Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14083 miejsce

Z pamiętnika Wiktorii Sadowskiej: część III

Ciągłe uroczystości weselne, dawanie posagów, kataklizmy (oberwanie chmury), zniszczenie zbóż doprowadziły do tego, że gospodarstwo zaczęło podupadać.

Dziadek całymi dniami pracował w polu / Fot. Wincenty SadowskiA mieliśmy piękne dwa kare konie, którymi bardzo się cieszyliśmy, niestety jeden złamał nogę. Trzeba go było dobić, a drugiego sprzedano i trzeba było kupić kolejne. I tak jedno nieszczęście pociągało drugie, bo w ciągu następnych pięciu lat padły nam jeszcze dwa konie. Trudne to były lata, podatki były wysokie, a ogółem zaczęło się bezrobocie. A, że gospodarstwo było położone za wsią i pod lasem, często nas okradano.

Żyło nam się ciężko, zwolniono służącą i siostra Maria mając 15 lat wykonywała razem z mamą bardzo ciężkie gospodarskie prace. Za dwa lata trzeba było zwalnić służącego a biedny ojciec sam całymi dniami pracował końmi w polu. Najstarszy brat Czesław miał dopiero 9 lat. Ojciec był bardzo dobry, nikomu nie odmówiał pomocy i często był przez ludzi wykorzystywany. W styczniu 1934 r. rodzice ojca obchodzli złote gody. A że dziadkowie Szoferowie mieli tylko dwóch synów, więc doczekali się 11 wnuków.

Rodzina Szoferów / Fot. Wincenty SadowskiJesienią 1935 r. umiera babcia Szoferowa, a w styczniu 1936 r. umiera dziadek Szofer. Za miesiąc umiera drugi dziadek Mikołaj Marchewka. A życie toczy się dalej w trudzie i mozolnej pracy, lecz jesteśmy już starsi i mocniejsi. Skończyłam już 16 lat i tamtej zimy jeździłam do Nowego Tomyśla do znajomej poduczyć się szycia. Z siostrą Marią należałyśmy do organizacji młodzieżowej, więc miałyśmy to wiejskie życie trochę urozmaicone.

Spotkania młodzieży przy studni / Fot. Wincenty SadowskiW 1936 r. wysyłają mnie na kurs wychowania fizycznego, abym nasze wiejskie dziewczyny czegoś nauczyła. To co mogłam to im przekazałam, nauczyłam różnych tańców, mieliśmy wycieczki, a zimą na naszych wiejskich scenach graliśmy różne sztuki teatralne. Dużo współpracowałam z naszym kierownikiem szkoły podstawowej, to on był doradcą i pomocą. Zimą 1937 r. organizacja włościanek, do której też z siostrą Marią należałyśmy, urządziła kurs prasowania sztywnej bielizny, w którym też brałyśmy udział. Wtenczas mężczyźni nosili kołnierzyki u koszul na sztywno prasowano. Za rok bierzemy udział w kursie gotowania i pieczenia.

Odpoczynek i posiłek przy pracy w polu / Fot. Wincenty SadowskiOczekiwanie na zajęcia kulturalne przed szkołą / Fot. Wincenty SadowskiSpotkania młodzieży wiejskiej / Fot. Wincenty Sadowski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 23.11.2009 12:00

Historia faktycznie ciekawą jest, ileż to tajemnic skrywa sama w sobie, podziwiam autora za nie odwlekanie w czasie z jej przedstawianiem :) Ciąg dalszy do części IV znajduje się tu link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Antoni, ciesze sie bardzo.))
Ciekawa historia, prawda?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.11.2009 17:18

Pani Lidio:) dzięki Pani komentarzowi który przewijał się na stronie głównej trafiłem bezpośrednio na część III :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawe rodzinne wspomnienia.
Mamy okres wojenny... czekam na ciąg dalszy.
Pozdrawiam.))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.