Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

127223 miejsce

Z pamiętnika młodego tłumacza - burak w gabinecie

Angelika - młoda nauczycielka matematyki. W piątkowy ranek obudziła się z ogromnym bólem pleców. Nie mogła usiąść, ani się wyprostować. Okazało się, że większy ból dopadł ją w gabinecie lekarskim.

Wszystko dzieje się na obozie Polskiego Języka Migowego w Murzasichle. Tutaj grupa głuchych lektorów uczy słyszących, słabo słyszących i głuchych studentów arkanów PJM. Jest też grupa tłumaczy, która szkoli się w tłumaczeniu polskiego języka wizualno-przestrzennego.

W piątek, 16 lipca 2010 roku o godzinie 8 rano zeszliśmy jak zwykle na śniadanie. Okazało się, że brakuje Angeliki. Ktoś powiedział, że źle się czuje. Po godzinie dowiaduję się, że nie może wstać z łóżka, nie może nawet usiąść. Zapada decyzja - jedziemy do lekarza. Obowiązki dziewczyny przejmuje jej kolega z grupy lektorów - Michał. Będzie prowadził zajęcia dla studentów sam.

Informuję moją grupę tłumaczy, że jadę z Angeliką do lekarza - będę jej tłumaczem, bo dziewczyna jest głucha. Spytaliśmy gaździnę, gdzie znajduje się najbliższy gabinet lekarski i pojechaliśmy do Poronina. Baliśmy się, że w Zakopanem będzie ogromna kolejka. Podjeżdżamy pod przychodnię, wchodzimy, Angelika stawia ostrożnie kroki. Pani w rejestracji zakłada kartę, chora ma dowód osobisty, legitymację ZUS-owską, jest sympatycznie. Okazuje się, że nie ma kolejek, więc siadamy i czekamy aż lekarz zaprosi nas do gabinetu.

Po krótkiej chwili wchodzimy, lekarz zadaje podstawowe pytania - co się stało? - czy wczoraj chora coś dźwigała? Ja każde pytanie tłumaczę na Polski Język Migowy, odpowiedź na foniczny. W pewnym momencie lekarz pyta mnie - kim pan jest? Odpowiadam, że tłumaczem, ale doktorowi chyba chodziło o to, czy jestem z rodziny, bo po chwili wyprasza mnie z gabinetu, bo ma zbadać pacjentkę. Przetłumaczyłem Angelice, że muszę wyjść, bo teraz będzie badana.

Stoję za drzwiami i czekam aż lekarz skończy badanie i będę mógł wrócić do gabinetu, aby dalej tłumaczyć. Przez drzwi słyszę, że mówi coś o tabletkach - jedna rano, jedna wieczorem. Po pewnym czasie drzwi się otwierają - chcę wejść do gabinetu, ale mijam się z zapłakaną Angeliką, która kieruje się do wyjścia. Idę za nią.

Kartka na której Angelika zadała pytanie i otrzymała odpowiedź. / Fot. Fot. Krzysztof OstanówkoOkazało się, że badanie trwało chwilę, natomiast przez większość czasu pacjentka próbowała zrozumieć, co lekarz chciał jej powiedzieć. Kiedy kilkakrotnie sugerowała, że tłumacz stoi za drzwiami, że chce tłumacza, lekarz pokazywał przeczący gest. Ponieważ nie wiedziała co z nią jest, napisała na kartce: "czy to są korzonki?" na co doktor pokręcił przecząco głową. Ona znowu poprosiła o tłumacza, wtedy lekarz na tej samej kartce napisał coś niewyraźnie (można odczytać jedynie "lędźwiowo - krzyżowe"). Później wypisał receptę i wizyta się skończyła.

Siedząc w samochodzie Angelika popłakała się ze zdenerwowania. Młoda, sympatyczna dziewczyna, nauczycielka matematyki w szkole dla głuchych, która przez ostatnie dwa tygodnie szkoli słyszących, została potraktowana jak człowiek gorszej kategorii. Dla niej ten ból był o wiele gorszy od tego, na który dostała receptę. Najbardziej boli ją to, że nie miała możliwości dowiedzenia się, co jej dolega. Nie wymagała przecież tłumacza z przychodni, sama o niego zadbała.

Obecnie Angelika bierze lek przeciwbólowy, który przepisał jej lekarz. Czuje się lepiej. Niestety jedynie fizycznie...


*********************************
Od autora:
Chciałbym w tym miejscu poprosić wszystkie osoby czytające ten tekst, które mają styczność z klientami, pacjentami, bądź petentami o to, aby pozwoliły wykonywać pracę tłumaczom.
Jestem w stanie zrozumieć lekarza jeśli uznał, że nie udzieli mi informacji, bo nie jestem członkiem rodziny pacjentki. Ale pacjentka życzyła sobie mojej obecności. Dzięki tłumaczeniu byłaby w stanie zrozumieć co lekarz chciał jej przekazać.
Niestety takie historie zdarzają się notorycznie, więc ten pan nie jest odosobnionym przypadkiem.
Nie chcę być posądzony o stronniczość, więc zobowiązuję się, że w jednym z najbliższych artykułów opiszę jakie są obowiązki tłumacza, jak wyglądają zasady etyki w tym zawodzie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 17.07.2010 00:55

Gdy czytałam ten artykuł, sądziłam, ze sprawa pochodzi sprzed wielu, wielu lat, tak archaiczne zachowanie i sposób myślenia pokazał ów lekarz z gór. Nie nadaje się ten pan do pracy jako lekarz, bo nie stosuje się do podstawowych zasad etycznych - Primum non nocere - po pierwsze nie szkodzić.
W Polsce lekarze składają Przyrzeczenie Lekarskie, gdzie jeden z punktów brzmi:
"Przyrzekam według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek"
Chyba pan doktor nie zrozumiał treści przyrzeczenia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No burak z tego lekarza , czyli trzeciej białej śmierci (pierwsza - sól, druga - cukier, trzecia - lekarz pierwszego kontaktu. Ale nie ma się co dziwić. W Poroninie i okolicach pewnie nie ma osób niesłyszących i facet zgłupiał gdy do gabinetu weszła Angelika. W mojej rodzinie wychowuje się dwoje dzieci niesłyszących i problemy z ich traktowaniem przez tzw. normalne osoby znam dobrze.
Pozdrawiam - Krzysztofie. Dobrze, że poruszyłeś ten temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.