Facebook Google+ Twitter

Z Kaśką roznosiłem ulotki – moje wspomnienie ze stanu wojennego

Zima 1981 roku. Ciężka zima, mnóstwo śniegu i potężny mróz. W kraju wrzało. Strajki w całej Polsce, zjazd Solidarności w gdańskiej Oliwii. Oczywiście w mediach publicznych ani słowa, za to w Radiu Wolna Europa informacja goniła informację.

Sobota 12 grudnia 1981 roku była normalną sobotą

Jeszcze przed wieczorem byłem w domu, wcześniej z kolegami słuchaliśmy listy przebojów Niedźwieckiego. Mimo, iż wszyscy pamiętają ten sławny Teleranek, którego nie było, ja pamiętam inny program, na który czekałem. To miała być pierwsza wideolista przebojów w telewizji publicznej. Niestety z wiadomych przyczyn również nie było listy.

Poranek 13 grudnia 1981 roku

Mama poszła do kościoła. Jak co niedzielę włączyłem telewizor. Śnieżył. Antenę telewizyjną miałem za oknem,, więc zacząłem nią kręcić.. Mama przyszła z kościoła i oświadczyła: "Ty wiesz, że wprowadzili jakiś stan wyjątkowy, włącz telewizor, bo co godzinę w telewizji występuje Jaruzelski i mówi o tym". No i rzeczywiście w okienku telewizora pojawił się on w swoim mundurku i czarnych okularach. Wyglądał jak generał południowo-amerykańskiej junty na tle sztandaru i z zadęciem informował, że solidarność jest nielegalna i w nocy na terenie całego kraju wprowadzony został stan wojenny i godzina policyjna od 22. Potem w dzienniku, "kukiełki" w mundurach informowały, co wolno a czego nie wolno, co należy oddać na milicję oraz że telefony nie będą działać do odwołania. Wśród tych wszystkich informacji jedna była niezwykle pozytywna, "nie idziemy do szkoły... do odwołania!".

Oczywiście za chwilę byłem już z kolegami, chociaż w związku z tym, że komunikacja nie działała, musiałem drałować piechotą ok. 6 km do mieszkania naszej koleżanki Kasi, gdzie zazwyczaj się spotykaliśmy.

U Kaśki o dziwo było już sporo ludzi. Muszę dodać dla potomnych jak się wówczas "nosiliśmy". Młodzi ludzie dzielili się na dwie grupy. Pierwsza to tzw. Popersi z charakterystycznymi grzywami, opadającymi na jedno oko, ubrani w "Szetlandy", sweterki z miękkiej wełny, kupowane na bazarach lub w Peweksach, szerokie spodnie ze szczypankami, słuchający New Romantic ze sztandarowym Classics Nouveau i charyzmatycznym Salem Solo lub Spandaw Baleet i Duran Duran. Drugą grupę stanowili Rockersi. Włosy w klasyczny kaczy kuper, wąskie spodnie i skórzane kurtki. My z kolei gustowaliśmy w metalu ze sztandarowym wówczas AC/DC i Motorehead, Judas Priest, Crokus i polskim TSA. Kto miał możliwości kupował motocykl Junak, czyli polskiego Harleya Davidsona. Były jeszcze Punki.

U Kaśki nie zapomnieliśmy winem uczcić niespodziewanych ferii, jakie nam zafundowano. Kiedy któryś z kumpli zapytał czy ściągamy oporniki i znaczki EA (element antysocjalistyczny) o mało go reszta nie zjadła. Ale jak tu paradować z tymi symbolami oporu na ulicach pełnych milicji i wojska. Postanowiliśmy przepiąć znaczki i oporniki na wewnętrzną stronę kołnierzy kurtek.
Pacyfikacja kopalni Wujek fot arch. solidarności
16 grudnia 1981 roku – Idą , idą pancry na Wujek

Szok. Kopalnia znajdowała się ok. 25 km od nas. Mordowali naszych. Decyzja była natychmiastowa – robimy akcję ulotkową. Dziś już nie pamiętam, co dokładnie zawierała treść, ale na pewno informowaliśmy o bestialskim zamordowaniu górników i nawoływaliśmy do stawiania czynnego oporu wobec komunistycznej zarazy.

