Facebook Google+ Twitter

Z Wrocławia przez Kanadę na szefa Siemensa w Europie

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-10-16 08:37

Człowiek sukcesu, którym jest George Michniewicz okupił karierę setkami wyrzeczeń, a pamiętamy go jako mistrza ceremonii i miłośnika zabawy. Kiedy znalazł się na rozdrożu potrafił się pozbierać i wypłynąć na powierzchnię.

George Michniewicz w drodze do domu opowiada mi o swojej karierze zawodowej za granicą / Fot. Zbigniew KowalewskiGeorge Michniewicz nie tylko wpłynął na szeroki przestwór oceanu, ale dostał skrzydeł i szybuje w przestworzach. Ten dobrze znany w środowisku inżynierów awiacji, jest absolwentem Lotniczych Zakładów Naukowych we Wrocławiu na Psim Polu. Z tego miejsca, gdzie przed wiekami Niemcy ponieśli sromotną klęskę, Jurek Michniewicz ruszał w daleki świat, by w końcu zatrzymać się w Berlinie. Potężnie zbudowany, wysoki mężczyzna otrzymał od życia porządną lekcję pokory.

Nie od razu zajął się lotnictwem. Najpierw pływał po morzach i oceanach świata. Turbiny silników lotniczych niewiele w końcu różnią się od turbin okrętowych. Drobna różnica wagi i gabarytów nie zmienia faktu, że zasada działania jest podobna. Jako fachowiec przyjmował wyprodukowane silniki okrętowe i doglądał ich montażu na jednostkach udając się też w próbny rejs. W tym okresie, podczas pracy inżyniera, specjalisty od budowy silników na Dalekim Wschodzie, popularyzował tam polskie kino organizując przeglądy polskich filmów w Wietnamie, Laosie i Korei.

Czym on się nie zajmował, w ponurych latach stanu wojennego i w gorącym okresie Solidarności? Rzadko tu bywał, najrzadziej we Wrocławiu, aż w końcu ostatecznie wywiało go w ślad za rodzeństwem do Kanady. Tej samej pachnącej żywicą w książkach Wańkowicza, ale na co dzień okrutnej i bezwzględnej dla nowo przybyłych gastarbeiterów. Chociaż skończył Wydział Budowy Silników Lotniczych, a po studiach na Politechnice Wrocławskiej otrzymał tytuł inżyniera schował dyplom wyższej uczelni pokazując komisji kwalifikacyjnej dyplom technika LZN.

Ta szkoła była po prostu bardziej znana za Oceanem i dzięki temu dostał pracę w kanadyjskim przemyśle lotniczym. To był najgorszy okres próby charakteru, wytrzymałości i sprawdzian wartości osobistej. Wcześniej pracując w przemyśle stoczniowym był powszechnie szanowanym inżynierem.
Pracując jako przedstawiciel polskich przedsiębiorstw za granicą był poważany i słuchany. W Kanadzie musiał słuchać poleceń ludzi z niższym wykształceniem a nawet doświadczeniem. Myjąc w benzynie części przeznaczone do regeneracji nabawił się egzemy. Kiedy już wahał się, czy wytrwać na najniższym szczeblu zawodowym w Orenda Aerospace Corporation nieoczekiwanie przyszła pomoc. Starszy inżynier dostrzegł, że George jest bardziej oblatany, niż całe towarzystwo przy taśmie produkcyjnej. Pozwolił mu godzić dodatkowe kursy językowe i techniczne z pracą. Nocą wkuwał wiadomości, dniem pracował... prawie nie spał.

Kiedy po szczęśliwie zdanych egzaminach awansowano go na stanowisko samodzielnego inżyniera z własnym gabinetem George Michniewicz poczuł, że jest panem własnego losu... Nie na długo.
W Kanadzie przemysł lotniczy zaczynał się chylić ku upadkowi i z dawnych potentatów Avro, czy De Havilland pozostały tylko niewielkie zakłady Boxer, w których do dzisiaj pracują polscy inżynierowie. Wykorzystaliśmy te jego osobiste doświadczenia i kontakty proponując mu przeprowadzenie rozmów z polskimi pracownikami słynnych zakładów AVRO. Rejestracja wywiadu George'a Michniewicza z pilotem, oblatywaczem - Januszem Żurakowskim w jego domu na tzw. Kaszubach w Barry's Bay. / Fot. Zbigniew Kowalewski

