Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37981 miejsce

Z pamiętnika podróżnika. Przez granicę polsko-białoruską

Kuźnica Białostocka jest małym miasteczkiem, które znajduje się około 60 kilometrów od Białegostoku. Niby nie ma tam na czym oka zawiesić, ale przy dworcu kolejowym sytuacja wygląda inaczej. W tym miejscu możemy spotkać wszystkich, którzy zarabiają na handlu przygranicznym. Każdy biega, nikt nie ma na nic czasu i wszędzie słychać tylko głosy: - Masz papierosy? Masz wódkę?

Stacja kolejowa w Kuźnicy Białostockiej. Licencja: Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0, Aut: PKP / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Stacja_kolejowa_Ku%C5%BAnica_Bia%C5%82ostocka.jpgPrzeciętny człowiek nie znajdzie w tym miasteczku nic ciekawego. Oprócz stojących i żujących bez stresu trawę krów na polu. Romantyk, być może zwróci uwagę na domki, pięknie sąsiadujące z naturą i same lasy, lasy i jeszcze raz lasy dookoła. To ciche i spokojne miasteczko, gdzie każdy każdego zna, i często wieczorami sąsiad zagląda do sąsiada na herbatkę i nie tylko. A jednak…

Przy dworcu kolejowym sytuacja wygląda inaczej. Tu cały czas toczy się życie. Ludzie, „wylewają” się z pociągu relacji Grodno - Kuźnica, Kuźnica - Grodno. W tym miejscu możemy spotkać wszystkich, którzy zarabiają na handlu przygranicznym. I robią to skutecznie. Każdy biega, nikt nie ma na nic czasu i wszędzie słychać tylko głosy: - Masz papierosy? Masz wódkę?

Ale zacznijmy od początku.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w Grodnie. Jestem zwykłym studentem, który czterdzieści minut temu spokojnie jadł sobie śniadanie w domu, żegnał się z rodzicami, zabierał bagaż i wybierał się w siedmiogodzinną podróż do Warszawy.

No i jestem na grodzieńskim dworcu kolejowym. Jest 9:15 rano. Zaspany, z wielką nadzieją kupienia biletu do Kuźnicy Białostockiej, podchodzę do kasy i jak zwykle zostaję zrugany, że nie mam drobnych. Do tego akurat już się przyzwyczaiłem, wiec nie zawracam tym sobie głowy. Po udanym zakupie przeważnie mam w zanadrzu około 40 - 45 dodatkowych minut. I właściwie dopiero teraz zaczyna się prawdziwa podróż. Po pierwsze, stoję w kolejce na której końcu zostanie sprawdzony mój bilet, potem stanę w kolejce na końcu której ktoś sprawdzi mój bagaż. Na końcu stanę w takiej, w której zostanie sprawdzony mój paszport. Po trzeciej "odprawie" wejdę do poczekalni, gdzie mogę odpocząć i na jakiś czas z ulgą przysiąść… Albo zrobić zakupy w sklepach bezcłowych.

Jeszcze mniej niż rok temu za ok. 13 dolarów amerykańskich dało się tu kupić litr wódki i karton papierosów „Marlboro”. Miejscowi handlarze jeżdżą z tym towarem, sprzedają „znajomym” w Polsce i wracają z powrotem, też z towarem. Praca niełatwa - same stresy. Ale o tym później.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Wielu polskich studentów mogłoby pozazdrościć Autorowi biegłości w posługiwaniu się językiem, Wypatrzyłam dwa drobne rusycyzmy, poza tym tekst bez zarzutu. Jak napisała Mirosława - żywe słowo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeżywałem to z 17 razy a ostatni był chyba najciekawszy jak mi straż pograniczna Białorusi zabrała paszport bo nie miałem meldunku .Przez to pociąg był opóźniony ze 40 minut .

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Ciekawa kartka z pamiętnika. Żywe słowo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.