Wylewa się strop, na który wchodzą montażyści, gdy tylko gumiak już się nie zapada w beton. Równocześnie montują konstrukcję pod instalacje, ciągną ścinki działowe, wkładają „stolarkę”, ocieplają i przykrywają dach. Razem z nimi spawają „koryta” elektrycy i montują kanały spece od wentylacji, ciepła i schładzania. Miedzy nimi jak mrówki uwijają się hydraulicy od wod-kanu, a „pająki” w jeszcze ciepłych „korytach” rozciągają kable. Nie mają szans na dobre skończyć swoich prac, bo już na plecy wchodzi im budowlanka z powieszanymi sufitami, gładziami i wykończeniem. Muszą, bo popychają ich instalatorzy z „białym montażem” i elektrycy z osprzętem i podłączeniami. Nie ma czasu, ponieważ uciekają przed ekipami wnoszącymi meble, urządzenia i sprzęty. Przed obiektem, za płotem na skrzynkach odpoczywa ciężko dysząc brygada z firmy aranżującej zieleń. Przed chwilą w największym pośpiechu tuż za spychaczem, dosłownie wrzucili ostatnie drzewka w grunt i rozwinęli darń.

Przy wejściu, punktualnie zgodnie z ustaleniami, ważna osobistość przecina wstęgę. W świetle jupiterów, przed „oczyma” kamer telewizyjnych. W tym samym czasie na środkowej kondygnacji komisja odbierająca podpisuje warunkowe dopuszczenie obiektu do eksploatacji, wręczając wykonawcy listę tak zwanych usterek. Kondygnacje wyżej sprzątaczki czyszczą pomieszczenia, a tuż przed nimi kleją wykładziny i tapety. Na ostatniej kondygnacji elektrycy łączą zasilanie do wentylatorów od klimatyzacji, a sieć komputerową i oświetlenie wieszają na prowizorce z rozdzielni budowlanej, by ważna osoba i telewizja mogły zobaczyć jak wszystko pięknie działa.
Autostrady, stadiony, hotele, drogi, parkingi, restauracje, parki,i chodniki. Wielki oddech ulgi spływa nad Wisłę. To co inni robią latami my zamykamy w kilka miesięcy. W końcu mistrzostwa się skończą. Wtedy to i owo jeszcze się poprawi. Tymczasem będzie kolejny wielki sukces. Żeby jeszcze piłkarze potrafili tak zagrać.