To był ostatni wywiad George'a Michniewicza z żyjącym wówczas pilotem - oblatywaczem, Januszem Żurakowskim. To on, słynny ZURA wraz ze Spudem Potockim oblatywał pierwszy skomputeryzowany odrzutowiec ponaddźwiękowy za oceanem - AVRO ARROW. Interwencja Stanów Zjednoczonych spowodowała klęskę programu budowy tego modelu samolotu i w konsekwencji upadek zakładów lotniczych z masowymi zwolnieniami. Takie były koszty uległości rządu Kanady wobec żądań wielkiego sąsiada. Wzbogacony o historyczną wiedzę George potrafił szóstym zmysłem wyczuć koniunkturę tam, gdzie ona zaledwie kiełkowała. Dostrzegł swoją szansę w nowej placówce zakładów Siemensa rozszerzającego swoje wpływy na cały świat. Pierwsza placówka przyjęła polskiego inżyniera z otwartymi ramionami doceniając to, co usłyszeli o nim z własnego wywiadu personalnego.

George Michniewicz pochodząc z Europy Wschodniej instruował swoich zachodnich partnerów, jak negocjować ze specyficznym przecież klientem. Niestandardowe zachowanie, duże możliwości konsumpcyjne, wokalne i znajomość pieśni z wyczuciem improwizacji procentowało udanymi transakcjami. Zamiast zapraszać ludzi do wykwintnych restauracji Jurek Michniewicz często woził gości na ognisko w kanadyjskiej głuszy i to stokrotnie bardziej zbliżało ludzi z dwóch przeciwnych stron negocjacyjnego stołu. Jak było potrzeba, to i woda ognista się znajdowała, a także specjały rodzimej kuchni, w której polski inżynier jest prawdziwym mistrzem.

Siemens miał nadzieję, że Michniewicz pozyska również dla niego nowych partnerów w branży i zamożnych klientów. Kiedy po zaproszeniu George'a Michniewicza na największy ukraiński poligon wojskowy, ten wystrzeliwał w Nikołajewie rakiety niczym rasowy żołnierz. Bardzo szybko pojmował, o co w tym wszystkim chodzi. Inżynierski nos, wyczucie charakteru ludzi, z którymi obcuje, zyskało mu sympatię i wielkie zainteresowanie mediów. Tam właśnie, w ukraińskiej telewizji mówił do odbiorców codziennego programu: "Never say never!"...zawsze jest nadzieja. Nigdy nie jest tak źle, by jeszcze nie mogło być gorzej.
George Michniewicz z... nie z żoną, lecz córką pilota RAF, Krystyną Brochocki promującą w Kanadzie szybowiec konstrukcji "Casper Wing". / Fot. Zbigniew Kowalewski

Nikt z nas nie ma prawa uważać się za najbardziej skrzywdzonego przez los i nieszczęśliwego. Nawet będąc w biedzie możesz jeszcze wspomóc uboższego od siebie człowieka. Wiem coś o tym, bo doświadczyłem z jego strony miłosierdzia w najcięższym dla mnie okresie po śmierci żony. George z niejednego pieca jadł chleb, więc przyzwyczajony jest do dyscypliny. W Kanadzie po sprzedaży pierwszego wyremontowanego mieszkania wprowadził się do lokum o nieco wyższym standardzie. Tak przez kilka lat zmieniał mieszkania na coraz droższe i wygodniejsze.

Teraz mieszka w Missasagua pod Toronto, ale pracuje w Berlinie, gdzie został wysłany na nową placówkę Siemensa, jako jeden z głównych dyrektorów tej korporacji. Miał rok na naukę języka niemieckiego, ale skoro poradził sobie z angielskim, to była dla niego zwykła powtórka... No cóż, teraz ma 55 lat, więc nie wszystko wchodzi do głowy, jak w młodości. Niemniej jednak niejeden maturzysta mógłby George'owi pozazdrościć kondycji, otwartości psychicznej na świat i ludzi, a przede wszystkim wielkiej fantazji.

Przyjeżdża do Polski z żoną Ślązaczką i synami, by oni czuli Polskę, nie tracili kontaktu ze starym krajem. Istny wulkan energii i pełen entuzjazmu przed nowym wyzwaniem George Michniewicz jest żywym przykładem, że chcieć, to znaczy móc. George bierze przykład z legendarnego polskiego konstruktora śmigłowców Franka Nicholasa Piaseckiego, który nawet w chorobie mawiał do nas z uśmiechem na twarzy: "Nie poddawaj się, nie poddawaj się!" To są dobre, sprawdzone w życiu rady mądrych ludzi sukcesu. Sukcesu, który zawdzięczają przede wszystkim sobie. W końcu to prawda, że Polak potrafi!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Bardzo ciekawy artykuł. Dotąd nie czytałem bo powstał "trochę wcześniej" niż w ogóle zacząłem tu zaglądać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawe. (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.