Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

67045 miejsce

Z "Portretu Doriana Graya" zostały tylko ramy

Z oryginalnej powieści Oskara Wilda, nawiązującej do modernistycznego estetyzmu, zostało w spektaklu Michała Borczucha niewiele. Prawdziwi dandysi przełomu XIX i XX wieku zostali w TR Warszawa zastąpieni przez karykatury naćpanych gejów, rodem ze światka tzw. celebrytów.

 / Fot. Stefan Okołowicz, mat. TR WarszawaPrzyznam, że do tej pory spektakle Michała Borczucha, mówiąc eufemistycznie, nie zachwyciły mnie. Nie podzielałam głosów krytyki, która okrzyknęła go „młodym gniewnym”, jednym z rewolucjonistów teatru, zwłaszcza że widziałam "Wielkiego człowieka do małych interesów" w Teatrze Starym, a w warszawskim Dramatycznym spektakl „Leonce i Lena”. Opuściłam jednak zasłonę miłosierdzia na tamte „dzieła” i jeszcze raz postanowiłam posłuchać głosu Borczucha, tym razem w spektaklu, opartym na „Portrecie Doriana Graya”, opowieści o człowieku, który zapragnął, by jego uroda i młodość nigdy nie przeminęły. Jego marzenie spełniło się; starzał się jego portret, a nie on sam. Jednego tylko Dorian nie przewidział, że wszystkie grzechy jego cynicznego życia, wszystkie jego zbrodnie, spowodują, że obraz stanie się odrażającym odbiciem jego duszy.

Jeszcze przed premierą reżyser zapowiadał, że w tej scenicznej adaptacji, nawiązując do kanwy powieści czyli do utopijnych marzeń o nieśmiertelności, pokaże kondycję współczesnych dandysów, którzy, podobnie jak Dorian, za wszelką cenę starają się przedłużyć swą młodość. Jej kult w naszych czasach przybiera wręcz karykaturalne oblicze, zamysł reżysera wydawał się więc trafiony. Znacznie gorzej wygląda jego realizacja.

Bohaterowie Borczucha są odrażający, narysowani grubą kreską, jakby pochodzili z komiksu o gejach. Z estetyzmem Wilde’a mają niewiele wspólnego, z tekstem oryginalnym też. Artystę-malarza Bazila zastąpił Bazil - sfrustrowany malarzyna, homoseksualista (Sebastian Pawlak), zaś hrabiego Harrego Wottona, naćpany rockman, o skłonnościach biseksualnych (Tomasz Tyndyk). Rozważania o roli sztuki, w wykonaniu obu postaci są raczej nieporozumieniem. Ich wizerunek tak nie przystaje do deklarowanych poglądów, że właściwie marna gra nie ma już większego znaczenia. To co manifestują, nie dowodzi bólu istnienia, spowodowanego wyższymi, metafizycznymi przeżyciami, nie wynika ze zmagań artysty z nędznym życiem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Bardzo dziękuję. Tak, Beatko, zgadzam się, no chyba że bulwersuje po coś :-) Tu nie było tego "po coś". Ja nie żałuję, że obejrzałam spektakl, ale faktycznie innych nie namawiam :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo lubię czytać profesjonalnie napisane recenzje (5*). Szkoda, że przedstawienie nieudane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.