Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2337 miejsce

Za co kocham piłkę nożną? Przeczytaj moją historię

Często zastanawiam się nad tym dlaczego tak ją kocham, za co? Przeczytaj ile dla mnie znaczy, jak pragnąłbym się z nią związać w przyszłości... Ona, piłka nożna... Zapraszam do przeczytania mojej własnej historii.

Maciej Żurawski. / Fot. Remigiusz SzurekZacznijmy od początku, opowiem o tym jak zainteresowałem się tym sportem, ile dla mnie znaczy, dlaczego nie gram zawodowo oraz jak pragnąłbym się z nim związać w przyszłości.

Wielu ludzi, a jest wśród nich zdecydowana większość kobiet, powie: piłka nożna? Śmieszny sport, 22 dorosłych facetów biega za kawałkiem skóry. Ot, zabawa dla prostych ludzi, którzy nie umieją grać w bardziej wymagające sporty typu golf, czy szachy... Dla mnie, jak zapewne i dla wielu innych, piłka nożna to nie jest tylko sport. To coś więcej. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że dla mnie ta dyscyplina to sposób na życie! Tak, właśnie tak!

Od początku…

Przyszedłem na świat pod koniec lat osiemdziesiątych w okresie dominacji takich klubów jak Górnik Zabrze, Ruch Chorzów, czy poznański Lech. Na początku za bardzo nie interesowałem się piłką, tym co dzieje się w piłkarskim świecie oraz tym, że te właśnie kluby w ogóle istnieją, et cetera. Wiadomo, jako kilkuletnie dziecko płci męskiej ganiałem z kumplami, budowałem szałasy, chodziłem po drzewach oraz oczywiście kopałem w piłkę. Pamiętam, że graliśmy bardzo często, najlepiej po obiedzie aż do wieczora, dopóki nie zawołano nas wszystkich do domu. Bardzo się takie mecze przeżywało, wiadomo, każdy ma ambicje by wygrywać, szczególnie mały chłopak.

Kiedy zacząłem się właściwie interesować piłą nożną? Jakoś tak w wieku 12 lat, chociaż pamiętam, że czasami mecz oglądałem na siłę, poniekąd sam się do tej czynności zmuszając. Dziwna sprawa… Z czasem człowiek zbliża się do tego, co go w życiu interesuje i co lubi robić. Pamiętam, że byłem „ciekawym” dzieckiem. Czemu? Byłem kolekcjonerem. Po prostu zbierałem masę rzeczy, z reguły mało przydatnych. Były to pudełka po zapałkach, opakowania po chipsach, czekoladach, znaczki pocztowe, monety, potem nadeszła era podkładek pod piwa, czyli tak zwanych wafli, których udało mi się zebrać kilka tysięcy. W końcu w wieku około 14-15 lat zacząłem kolekcjonować autografy piłkarzy. Wreszcie znalazłem hobby, które mnie wciągnęło najpoważniej z dotychczasowych, sprawiło, że piłka nożna stała się bliższa. Co mnie tak naprawdę do tego skłoniło?

