Facebook Google+ Twitter

YES! YES! YES! Czyli po koncercie w Spodku…

W miniony piątek, w katowickim Spodku wystąpiła brytyjska legenda rocka progresywnego i symfonicznego, zespół Yes.

Yes, Spodek (31.10.2009). / Fot. Łukasz MrózTo już nie są te czasy, kiedy Yes zapełniało trzy sale koncertowe w Polsce, ale grupa nadal cieszy się sporą popularnością. Na jedyny tegoroczny koncert Yes w naszym kraju przyszło do Spodka około dwóch tysięcy osób.

Brytyjska formacja, podobnie jak Spodek, przeszła w ostatnim czasie mały remont. Z klasycznego składu zostali bowiem tylko trzej panowie – basista Chris Squire, gitarzysta Steve Howe oraz perkusista Alan White. Trzeba tutaj dodać, że tylko ten pierwszy jest członkiem zespołu od początku jego istnienia. Podczas koncertów mogliśmy zauważyć, że na stanowisku wokalisty Jona Andersona zastąpił Benoit David, zaś na klawiszach Rick Wakeman został zmieniony przez syna Olivera Wakemana.

Steve Howe podczas solowego występu (30.10.2009). / Fot. Łukasz MrózKoncert rozpoczął standardowo "Firebird Suite", przy którym na scenę wkroczyli muzycy. Chris Squire wzniósł do góry kubek na znak toastu i do roboty! Na rozgrzewkę "Siberian Khatru". Już podczas tego utworu dostrzegłem nastolatka siedzącego w pierwszym rzędzie sektora B, który przywdziany w koszulkę z logo zespołu, począł pogować na krześle, wymachując przy tym rękoma. Następnie Benoit David, chcąc zdobyć sobie sympatię publiczności, rzucił ze sceny karkołomną polszczyzną: "Dobry wieczer Katowista". Od razu na sali rozległ się śmiech i posypały się gromkie brawa. Wszak lubimy, kiedy mówi się do nas po polsku. No dobra, czas na kolejny utwór. Tym razem "I’ve Seen All Good People". Po zakończeniu tego kawałka, przywitał się ze wszystkimi Chris Squire. Tym razem już nie w naszym ojczystym języku, a po angielsku, deklarując przy tym, że świetnie jest tutaj (do Spodka – przyp. red.) wrócić i przedstawiając nowych członków zespołu. Przed koncertem w wywiadzie dla portalu Interia.pl, Steve Howe zapewniał, że podczas występu będą sięgać po utwory, których dawno nie grali. Wspomniał między innymi o płycie "Drama". Obietnicy dotrzymali i ze sceny rozbrzmiał "Tempus Fugit". Później przyszła kolej na "Onward" i "Astral Traveller", podczas którego Alan White zaprezentował nam świetną solówkę na perkusji. Nie wiem, jak innym, ale mi zaimponował swoją niezwykłą formą. Nie można przecież zapominać, że ma już 60 lat, a zatem wchodzi w wiek "stonesowski". No i w końcu przyszła pora na mój ulubiony utwór Brytyjczyków – "And You And I". Po tym wykonaniu publiczność najdłużej biła brawo. Później jeszcze usłyszeliśmy mistrzowskie "Yours Is No Disgrace" i nadszedł moment w moim przekonaniu kulminacyjny – na scenie solo zaprezentował się Steve Howe. Arystokrata rock and rolla zagrał na gitarze akustycznej "Mood For A Day" oraz "In The Course Of The Day". Proszę mi wierzyć, że podczas koncertów ten muzyk wiele zyskuje. Bowiem żadne nagranie studyjne nie oddaje jego charyzmy, którą widać na żywo. Mimo swoich 62 lat nadal żywiołowo potrząsa głową i podskakuje, kiedy gra na gitarze. To się nazywa siła muzyki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Sektor VIP na koncercie...relacja I klasa...czego chcieć więcej od życia :) zazdroszczę Ci, bo tak chciałem być na tym koncercie:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

YES or NO ? dla mnie NO. :) Ale Yes lubię tylko 90125.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alllle Ci zazdroszczę:) Miejsce w pierwszym rzędzie na takim koncercie, mmm:) Bardzo fajna relacja - rzetelna, jak to zwykle u Ciebie bywa:) Dobry dziennikarz muzyczny z Ciebie wyrasta;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.