
Z portalu mogą korzystać uczniowie ze szkół podstawowych, gimnazjów, a także liceów. Użytkownicy umieszczą wybrane zadanie na stronie portalu, następnie zaznaczą poziom trudności i wykształcenia, a dane ćwiczenie wędruje do profesjonalisty. Korker.pl funkcjonuje od niedzieli, a już zaczyna cieszyć się zainteresowaniem.
Założycielka serwisu, pani Diana Drozd, nawiązała współpracę z 15 korepetytorami. Podkreśla jednocześnie, że pomagając nie otrzymują oni żadnych pieniędzy. Jedynym wynagrodzeniem osób współdziałających z portalem jest możliwość zareklamowania siebie. Dodatkowo mogą wyrobić sobie renomę w rankingu najlepszych korepetytorów. I tutaj role odwracają się, ponieważ to uczniowie wystawiają ocenę za wykonanie pracy domowej.
Deklarację o udziale w projekcie wypełniło kilkaset uczniów, a na stronie znalazły się pierwsze, zgłoszone zadania. Autorka serwisu twierdzi, że portal jest doskonałą alternatywą dla osób, których nie stać na korepetycje (koszt dodatkowych lekcji waha się w granicach 60 zł).
Cały serwis działa dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej, co dodatkowo bulwersuje. Pani Diana otrzymała 40 tys. zł w ramach projektu "Wsparcie oraz promocja przedsiębiorczości i samozatrudnienia". Kwotę tę przyznała Agencja Rozwoju Regionalnego SA. Jest to instytucja, która została wybrana, aby rozdysponować środki na rozwój przedsiębiorczości. W biznesplanie pomysłodawczyni stwierdziła, że dofinansowanie przeznaczy na portal: "służący wymianie wiedzy i rankingowi korepetytorów". Marcin Wygoda z sądeckiej agencji uważa, że serwis jest świetnym pomysłem. Jednocześnie pytany o stronę etyczną, dodaje, że autorka w swoim biznesplanie nie wspomniała o odrabianiu za uczniów pracy domowej.
Portal budzi sprzeczne emocje. Rodzice uczniów przyznają, że zdarza im się odrabiać pracę domową za swoje pociechy. Niekiedy jednak zadania przerastają ich wiedzę, więc chętnie poszukają pomocy na portalu. Z drugiej jednak strony, automatycznie nasuwa się pytanie czy nie dajemy młodzieży przysłowiowej ryby, zamiast wędki. Natomiast oburzenie rośnie w kręgach wykładowców. Janusz Majcherek, publicysta, filozof dostrzega w całej idei portalu oczywisty cel - zarabiania na słabym punkcie polskich szkół.