Facebook Google+ Twitter

Z ekranu komputera na ekran kina

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-11-04 19:04

Z końcem października do polskich kin trafiła ekranizacja słynnej gry komputerowej „Max Payne”. Film w reżyserii Johna Moore’a to próba stworzenia udanej wreszcie adaptacji gry. Czy „Max Payne” spodoba się widzom i graczom w Polsce?

Plakat Filmowy / Fot. Materiały promocyjneTytułowy Max Payne to glinarz i antybohater. W przeszłości ktoś zabił jego ukochaną żonę i dziecko. Teraz życiem Maxa rządzi zemsta, nie liczy się nic więcej. Jego jedyny i najważniejszy życiowy cel to odnalezienie i ukaranie morderców jego rodziny. Ogarnięty żądzą odwetu twardy gliniarz wpada na trop wielkiej afery. Teraz musi stawić czoła przeciwnikom; nie tylko z otaczającego go realnego świata.

Większość ekranizacji gier okazywały się filmowymi klapami. Tłumy fanów chętnych zobaczyć swoją ulubioną grę na kinowym ekranie nabiłaby kolejne kasowe rekordy sprzedaży biletów. Takie adaptacje to typowa pożywka z której żyje Hollywood: kiepski film, ogromny zysk. Czy i tym razem jest podobnie? Opinie są podzielone, bo „Max Payne” nie jest obrazem złym, ale i daleko mu do ideału.

Zastrzeżenia budzi chaotyczna fabuła, która nie dość, że jest niezwykle wolna jak na film akcji, pozbawiona jest też momentów kumulacji emocji. „Max Payne” jest przepełniony wieloma zbędnymi scenami, które nic nie wnoszą ani nie wyjaśniają, a robią wielkie zamieszanie, w którym widzowi ciężko się połapać. Debiutujący scenarzysta Beau Thone z pewnością nie będzie dobrze wspominał tej produkcji. Jego scenariusz jest słaby, nużący i uciążliwie monotonny.

Wszystkim widzom z pewnością spodoba się klimat w jakim utrzymany jest film. Ciemność, mrok, ciągle padający śnieg i deszcz wypadają znakomicie i są idealnym oddaniem atmosfery gry komputerowej. Także scenografia jest prawdziwą rewelację, bo tak jak ww. mroczny klimat również wnętrza są dokładną kopią lokacji znanych graczom z wirtualnego świata. A to musi się im spodobać. Utrzymane w ciemnych barwach budynki i ulice dają (na szczęście wykorzystaną) okazję do pięknych, zachwycających zdjęć.

Grający tytułową rolę Mark Wahlberg radzi sobie bardzo dobrze. Jest pewny siebie i nie ma słabszych momentów. Dynamika i aktorska gracja, z jaką porusza się Max, robi dobre wrażenie. Myślę, że nie jeden z graczy tak właśnie wyobrażał sobie filmowego gliniarza.

Największym rozczarowaniem dla tych z fanów, którzy wcześniej uwielbiali grę, będzie wykorzystanie znanego efektu „bullet time”. Nie dość, że pojawia się on raptem trzy razy, to w kompletnie niedopracowanych momentach. Na szczęście świetnie zmontowana muzyka potęguje klimat. Mimo niedociągnięć film możemy zaliczyć do udanych. Rozczarowani mogą być bardziej wymagający widzowie, czyli głównie gracze kultowej gry.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.