Tytuł gazety sportowej po meczu w Rzymie, który Biała Gwiazda zremisowała 3:3. / Fot. Fot. Remigiusz SzurekZatem po kolei. Będąc na wakacjach w Zakopanem, to był chyba rok 2003, z „Tempa” dowiedziałem się o zgrupowaniu drużyn pierwszoligowych przebywających właśnie pod Giewontem, dokładnie w Centralnym Ośrodku Sportu i Rekreacji. Wraz z bratem i kolegą, zakupiwszy wcześniej markery oraz zeszyty, wyruszyłem zdobywać jakże cenne autografy! Pamiętam, że czekaliśmy na danych piłkarzy, gdy ci akurat przebierali się na trening. Każdy z nich złożył swój podpis na kartce. Jakie to były drużyny? Wisła Płock z Irkiem Jeleniem i Marcinem Wasilewskim oraz Szczakowianka Jaworzno z Ryśkiem Czerwcem i Adamem Kompałą w składzie. Najlepsze, że dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się od kogo tak naprawdę mam autograf. Przypomina mi się jedno śmieszne zdarzenie, które miało miejsce na łowach autografów. Buszując w poszukiwaniu piłkarzy, dostrzegliśmy z kolegą trzech bramkarzy na środku boiska treningowego. Nie namyślając się nawet chwilę ruszyliśmy po podpisy. Skąd mogliśmy wiedzieć, że ci akurat wykonują ciężką pracę treningową. Jeden z nich, czeski bramkarz Ivo Schmucker, z wielką nieśmiałością powiedział nam cicho, a właściwie zapytał co my tu robimy? Szybko się podpisał, wytłumaczył, że teraz trenuje i jak go trener przyuważy to będzie po nim! Nerwowo się porozglądał, naprawdę się chłop przestraszył, miał 200 cm wzrostu, więc wyglądało to ciekawie. Najważniejsze jednak, że zdobyliśmy to, po co przyszliśmy!

Tak właśnie zaczęła się przygoda ze zbieraniem autografów, które z przerwami zbieram do dziś (głównie wysyłanie listów za granicę z prośbą o pamiątkę). Potem były jeszcze zgrupowania Wisły Kraków, również w Zakopanem, z juniorem Błaszczykowskim, Marcinem Kuźbą, Tomkiem Frankowskim, ale już bez Kosowskiego, czy mojego idola Żurawskiego.

Znalezienie swojego ukochanego klubu, spełnione marzenie fana

Jak wspomniałem, moim idolem był Maciej Żurawski. Gwiazda Wisły Kraków, potem również i reprezentacji. Był najlepszym zawodnikiem ligi, piłkarzem lepszym od innych ligowców o kilka klas. Strzelał gole jak chciał i kiedy chciał. Mogę tylko powiedzieć, że moja prawdziwa przygoda z piłką zaczęła się właśnie od niego i od klubu, który był wtedy na topie.

Był rok 2002 chodziłem wtedy do gimnazjum. Wisła Kraków plasując się za Legią Warszawa, zdobyła tytuł wicemistrza kraju. Nadeszła jesień i występy w pucharze UEFA. Legia odpadła dość wcześnie przegrywając dwumecz z Schalke 04. Wisła trafiła na Parmę (wcześniej eliminując irlandzki Glentoran Belfast oraz słoweńskie Primorje Ajdovscina). Pierwszy mecz i porażka 2:1 we Włoszech po bramce Żurawskiego. To co stało się w rewanżu jest dla mnie takim jakby początkiem bycia "zajaranym" piłką!

Pogrom Parmy w Krakowie. Mecz, który zapamiętam do końca życia. / Fot. Fot. Remigiusz Szurek14 listopada 2002 roku. W szkole myślałem tylko o tym meczu, na nic innego po prostu tego dnia nie zwracałem uwagi. Wieczorem siedziałem już w wygodnym fotelu wpatrzony w 21-calowy ekran starego telewizora marki Samsung. Do 71 minuty przegrywaliśmy po bramce Brazylijczyka Adriano, mało kto wierzył, że stanie się cud. Ale stał się… 71. minuta, strzał Kamila Kosowskiego z rzutu wolnego, piłka podskakuje przed rękami bramkarza Parmy. Remis i walka do końca! 80. minuta magiczny Żurawski na 2:1 i dogrywka! Tłukłem się po dywanie jak oszalały. Potem cicha modlitwa do Boga o zwycięstwo Wisły i 3:1! Żurawski! Włochów dobił jeszcze Daniel Dubicki strzelając na 4:1. Noc życia! Wisła gromi! Nie mogłem spać, na drugi dzień wykupiłem wszystkie gazety głoszące o wygranej i oprawiłem je w ramę. To spotkanie będzie we mnie tkwiło już do końca życia. Miałem łzy w oczach ze szczęścia, dla takich chwil warto żyć! Wisła doszła wtedy do 1/8 finału, odpadając dopiero po meczach z Lazio, a Maciek Żurawski został (wraz z Henrikiem Larssonem) najlepszym strzelcem rozgrywek.