Umówiliśmy się, że ulotki będziemy roznosić parami po osiedlach gliwickich. Mnie w udziale przypadło duże osiedle z blokami 11 piętrowymi, które do dziś nosi nazwę Osiedle Zubrzyckiego. Miałem pójść z Kaśką. Następnego dnia rano ok. godz. 9 wszedłem do jej mieszkania. Ekipa sześciu osób już była przygotowana do wyjścia. Materiały propagandowe pochowaliśmy w wewnętrznych kieszeniach kurtek, a butelki z klejem załadowaliśmy do spodni. Zaskoczyła nas nieobecność jednego z kolegów. Do dzisiaj nie wiem, czy to nie był "kret". Później mętnie tłumaczył, że był chory...

Było śnieżnie i mroźno, ale pamiętam, że świeciło słońce.

Osiedle od domu Kaśki oddalone było o ok. 1,5 km. Zanim weszliśmy do pierwszego bloku, minęliśmy chyba trzy patrole wojskowe. W kiosku kupiłem papierosy. To były bułgarskie SD czy coś takiego, ohydne. Na ulicy w odległości ok. 500 m od pierwszego bloku stał wojskowy gazik. To dało nam jeszcze większy powód do ostrożności.

Klatki schodowe nie posiadały domofonów, więc spokojnie mogliśmy wejść do pierwszego bloku. Poprosiłem Kasię o ulotkę, wylałem z butelki płynny klej na ścianę i przylepiłem. Powtórzyliśmy to na paru piętrach, klatka po klatce. Kaśka ciągle mnie popędzała. Szybciej, szybciej. Jacyś ludzie wyszli z mieszkania zobaczyli ulotki i zaczęli czytać. Poprosili o parę dla znajomych. Trwało to ok. 1,5 godz. Po wyjściu zaniepokoiło nas jakieś zamieszanie w okolicy gazika.

Nie zastanawialiśmy się jednak. Ulotki się skończyły, trzeba wracać po następne. Kaśka drżącym głosem wydukała tylko, że obok wojskowych chyba widziała Zbyszka.

Chłopcy nie wracali. Wtedy już wiedziałem, że musiała być wsypa...

CDN.

ZOBACZ INNE WSPOMNIENIA ZE STANU WOJENNEGO:
— Witold Janowicz: Z Kaśką roznosiłem ulotki
— Jadwiga Kowalczyk: Kuzynka przepisywała wywrotowe wierszyki – wspomnienie stanu wojennego
— Beata Biały: Mała apokalipsa warszawskiej nastolatki
— Ewa Kowalska: Czy stan wojenny zabrał nam młodość?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Panie Witoldzie miałam wtedy 9 lat i jak dziś pamiętam ten dzień jak nie było teleranka,przyszłam wtedy z mamą z kościoła, mama włączyła mi telewizor a tam Jaruzelski który mówił o stanie wojennym.
Bardzo dobra historia.
P.S. Izabela J

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję i wedle życzenia, proszę bardzo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ tylko proszę o ciąg dalszy. Rzadko czyta się coś tak wciągającego

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krótkie zdania. Treść bogata. Czytanie między wersami. Znane nam już wyczucie chwili: czy to przeszłe czy terazniejsze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chętnie (od razu) przeczytałbym dalszy ciąg. Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Janku pisz. Historia widziana z różnej perspektywy jest zawsze interesująca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo prawdopodobne , że to nie była lista przebojów Niedźwieckiego, ale jakaś lista to była. Wspomnienia z przed ćwierć wieku są ulotne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W czasie stanu wojennego uczyłem się chodzić w samym centrum wydarzeń czyli w Gdańsku. Zabawne, że mam z tego okresu parę bardzo intensywnych wspomnień. Jest zomo, gaz łzawiący, pojawia się i sam Lech Wałęsa - nie wiem czy wspomnienia małego dziecka są godne artykułu, ale mogę spróbować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za podjęcie tematu. Przeczytam dokładnie w domu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.