Facebook Google+ Twitter

Z zachodu na wschód Afryki wraz z Franem Sandhamem

Jak wygląda samotna, piesza eskapada z zachodniego wybrzeża Czarnego Lądu na wschód, ku Oceanowi Indyjskiemu? Wszystkich chętnych, pragnących poznać zmagania globtrotera, Frana Sandhama, który taką trasę przebył, zapraszam do jego książki.

Okładkę zaprojektowała Magdalena Antoniuk / Fot. Okładka książki

Samotna wędrówka przez Afrykę - traversa


Traversa w języku angielskim oznacza pieszą wędrówkę przez Afrykę. Od razu zaznaczmy, że Fran Sandham nie jest pionierem tego typu przedsięwzięcia. Przed nim robiło to wielu śmiałków i to z powodzeniem, na dodatek niektórzy, jak chociażby szkocki misjonarz, David Livingstone w dwóch kierunkach. Livingstone najpierw przeszedł trasę ze wschodu na zachód kontynentu, by następnie pokonać ją z zachodu na wschód. Jego też w wiktoriańskiej Anglii okrzyknięto pionierem samotnej wędrówki w poprzek kontynentu afrykańskiego. Zresztą niesłusznie, bo pierwszymi byli dwaj Afroportugalczycy, czterdzieści lat przed Livingstonem.

Ale należy uczciwie oddać cześć naszemu bohaterowi, gdyż wyprawę odbył w pojedynkę i nie dla żadnych zasług, nie w celach odkrywczych czy też dla reklamujących go sponsorów. Jak słusznie bowiem zauważył, owi sponsorzy żądali by „coś w zamian”, a jak sam założył „podróż do Afryki miała być jego podróżą”. Ba, jak opisuje, odmawiał nawet chętnym, którzy chcieli zabrać go „na stopa”:
- Nikt się nie dowie, że pana podwieźliśmy - kusił kierowca.
- Ale, ja będę wiedział - odpowiadał Sandham.

To skąd czerpać finanse na, bądź co bądź, nie najtańszą wędrówkę od atlantyckiego wybrzeża do Oceanu Indyjskiego, nie wspominając już o samym dotarciu na kontynent afrykański z Londynu? Skromna pensja księgarza wymusiła na Sandhamie przyciśnięcie pasa przez dłuższy okres, nim zdołał odłożyć na wyprawę. W odstawkę poszły używki, dobre jadło i napitki, a do pracy miast jazdy busem, pozostawała piesza marszruta.

Z Namibii do Tanzanii


Co, tak naprawdę kierowało Sandhamem, że zdecydował się na tak niebezpieczną wyprawę w pojedynkę, rzec by można i to nie bez podstaw, szaleńczą wędrówkę. Wszak dystans pięciu tysięcy kilometrów do pokonania, w ukropie afrykańskiego słońca za dnia i w temperaturze poniżej zera nocą, na wysokości ponad 2000 m n.p.m., nie należy do wycieczek rekreacyjnych.
Jednakże pewnego sylwestrowego wieczora globtroter-Fran podjął taką decyzję, co później zdefiniował: Zrozumiałem, że tkwi we mnie obsesyjne pragnienie, by sprawdzić, czy pozostało jeszcze coś z Afryki wiktoriańskich odkrywców, i najlepiej się tego dowiedzieć nie z rozpraw naukowych poświęconych ich dokonaniom, ale przemierzając kontynent.

Czytaj dalej --->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.