Facebook Google+ Twitter

Z wizytą w urzędzie pracy

Powszechnie wiadomo, że lipiec to sezon ogórkowy. Nie dzieje się nic ani w handlu, ani w polityce. Niewiele też dzieje się w Powiatowym Urzędzie Pracy w Łodzi przy ul. Kilińskiego. W ciągu roku bywało inaczej...

W chłody w Urzędzie ciepło


Marzec 2012 - brudne szare przedwiośnie. Na dworze chłód i plucha. Jestem bezrobotna. W Urzędzie Pracy melduję się już o 8, by uniknąć kolejek. Skoro o 8.15 otwierają, nie powinno być problemów. Nic bardziej mylnego. Kiedy tylko przekroczyłam próg, moim oczom ukazał się przeraźliwy tłum. Pod samym wejściem na klatkę schodową, prowadzącą do sali A, gdzie przyjmuje się petentów na tzw. wizyty, ustawiła się już grupa podchmielonych mężczyzn, którzy przepychają się między sobą i odgrażają każdemu, kto próbuje podejść bliżej. Kiedy otwierają się drzwi na klatkę, pijani panowie popychają jakiegoś młodego chłopaka i starszą panią. Nikt nie reaguje. Żadnej ochrony, żadnych protestów ze strony zgromadzonych ludzi. Jest im wszystko jedno.

Poczekalnia przed salą A. Na pierwszy rzut oka widać, że jesteśmy w Unii. Francja-elegancja. Krzesełka w rzędach, maszyna z bilecikami, dużo stanowisk, wszystko skomputeryzowane. Pięknie. Po chwili jednak ze smutkiem zauważam, że to jednak Polska. Z piętnastu stanowisk pracują trzy. Panie urzędniczki powoli załatwiają sprawy petentów, rozmawiają ze snującymi się bez celu praktykantami, którzy do niczego chyba się nie przydają. To wszystko trwa strasznie długo. Zaczynam podejrzewać, że może faktycznie urzędnicy prowadzą z petentami jakieś wywiady lub szukają im pracy. Wizja jednak nie trwa długo. Szybko dochodzą mnie słuchy z sali, że to tylko rutynowe "odhaczanie" zapisanych i nie ma co mieć nadziei. Na razie nie daję temu wiary i nastawiam się pozytywnie.

Bujne życie bezrobotnych


Siedzę już ponad godzinę. Nudzę się, więc obserwuję ludzi. Zauważam panią, która szybko wychodzi z sali wprost do czekającego na nią mężczyzny, który trzyma w ręku jej futro i modną skórkową torbę. Pani ubierając się, ustala już przez iPhone'a spotkanie biznesowe. Za ową panią z sali wytacza się pan po trzydziestce. Widać, że chociaż przydałaby mu się proteza górnej szczęki, woli wydawać pieniądze na tanie wino. Nie dotrzeźwiał nawet z okazji bytności w Urzędzie. Obok mnie usiadła dziewczyna po dwudziestce. Wyraźnie nie potrafi odnaleźć się w sytuacji... Kręci się niespokojnie, nie wie, dokąd ma iść i po co. Po chwili zaczepiają ją młodzi ludzie o niewybrednym słownictwie. Przyszli w pięciu odprowadzić kolegę. Mimo chłodu ubrani są w dresy i cuchną piwem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.