość. Może w końcu się uda i zrozumiem o co w tym wszystkim chodzi.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.