Facebook Google+ Twitter

Z nieba do piekła i z powrotem. Lech remisuje z Juventusem

Po dramatycznym spotkaniu i trafieniu w doliczonym czasie gry, Lech Poznań zremisował z Juventusem Turyn w I kolejce fazy grupowej Ligi Europy. Bohaterem meczu jest nie kto inny, jak Artojoms Rudnevs, który zaliczył hat-tricka.

Mało kto spodziewał się, że Lech Poznań, nawet ze Sławomirem Peszko w składzie, będzie w stanie pokonać Juventus Turyn. Ten jednak w ostatnim czasie nie zachwycał, a braki kadrowe i nienajlepsza atmosfera w szatni dawały cichą nadzieję na popsucie szyków przeciwnikowi.

Lech nie przestraszył się utytułowanego przeciwnika i od pierwszych minut postawił na atak. Doświadczeni defensorzy rywala z uwagą śledzili ofensywne poczynania i oddalali niebezpieczeństwo od własnej bramki. Z czasem Juve zaczęło się rozgrzewać i rozpoczęło nacieranie „Kolejorza”. Szczególnie widoczny był 36-letni Alessandro del Piero, który próbował zaskoczyć Krzysztofa Kotorowskiego ze stałych fragmentów oraz sprytnym strzałem pod poprzeczkę z ostrego kąta. Doświadczony golkiper w obu sytuacjach nie zawiódł i wspaniałymi interwencjami uratował swoich kolegów.

Juventus sprawiał coraz lepsze wrażenie, natomiast Lech oczekiwał na kontrataki. Po jednym z nich, Felipe Melo sfaulował w polu karnym Sławomira Peszko, a arbiter bez wahania pokazał winowajcy żółtą kartkę i wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł aktywny od początku Artjoms Rudvens, który w 14.minucie wygrał wojnę nerwów i pewnym uderzeniem zmylił Aleksandra Mannigera i wyprowadził ekipę mistrza Polski na sensacyjne, ale bardzo budujące prowadzenie.

Na Estadio del Alpi zapachniało niespodzianką, a porażka ze zdecydowanie niżej notowanym przeciwnikiem była dla Włochów dużą plamą na honorze. Lechici podniesieni na duchu starali się grać inteligentnie, zwłaszcza w obronie. W 23.minucie miejscowi mieli okazję, lecz Kotorowski obronił strzał z jedenastu metrów Vicenzo Iaquinty. Gospodarze nie spisywali się najlepiej i grali bardzo niedokładnie i bez pomysłu. Tymczasem w 30.minucie podopieczni Jacka Zielińskiego zdecydowali się na atak. W pole karne wbiegł Stilić, którego uderzenie wybronił Manniger. Futbolówkę bez powodzenia dobijał Krivec, lecz gola udało się zdobyć, a uczynił to po raz drugi, zupełnie niepilnowany Rudnevs. Lech prowadził już 2:0 , a takiego obrotu spraw spodziewał się chyba mało kto.

W kolejnych minutach, poznaniacy kontynuowali swoją wcześniejszą filozofię gry. Okazało się to być skutecznym rozwiązaniem, bo przeciwnik nie grał zbyt wymagająco i miał problem z wyprowadzeniem składnej akcji i oddaniem celnego strzału, a w niektórych momentach brakowało im szczęścia. Mimo słabej postawy gospodarze zdobyli kontaktowe trafienie. W doliczonym czasie gry po zagraniu z kornera, del Piero, zawahanie Arboledy wykorzystał Giorgio Chiellini i głową pokonał Kotorowskiego.

Turyńczycy rozpoczęli drugą połowę od dużego C, a obrona Lecha nie mogła pozwolić sobie na żaden błąd. Niestety w 50.minucie po wrzutce z rzutu rożnego del Piero, Kotorowski minął się z piłką, co wykorzystał Chiellini, po raz drugi wpisując się na listę strzelców.

