
Podobnie jak ich właściciele, przy przekraczaniu granicy legitymują się paszportem. Jak właściciele, mają książeczki zdrowia i, jak właściciele, muszą zapłacić za dobę hotelową, która, dla przykładu w łódzkim Grandzie, kosztuje 50 zł. Pies, kot, fretka, najbliżsi przyjaciele człowieka, którzy coraz częściej towarzyszą mu nie tylko w domu czy na spacerze, ale także w pracy, podróżach, restauracjach.
Prezes i jego pies
To, co w krajach zachodniej Europy nie jest niczym nadzwyczajnym, w Polsce zaczyna raczkować. Moda na zabieranie zwierząt do pracy i innych miejsc publicznych na razie najpopularniejsza jest wśród reprezentantów wolnych zawodów. Psy spotkać można w niektórych kancelariach adwokackich, biurach, siedzibach rad nadzorczych, gabinetach prezesów, w świecie biznesu. Bywają także maskotkami w niektórych sklepach, a koty w pubach.
– Właśnie siedzę z Bikim (white terier) w jednej z antwerpskich restauracji – śmieje się do słuchawki Michał Będzia, łódzki biznesmen. – Tu nikogo to nie dziwi, nikomu nie przeszkadza, podobnie, gdy melduję się z nim w hotelu czy wsiadam do samolotu. Czasami pies towarzyszy mi podczas biznesowych spotkań. Myślę, że przyjazna reakcja otoczenia wynika z przekonania, że Biki jest zdrowy, zaszczepiony przeciwko wszelkim możliwym chorobom. Poza tym ma paszport i nie jest agresywny. Wszyscy też mają pewność, że jeśli, nie daj Boże, zdarzy się coś nieprzewidzianego, to ja natychmiast posprzątam.
William Romański, Polak z angielskim paszportem, mieszkający w Rudniku pod Wolborzem, ma cztery owczarki niemieckie. Odwiedza z nimi przyjaciół, jeździ samochodem. Bywa, że gdy udziela lekcji angielskiego, towarzyszy mu pies.
– Również w Polsce coraz częściej psy towarzyszą swym panom nie tylko na spacerze – mówi William Romański. – Jestem przekonany, że nie upłynie dużo czasu, a nawet ci, którzy za zwierzętami nie przepadają, zaczną akceptować taką sytuację.
Pies łagodzi obyczaje
Z obserwacji poczynionych przez Andrzeja Kłosińskiego i Agnieszkę Janeczek, przedstawicieli nowej u nas profesji psich psychologów, wynika, że obecność psa lub kota w miejscu publicznym ma wiele plusów, a nawet wymiernych korzyści.
– Gdyby tak nie było, dogoterapia nie byłaby tak skuteczna i modna – wyjaśnia Andrzej Kłosiński. – Istota takiego leczenia polega na kontakcie z odpowiednio ułożonym psem. Dziecko, mające kłopoty z nawiązaniem kontaktu z otoczeniem, obcując ze zwierzęciem, najczęściej otwiera się na świat. Ale dotyczy to nie tylko dzieci, bo i na dorosłych obecność psa czy kota ma niebagatelny wpływ. Pewnie dlatego, że ani pies, ani kot nigdy nie obrażą człowieka.
– Koty, wylegujące się w pubach na stołach bilardowych, to maskotki przyciągające klientów – opowiada William Romański. – Znają je stali bywalcy lokalu i zwierzęta ich rozpoznają. Tworzy się swoista więź czworonogów z człowiekiem. Jedynym mankamentem jest to, że żywe maskotki szybko obrastają w tłuszcz, bo brakuje im ruchu, a z podsuwanych smakołyków trudno im zrezygnować.
Fundacja DOGTOR dysponuje wynikami badań, dotyczących wpływu obecności zwierząt na łagodzenie stresów i napięć w zbiorowiskach ludzkich. – Test przeprowadzony został podczas klasówek w równoległych klasach, wśród uczniów o podobnych wynikach w nauce – opowiada Marta Czerwińska z fundacji. – Wynik testu był o kilkanaście punktów lepszy w klasie, w której podczas sprawdzianu był pies.
Tomaszowianin Marcin Oyrzanowski podróżuje po Polsce i Europie z potężnym, czarnym jak węgiel dachowcem Mietkiem.
– Bez problemu można kupić specjalny kuferek podróżny dla kota – opowiada pan Marcin. – Mój bardzo lubi jazdę samochodem, a już najbardziej wizyty u znajomych. Bywa, że gdy wyczerpują się tematy do rozmowy, kot ratuje sytuację towarzyską. On to uwielbia, a my oddychamy z ulgą.
