Facebook Google+ Twitter

Z pamiętnika pasażera łódzkiego MPK

Centrum Łodzi, 15.50. Cóż za wspaniały dzień. Szefowa pozwoliła mi wyjść z pracy 10 minut przed czasem. Wreszcie będę wcześniej w domu i obejrzę mój ukochany serial. Zbieram się szybciutko i biegnę na przystanek. Za 5 minut mam tramwaj.

Uff, zdążyłam - mam jeszcze minutę. Stoję zdyszana na przystanku, a ze mną czeka jeszcze kilka osób.

Minęło pięć minut. Znów nie ma tramwaju - albo utknął w korku, albo się zapalił. A może wypadł z szyn? W tym tygodniu zdarzyło mu się to już trzy razy... Albo, jak w zeszłym miesiącu, jeden wagon pojechał prosto, a drugi skręcił. W tym mieście jest wszystko możliwe. E, tam. Wąsowicz - prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego zapewniał dziś na konferencji prasowej, że jego tramwaje nie mają opóźnień i są w świetnym stanie technicznym. Jasne.

Wiem! To na pewno sprawka kosmitów. Albo... Palikota! Ten to potrafi nawet zepsuć samolot, sprawić, że cesarz Japonii się pochorował, a w samej Japonii trzęsie się ziemia. Co to dla niego za trudność sprawić, aby tramwaje znikały. Jeden, drugi, trzeci...

Czekam już trzydzieści minut i nic. Zero tramwaju, zero informacji. A może to sprawka Ziobry? On ma ponoć coś wspólnego z zerami...

Na przystanku zgromadził się już niezły tłum - dzieci, młodzież, dorośli, starsze osoby. Pełen przekrój wiekowy. Co ciekawe, wszyscy rozmawiają o tym samym - o MPK i prezesie tej miejskiej spółki. "Łubu dubu, łubu dubu! Niech nam żyje prezes naszego klubu! Niech żyje nam" - tak z pewnością wszyscy zaraz zaczną skandować na cześć prezesa Wąsowicza i jego niezawodnego taboru. Wszyscy - jak jeden mąż. Integracja i solidarność - to będą od teraz sztandarowe hasła pasażerów MPK oczekujących godzinami na tramwaj - cud techniki, dzięki któremu za jedyne 2,40 zł mogą bezpiecznie, szybko i komfortowo wrócić do domu pojazdem marki Mercedes.

Patrzę na zegarek - 17.15, czyli stoję tu ponad godzinę. No nic, czas zabrać się za lekturę. Jakie to szczęście, że w liceum nie przeczytałam "Potopu". Jak dobrze pójdzie, to wreszcie odhaczę tę pozycję na liście przeczytanych książek. Albo raczej, zamiast "Potopu" przeczytam śnieżycę, bo zaczął padać śnieg. Porzucam Sienkiewicza i razem z innymi pasażerami lepimy bałwana pośrodku przystanku.

18.00 - jest tramwaj! Hurra, to cud! Prawdziwy cud! Na pewno gdzieś w pobliżu jest premier Tusk. Albo jakiś inny platformers - w końcu PO obiecywała nam cuda.

Ale ścisk w tym tramwaju - nawet palcem u nogi nie mogę ruszyć. Jednak śledzie mają bardziej komfortowe warunki w swoich puszkach.

Dobra, już nie marudzę. Trzeba się cieszyć z tego, co się ma - a tramwaj jest i nawet w miarę płynnie mknie do przodu. Za trzydzieści minut będę na krańcówce* - świetnie. Potem jeszcze tylko piętnaście minut piechotą i jestem w domu.

A właściwie, to powinnam się przeprowadzić do np. Koluszek albo do Warszawy. Do stolicy już wkrótce będzie się jechać tylko pięćdziesiąt minut, a i pewnie bilet na pociąg tańszy niż nasze łódzkie migawki*. Nie to, żebym miała coś do MKP i Wąsowicza, ale do Warszawy będę szybciej wracać z pracy. I imprezy lepsze! Może wybiorę się nawet na koncert jakiejś światowej sławy gwiazdy? W Łodzi na razie nie ma na to szans ze względów czysto "lokalowych".

Postanowione: witaj Warszawo i PKP!

Ten felieton dedykuję wszystkim mieszkańcom Łodzi, którzy tę historię przeżywają codziennie od lipca 2007 roku, czyli momentu rozpoczęcia budowy Łódzkiego Tramwaju Regionalnego i i będą ją przeżywać do końca listopada tego roku, czyli do momentu zakończenia rozbudowy i modernizacji przez Łódzką Spółkę Infrastrukturalną sieci wodociągowo-kanalizacyjnej, które to inwestycje znacznie "utrudniły" poruszanie się po Łodzi czy to pieszo, czy samochodem czy środkami komunikacji miejskiej.

Słownik żargonu łódzkiego:
*krańcówka = pętla
*migawka = bilet miesięczny

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 16.03.2009 00:32

Zawsze tak jest jak coś jest publiczne no za wyjątkiem domów publicznych bo te z reguły bywają prywatne i działają całkiem sprawnie. W "naszym" państwie popularnie zwanym III RP Jest jeszcze dużo rzeczy publiczne co prawie zawsze przekłada się na drogie i źle działające. Jakieś poważniejsze zmiany mogą nastąpić dopiero kiedy przesiądziemy się na inny okręt a nie przez zmianę sterników.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziekuję ;)

Niestety, pracuję w centrum miasta, a a mieszkam na peryferiach, co oznacza jakieś 12 km trasy do domu. Trudno byłoby wrócić na pieszo... Wiosną może przesiądę się na rower ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.