Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41084 miejsce

Z kamerą wśród zwierząt

Każda dżungla rządzi się własnymi prawami. Dziś o skomplikowanych relacjach między młodszym a starszym pokoleniem.

"Wyruszam na poszukiwanie przygody! Będę podbijać dzikie lądy i nieznane ziemie, dzielić rzeczywistość i rządzić się własnymi prawami!" - to myśląc, spakowałam swój dobytek i część krwawicy rodziców, by ruszyć w świat. Władcze zamiary opanowania tego globu wymagały bowiem podjęcia radykalnych środków. Nie dodałam jeszcze, że wyniosłam się wtedy na studia i to całkiem niedaleko od mojego miejsca zamieszkania, ale każdy musi od czegoś zacząć...

Młode żółtodzioby, jeśli nie chcą dostać po zębach od życia, muszą się szybko uczyć. Zaczęłam więc od obserwacji. Każda dżungla rządzi się przecież własnymi prawami. Nawet w najbardziej spokojnym miejscu toczy się jakaś bitwa. Po pewnym czasie przebywania w cukierkowej rzeczywistości zrozumiałam, że znalazłam się między młotem a kowadłem w walce na... klimaty. Trzeba było wybierać. Wybrałam więc: stanęłam po stronie... młota.

Do tej pory wydawało mi się, że jestem tak zwanym „młodym starszym pokoleniem” roku 1989 i stanowię obok rocznika 1990 jedno z ostatnich ogniw całkiem wdzięcznie łączących teraźniejszość z przeszłością. Wydawało mi się również, że między nami, przedstawicielami ostatniego komunistycznego pokolenia, a tymi, którzy mieli szczęście przywitać przed nami płodną Matkę Ziemię, istnieje pewna nić porozumienia. Niestety, nić ta okazała się nazbyt cienka i wiek dwudziestu lat otworzył mi oczy na otaczającą mnie rzeczywistość.

Łódzki vulgus profanum, czyli tak zwany tłum pospolity tworzą głównie dwie grupy społeczne: obnosząca się ze swoją awangardą studenteria, a także starsze pokolenie w wieku naszych dziadków. Mówię głównie, bo Łódź to miasto posiadające raczej ludność starzejącą się, jeśli nie brać pod uwagę swoistego miasta w mieście, to jest osiedla przeznaczonego dla jakichś czterech tysięcy takich jak ja, spragnionych nowości włóczęgów dobrowolnie skazujących się na banicję.

Po wnikliwej obserwacji trudno mi jednak dostrzec, o co konkretnie toczy się walka w mieście Łodzi. Na pewno nie o słynne już pieniądze. Moje dłuższe rozważania owocują tylko jednym wnioskiem: chodzi tu o dzierżenie palmy pierwszeństwa. Tak zwana zwycięska grupa trzymająca władzę musi w końcu czerpać z tego jakieś profity. Pytanie tylko: jak duże mają z tego kokosy?

Niektórzy studenci zdają się żyć jeszcze według wpojonych przez tradycję, kulturę i moralność zasad, próbując nawiązać kontakt ze starszym pokoleniem. W oczach sprzymierzonej przeciw niedołężnym staruszkom studenterii może to wyglądać jak zdrada. Pozory jednak mylą. Tak naprawdę postępowanie to opiera się na zasadzie: "dobry glina - zły glina". Gdy jeden student wstaje, drugi zajmuje miejsce staruszce. Uczucie, gdy widzisz jej twarz i zamarłe na ustach "dziękuję" - bezcenne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Reinmar van Hagenau
  • Reinmar van Hagenau
  • 16.02.2011 20:46

Szanowna pani autorko artykułu,

U nas na wiosce, jak babcia pyta - czy pani wysiada? to zazwyczaj chodzi o to, iż pani siedzi przy oknie i stara się wysiąść, bowiem powiedzenie przepraszam ale czy mogłaby się pani przesunąć jakoś tak nieładnie brzmi... Co do reszty artykułu powiem tak - nie widzę związku przyczynowo skutkowego między opisanymi przykładami a tezą artykułu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

cytat z marty:
". Często zastanawiam się, co myśli stojąca obok mnie kobieta, gdy widzi mnie w popularnej ramonie. Słysząc jej grzeczne pytanie: "Przepraszam, czy pani tu wysiada?", odpowiadam mechanicznie: "Ależ nie, nie, proszę, proszę" - gdybym mogła, ściągnęłabym z siebie tę ramonę i rzuciła jej pod nogi. Pytając siebie, skąd u niej takie zachowanie."

Rzeczywiście, pytanie "przepraszam, czy pani wysiada" jest faktycznie zachowaniem przekraczajacym ludzkie pojęcie.
W dodatku ta ramona. Znałam jedną, w piosence, w czasach, kiedy w dzungli nie było studentów, dostająch w Łodzi po zębach od życia.
Ale ramona, którą sie staruszkom pod nogi rzuca?
Reasumując - w imieniu ubranych konwencjonalnie lodołamaczy - przpraszam marto, że istniejemy. Upracie i skrycie, ech, życie, życie...
Na szczęscie droga marto, prócz tego festiwalu geriatrycznego miewacie raz w roku Juvenalia - chociaz tyle!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.