Wracając do SMoK-a. Sukcesy?Największe sukcesy są przed nami w składzie śladowo męskim. Dowiedziałam się, że miasto, województwo ma mnóstwo możliwości finansowych. Przestaje istnieć coś, co było dobrą dziennikarką, złożoną z tak zwanych mocnych mężczyzn. Okazuje się, ze znowu nie ma tego podziału - lepsza, lepszy. Niestety myślę, że to będzie smutna refleksja, ale od kiedy Fenicjanie wymyślili pieniądze to, niezależnie czy to jest fundacja społeczna, stowarzyszenie pozarządowe, układ przyjacielski, zawsze gdzieś tam, albo na początku, albo na końcu tego zdarzenia, pada słowo "pieniądze". To słowo jest podejrzewam kluczem we wszystkim - do Kongresu Kobiet, do równouprawnienia kobiet, bo my mamy bardzo dużo pomysłów, one są na pewno niezwykłe, bo nie wymagają poruszania gór, nie wymagają zmian strukturalnych, ale wymagają poza naszą dobrą wolą, naszym czasem, naszą chęcią, czegoś co nadal ciężko osiągnąć w relacji państwo - instytucje pozarządowe. Są to właśnie pieniądze. Nie chciałam takim pesymistycznym akcentem kończyć tego, ale doskonale wiem, że chodzimy po cieniutkiej granicy nad przepaścią, bo zabraknie nam pieniędzy na przedłużenie czasu, którego nam ciągle brakuje, na wpasowanie się większą ilością osób do działania.
Usłyszałam też wczoraj od moich krytycznie, ale pozytywnie nastawionych koleżanek, że jestem we wszystkim co robię minimalistką, że powinnam pójść na milion, dwa, a nie siedzieć w śmiesznych kwotach, bo one stają się wręcz nierealne, wobec reszty, która osiągi ma podobne, ale finansowo góruje nad naszym festiwalem czy happeningiem. Być może jest to wadą mojego miasta? Będąc około dwadzieścia lat warszawianką inaczej na to patrzyłam, z innej perspektywy, że robię to jako wycinek pewnej działalności, bo za dwa lata wracam do mojego kraju i mojej Łodzi. A ta Łódź ciągle powoduje zły klimat dla naszych działań, trochę wstydliwych, trochę z przyciętymi skrzydłami, nie jest to absolutnie winą kobiet, jest to winą rządzących w tym mieście facetów.
Ostatnie pytanie. Prywatne marzenia?Chciałabym mieć trochę wolnego czasu, na tyle, żeby nie myśleć o jutrzejszym dniu. Chciałabym mieć pewność, że to co robimy, w co się angażuję, nie jest marnotrawstwem czasu mojego i innych. A takie największe marzenie... chciałabym być szczęśliwa.
To taki eufemizm. Czym dla Pani jest to szczęście?To wszystko co może się zdarzyć. Myślę o szczęściu jako o wspólnej, dobrej biesiadzie na trawie w gronie najbliższych, zbieraniu grzybów, jagód. A tak naprawdę chciałabym dziś wieczorem nie myśleć o smutnych zdarzeniach ostatnich dni, tylko móc spokojnie zasnąć.
O bieżących wydarzeniach można przeczytać na stronie
Muzeum Kinematografii w Łodzi.
Rozmowę z
Elżbietą Czarnecką przeprowadziła
Anna Janicka-Galant.
Wywiad został pierwotnie opublikowany na
portalu kobiety.lodz.pl.