Pan Marcin zamierza sprawdzić zbawienny wpływ kota na stosunki towarzyskie w warszawskim banku, w którym pracuje.
Albert Kurkowski, redaktor miesięcznika ,,Kot’’, zjeździł ze swymi kotami całą Polskę i kawał Europy.
– Nigdy – mówi – nie miałem problemów z zamieszkaniem z kotem w hotelu. – Wielu moich znajomych zabiera koty do pracy. To coraz powszechniejsze i pozytywne zjawisko.
Życie sobie, przepisy sobie
Prezes firmy Media4mat Łukasz Gajewski i Michał Będzia są zdania, że jest tylko kwestią czasu, gdy obecność psa lub kota w hotelu, restauracji, biurze czy kantorze, stanie się w Polsce czymś normalnym.
Liczą na to, że nie będzie dochodziło do takich sytuacji, że z psem, nawet na rękach, nie można wejść do hipermarketu, na przykład do OBI, co przydarzyło się Michałowi Będzi.
– Nie ma problemów z zameldowaniem psa w hotelu – mówi Piotr Matulka z łódzkiego Grand Hotelu. – Właściciel wnosi tylko dodatkową opłatę w wysokości 50 zł za dobę. W szczególnych przypadkach możemy poprosić o świadectwo szczepienia, ale to zdarza się rzadko. O jedzenie, spanie i picie dla czworonoga właściciel troszczy się sam.
Ewa Kasprowicz i Klaudia Borucka, kierowniczki łódzkich restauracji Grand i Savoy, też nie widzą niczego zdrożnego w obecności psów pod stolikiem.
– Nie jest to jeszcze zjawisko nagminne, ale takie przypadki zdarzają się coraz częściej – opowiada Ewa Kasprowicz. – Mieszanemu towarzystwu proponujemy zwykle stolik na tarasie. – Trzeba się bowiem liczyć z ewentualnym sprzeciwem innych gości – dorzuca Klaudia Borucka. – Jednak, jak do tej pory, nikt nie protestował.
Polskie przepisy, jak to już wielokrotnie bywało, nie nadążają za rzeczywistością.
– Nie znam żadnych przepisów, które regulowałyby te sprawy – mówi Alicja Michalak z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Łodzi. – Takimi sprawami sanepid nigdy się nie zajmował – przynajmniej mnie na ten temat nic nie wiadomo.
Potwierdza to inny przedstawiciel WSSE Andrzej Romanowski. – Skoro jednak psy mogą jeździć tramwajami, pociągami, latać samolotami, to mogą pojawiać się także w innych miejscach – dodaje. – Jeśli oczywiście są zaszczepione, a ich obecności nie sprzeciwia się właściciel takiego miejsca.
Nie regulują tego także przepisy weterynaryjne. Jarosław Naze, wojewódzki lekarz weterynarii w Łodzi, ma dwa bernardyny i do pracy nie zabiera ich tylko dlatego, że – jak żartuje – nie mieszczą się w samochodzie.
– Ale zakazu nie ma – mówi. – Wiadomo, że psów nie wolno wprowadzać do magazynów żywności, sklepów spożywczych, miejsc kultu i muzeów. Jednak żadne przepisy nie regulują tego precyzyjnie.
Ferbi, jesteś piękna!
– Ferbi jest taka słodka – mówi Dagmara Sokołowska o golden retrieverce Łukasza Gajewskiego, prezesa Media4mat, którą spotyka w pracy. – Spaceruje spokojnie po biurze, aż nie można jej nie pogłaskać.
Prezes Gajewski nie ukrywa, że zabierał Ferbi do pracy z bardzo prozaicznego powodu: – Nie chciałem, żeby była skazana na siedzenie całymi dniami samotnie w domu. Postanowiłem więc, że będzie uczestniczyć w zapracowanej części mojego życia.
Na początku pies budził w biurze pewne zdziwienie, ale szybko zaskarbił sobie względy wszystkich pracowników i stał się ich pupilkiem.
– Być może dlatego, że Ferbi jest bardzo towarzyska i przyjaźnie nastawiona do ludzi – zastanawia się prezes Gajewski. – Ale zauważyłem też, iż jej wyraźnie okazywany niepokój w czasie głośniejszej dyskusji podczas oficjalnych spotkań i poważnych debat błyskawicznie tonuje napięcie i uspokaja.
Ferbi wraca do domu zrelaksowana i wygłaskana za wszystkie czasy, a prezes Gajewski cieszy się, że dzięki jej obecności wśród ludzi, pracownicy zaczęli postrzegać go nie tylko jako menedżera zarządzającego firmą, ale także jako osobę, która ma swoje prywatne życie i pasje.
Sławomir Orlicki