Facebook Google+ Twitter

Z prędkością 84 groszy za kilometr

Tak zwana "kilometrówka" jest liczona posłom za każdy przejechany kilometr prywatnym samochodem w celach służbowych. Rocznie parlamentarzyści mogą pobrać maksymalny zwrot do ponad 35 tysięcy złotych.

Prędkościomierz. http://www.flickr.com/photos/powerbooktrance/74265444/ / Fot. flickr84 grosze za każdy przejechany kilometr własnym samochodem w celach służbowych. Tyle mogą odbierać posłowie. Określony przepisami limit na pokrycie takich kosztów zatrzymuje się na 3,5 tys. km miesięcznie. Obliczenia niezbicie dowodzą, że jednostek rozrachunkowych, zwanych powszechnie złotówkami, będzie dla maksymalnej kwoty zwrotu dokładnie 35 103,60 zł. Rocznie można zatem przejechać 41,790 kilometrów, czyli okrążyć Ziemię wzdłuż równika i powinno jeszcze zostać, choćby na spacer.

W ubiegłym roku, co czwarty poseł wydał maksymalną kwotę na służbowe przejazdy prywatnym autem. To aż 114 parlamentarzystów. Na tak zwaną "kilometrówkę" Sejm wydał od początku kadencji do końca 2013 roku około 26 mln złotych.

Za rekordzistę zdolnego wycisnąć maksymalne kwoty zwrotu uważa się Przemysława Wiplera. Wiceprezes Kongresu Nowej Prawicy oprócz ponad 35 tys. złotych rocznie "kilometrówki", dodatkowo pobierał kwoty za korzystanie z taksówek. Za rok 2013 odebrał z tego tytułu 9142,2 tys. złotych. Zastrzega się przy tym, że w jego przypadku to konieczność wynikająca z racji sprawowanej funkcji. Setki wykładów i spotkań w najróżniejszych miejscach wymagają sprawnego wykonywania mandatu posła. Zwraca przy tym uwagę na pomijany aspekt poruszanego zagadnienia: "A kto policzy, ile wykładamy na przejazdy z własnej kieszeni?" - mówi Wipler na łamach Dziennika.pl.

Ciekawostką są maksymalne zwroty pobierane przez parlamentarzystów nie posiadających samochodów. Takim posłem jest Jolanta Szczypińska (PiS): "Nigdzie nie jest napisane, że poseł musi jeździć swoim autem. Przepisy pozwalają na użyczenie pojazdu od innej osoby" - odnotowuje słowa posłanki Dziennik.pl. Należy dodać, że Jolanta Szczypińska posiada prawo jazdy.

Wśród polityków tej kadencji, są i tacy, którzy nie zwrócili się ani razu o zwrot kosztów używania prywatnego auta w służbowych celach. Takich osób jest 19, m.in. były premier Donald Tusk, obecna premier Ewa Kopacz, Jarosław Kaczyński, Leszek Miller, czy Janusz Piechociński. Wystarczają im służbowe limuzyny.

Poza tym wszyscy posłowie mogą korzystać z floty pojazdów Kancelarii Sejmu. Teoretycznie jest to oczywistym przywilejem posła, w praktyce nie obywa się bez pewnych problemów. Do ich dyspozycji jest 60 samochodów i 51 kierowców, których utrzymanie kosztuje około 80 tysięcy złotych miesięcznie.


źródło: Dziennik.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.