Marzyłem o spotkaniu z Żurawiem, w ogóle to uważałem się za jego największego kibica. Nigdy go nie krytykowałem, zawsze zazwyczaj w rozmowie z innym kibicem go broniłem. Był dla mnie symbolem, symbolem wielkiej Wisły, człowiekiem, który sprawił, że pokochałem piłkę. Gdy w 2005 roku odszedł z Polski do Szkocji, do słynnego Celticu, z jednej strony się cieszyłem, że będzie grał w Lidze Mistrzów (polskim klubom dużo trudniej się tam dostać aniżeli szkockim), ale z drugiej byłem załamany, gdyż Wisła została bez swej najlepszej gwiazdy, ja zostałem bez ulubionego piłkarza. Takie jest jednak życie… Gdy strzelał w Szkocji, mimo iż nie oglądałem meczów z jego udziałem (sprawdzałem wyniki na telegazecie) to cieszyłem się ogromnie. Największą radość sprawił mi jego gol w derbach Glasgow, dający zwycięstwo Celtom 1:0. Pamiętam, że po prostu czułem, że Żuraw w tym meczu coś pokaże i nie pomyliłem się!

Cały czas chciałem się z nim spotkać, myślałem nawet o wycieczce do Szkocji, co jednak mi się nie udało. Potem, gdy byłem na wyjeździe za granicą dowiedziałem się, że przeszedł do Larissy. Brat pisał mi w SMS- ach, że Żurawski może przejdzie do Wisły, ja cieszyłem się już z samej informacji, że możliwy jest sam wariant ponownej gry Żurawia w Polsce. Niestety… wybrał Grecję, jego wybór.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

levy
  • levy
  • 19.01.2011 09:59

Za nic. Nie cierpię ćwierć inteligentnych gwiazd i spędu tłumów na stadionach. Kiboli przemilczę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja tam plusa nie dam, bo każdy z nas mógłby podobną historię napisać ; )

Ale czytało się miło i ciekawie. Liczyłem, że w końcu Maćka spotkasz ; ) Ciekawa sprawa. Sam kiedyś latałem za autografami, a kiedyś w Gdańsku był jakiś jubileusz Boba Kaczmarka. Co za frajda! Dudek mi dawał autograf, a było tylu chętnych, że po prostu wziął mój długopis i zaczął nim podpisywać inne fotki itp., długopisu już nie odzyskałem, ale wszystkim opowiadałem jak JD "ukradł" mi mazaka... potem musiałem inny skombinować, żeby dalej "łowić".

Kurcze, ale późno z piłką zacząłeś... Ja pierwsze jazdy na futbol miałem na Euro 96'. Naklejki, skarby kibice i mój idol od zawsze na zawsze - Alan Shearer! Zawsze chciałem, żeby zagrał w "moim" Manchesterze United. Odmówił Fergusonowi - szacunek. Ale zawsze mi tego brakowało...

Największa moja zajawka miała miejsce w 2002 roku na MŚ. Mam do dzisiaj wszystkie wycinki z gazet, opisy meczów... poza dwoma. Brakuję mi relacji z dwóch meczów 1/8 finału :/ Doła miałem przez kilka tygodni, że przeczyłem... ale już mi przeszło : )

Zawsze prowadziłem jakieś zeszyty ze statystykami. www.wygrajlige.pl i te sprawy, to jest chleb powszedni ; )

Komentarz został ukrytyrozwiń

Doskonały artykuł, jestem kibicem Lechii Gdańsk i tak samo nie mogę się obyć bez meczów mojego ukochanego klubu.

Wielki +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.