Facebook Google+ Twitter

Z powodu opieszałości sądu dziewczynka nie może zostać adoptowana

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-09-25 10:52

Ma trzynaście miesięcy i jest śliczna. Byłaby najszczęśliwszą dziewczynką na świecie, gdyby miała prawdziwy dom. Co najmniej kilka par chciałoby adoptować małą. Nie mogą tego zrobić, bo łódzki sąd od miesięcy nie znajduje czasu, żeby nadać dziecku imię i nazwisko.

Jak długo trzeba czekać na prawdziwą rodzinę, przekonują się boleśnie podopieczni Domu Małego Dziecka w Łodzi / Fot. Dziennik ŁódzkiKolejne terminy posiedzeń są jednak odraczane, bo sąd jest albo na urlopie, albo na zwolnieniu. - Od tygodni wydzwaniam do sądu, ale słyszę wciąż to samo: dziewczynka nadal nie ma imienia i nazwiska, ponieważ sędzia ma wolne albo wypoczywa na wakacjach. Jeżeli nic się nie zmieni, to mała zamiast do rodziców adopcyjnych, trafi do domu małego dziecka - denerwuje się dyrektor Szolc-Kowalska.

Dziewczynka przyszła na świat 1 lipca ubiegłego roku w łódzkim szpitalu im. Madurowicza. Matka uciekła ze szpitala, lekarzom i pielęgniarkom podała fałszywe dane. Policji nie udało się jej odszukać. Po kilku tygodniach pobytu na szpitalnym oddziale preadopcyjnym dziewczynka trafiła do tzw. pogotowia rodzinnego, które zajmuje się dziećmi najwyżej 12 miesięcy. W Archidiecezjalnym Ośrodku Adopcyjno-Opiekuńczym na dziecko czeka ponad 100 par. Wszystkie zaliczyły kursy i wypełniły formalności, aby zostać rodzicami. - Są wśród nich tacy, którzy chcą adoptować naszą bezimienną dziewczynkę - mówi dyrektor Anna Szolc-Kowalska. - Odwiedzają ją w rodzinie zastępczej.

Niejawne posiedzenie sądu, podczas którego dziecku nadawane są imię i nazwisko, jest formalnością. Odbywa się bez ławników, za zamkniętymi drzwiami. Dlaczego więc łódzki sąd od tygodni nie jest w stanie zebrać się, by nadać tożsamość dziewczynce? Joanna Rotert-Grzybowska, prezes Sądu Rejonowego dla Łodzi-Widzewa, apeluje o wyrozumiałość. - Proszę nas zrozumieć, też jesteśmy ludźmi, męczymy się. Musimy wypocząć. Mamy też prawo się rozchorować. A spraw do rozpatrzenia jest mnóstwo... - tłumaczy.

Psycholog Elżbieta Bogacz z ośrodka wczesnej interwencji dla dzieci z zaburzeniami rozwoju nie ma wątpliwości, że przekazywanie dziecka z rąk do rąk może zaburzyć jego rozwój emocjonalny. - Z badań wynika, że małe dziecko może najwyżej trzy razy znieść zmianę domu i opiekunów. Potem pojawia się choroba sieroca. Gdy dorośnie, wchodzi w związki bez przyszłości, płodzi dzieci z przypadku, które często lądują w domach dziecka i kółko się zamyka - mówi Elżbieta Bogacz.

W łódzkich domach dziecka przebywa 500 maluchów, zaledwie dziesięć procent ma uregulowaną sytuację prawną, czyli mogą zostać adoptowane. Z powodu przepełnienia, na przyjęcie do domów dziecka ponad rok czeka 280 dzieci. Większość pochodzi z patologicznych rodzin. Ewa Sowińska, rzecznik praw dziecka, uznała, że sprawa bezimiennej dziewczynki jest bulwersująca. Obiecała natychmiastową interwencję w sprawie. Wczoraj po południu sędzia Jarosław Papis, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi, poinformował nas, że na 15 października został wyznaczony termin ustanowienia opiekuna prawnego dziewczynki. Do tego czasu powinna otrzymać imię i nazwisko. - Postaramy się uporać z procedurami, żeby dziewczynka trafiła do prawdziwego domu na Boże Narodzenie - obiecał sędzia Papis.

* * * * *

O dzieciach, takich jak maleństwo urodzone 1 lipca ubiegłego roku, mówi się: "podrzutek". Dziewczynka bez imienia i nazwiska jest podrzutkiem do kwadratu. Najpierw nie chciała jej rodzona matka, potem kobieta, której dane podała podstępna położnica. Poharatane przez los dziecko było już w kilku miejscach, najwyższy czas, by znalazło się w kochającej rodzinie. Ale do tego potrzebny jest sąd. To wymiar sprawiedliwości musi jej nadać imię i nazwisko, a potem ustalić opiekuna prawnego. Sąd nie chce szybko rozpatrzyć sprawy, bo sędziowie wczasują. Dyrektor ośrodka adopcyjnego jest poruszona, bo dotąd nie spotkała się z takim wykrętem. Maleńka łodzianka padła ofiarą niedbałości już po raz drugi. Gdyby ktokolwiek w szpitalu zweryfikował dane podane przez matkę, obyłoby się bez procesu o zaprzeczenie macierzyństwa. Teraz wystarczyło, żeby tuż po uprawomocnieniu się lipcowego wyroku w sprawie o zaprzeczenie macierzyństwa wyznaczyć termin ustalenia imienia i nazwiska. Rozumiem, że sędziowie są przemęczeni, że mają na głowie mnóstwo absorbujących spraw. Zawodowych i nie tylko. Rozumiem, że są ludźmi, którym należy się wypoczynek. Ale jeżeli tkwi w nich choć odrobina człowieczeństwa, powinni odczuć, że ceną, dla nich pewnie niewielkiej zwłoki, jest cierpienie bezbronnego dziecka. Dla niego nawet kilka, kilkanaście dni to wieczność.
K. W.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Znam dwa przypadki, kiedy adopcję albo ustanowienie opiekuna prawnego sąd załatwiał błyskawicznie. W ciągu kilku dni. Wystarczyło mieć interes prawny i być prokuratorem , sędzią...I dobrze , ze załatwili to szybko, chodziło przecież również , a nawet przede wszystkim, o dobro dzieci. Tylko dlaczego inne takie sprawy wloką się niemiłosiernie ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.