W odpowiedzi z daleka, ale obok słupka strzelał Peszko. Drużyna z Wielkopolski była jednak trochę podłamana faktem utraty dwubramkowej przewagi, spisywał się gorzej w defensywie i pozwalał Włochom na zdecydowanie za dużo, co przyprawiało kibiców i ich samych o wysokie ciśnienie. Z bardzo dobrej strony pokazywał się jednak Kotorowski, który we wspaniały sposób wybronił m.in. świetną próbę z rzutu wolnego doświadczonego del Piero.

Niegdyś znakomity napastnik reprezentacji Włoch był wyróżniającą się postacią w ekipie „Starej Damy” i pełnił funkcję motoru napędowego. Prócz podań, imponował celnymi uderzeniami. W 68.minucie oddał fantastyczny strzał z ponad 30 metrów i umieścił piłkę w siatce wysuniętego Kotorowskiego. Gol przepięknej urody, ale dla fanów Lecha był to prawdziwy horror. „Kolejorz” stracił praktycznie wiarę w swoje możliwości i grał tak jakby przestraszył się rywala. Brakowało dobrych, składnych ataków, a wszelkie próby ich tworzenia były niwelowane.


Trener Jacek Zieliński chcąc wprowadzić do gry trochę świeżości desygnował na murawę trzech napastników, tj. Artura Wichniarka, Joela Tshibambę i Jakuba Wilka, co było dość rzadkim posunięciem taktycznym, ale w tej sytuacji nie było nic do stracenia. Duch walki w ekipę z grodu Przemysława powrócił, lecz bez okazji próżno było myśleć o korzystnym wyniku. Z kolei gospodarze także próbowali podwyższyć prowadzenie.
Kotorowski zachowywał jednak zimną krew i wybronił uderzenie Thiago Motty.

Gdy wydawało się, że Lech zejdzie z boiska jako przegrany, w doliczonym czasie gry Rudnevs, przepięknym uderzeniem z 25 metrów, umieścił piłkę pod poprzeczką i dał poznaniakom gol na wagę jednego punktu, a sam rozegrał mecz życia. Lech po dramatycznym, pełnym walki spotkaniu zremisował z Juventusem 3:3. Mimo wielkich męczarni, utraty cennego prowadzenia kibice powinni być zadowoleni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

liliana tytuszenko
  • liliana tytuszenko
  • 23.09.2010 12:34

kamil zieliński proszony o nieudzielanie się

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mały błąd. Juventus nie rozgrywa swoich meczów na Stadio Delle Alpi, a na Stadionie Olimpijskim w Turynie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie dobrze oddana atmosfera widowiska!

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Atmosferę meczu" czułem raz. W Dortmundzie, na meczu Polska - Niemcy. Szał. Polski sektor, ogółem 70 tysięcy kibiców, skandowane zawołania. Róg! Róg! Gol! Gol! I podobne. Potęga. Ale z samego meczu mało co widziałem. Ot, 2-centymetrowe figurki przesuwające się w dole.
Dlatego powyższy tekst jest dla mnie prawdziwą relacją sportową. Widać, że Daniel zna się na piłce. Czuje ją, potrafi opisać. Cóż, jak widać można też  fantazjować, że tylko obecność na miejscu wydarzeń się liczy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widzę, że nadal piszesz o tym, co każdy mógł widzieć w telewizji. Ode mnie jeden, bo to ma mało wspólnego z relacją sportową. Nie ma w tym emocji, czegoś co można poczuć tylko będąc na stadionie. Trudno "czuć" mecz o którym się pisze, widząc go na ekranie telewizora, nie ważne czy jest to piłka nożna, ręczna, koszykówka, żużel czy inna dyscyplina. Nie nazywaj tego relacją sportową, raczej streszczeniem tego, co widziałeś w telewizji. Nie oddasz nigdy atmosfery meczu, na którym nie byłeś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.