Nowy Rok – nowe szanse. Tak, to coś w sam raz dla mnie! Obiecuję sobie, że zmienię swoje życie, chociaż w połowie. Zacznę chodzić na siłownię, rano biegać, częściej spotykać się z przyjaciółmi, schudnę 200 kilo, zapomnę o George'u Michaelu...
By być lepszą wersją siebie
Oczywiście nasze przyrzeczenio-wyrzeczenia nie ograniczają się do rozruszania kości, mięśni i innych ciałek śpiących, nie niebieskich. Otóż, miłość – mit od wieków pasożytujący na sercach, portfelach i swobodności bez makijażu. Kupa gówna, w którą każdy kiedyś wlezie i nie uchronią go nawet gumofilce. Właśnie z jej powodu w noc sylwestrową jedni upijają się jak trup, inni płaczą w poduszkę, a jeszcze inni balangują na imprezie owocnej w nowe znajomości, początki świeżych miłości. Z Nowym Rokiem miłość, albo kwitnie, albo niknie, a wraz z nią ostatnie nadzieje na spotkanie królewicza z bajki, albo zapomnienie o draniu, który złamał serce. To ostatnie bywa najtrudniejsze. „Odi et amo” – nienawidzę i kocham. Miliony zakochanych walczy ze sobą by znów nie dać się porwać niszczącemu uczuciu. W końcu ostatniego dnia starego wypchanego wspomnieniami roku postanawiamy raz na zawsze skreślić z życia nieszczęśliwą miłość. Czasem się udaje.
Nie należy jednak przesadzać z pomysłami na lepszą wersję siebie. W rok nie staniemy się nową Matką Teresą z Kalkuty, nie zdobędziemy tytułu Sportowca Roku, ani nie ukończymy studiów medycznych na Harvardzie. Za to na wyciągnięcie ręki mamy kredyt w banku Millenium, wygraną w Lotka, bądź rozgrywkę o milion z Hubertem Urbańskim. Są mniejsze i większe marzenia - każde równie fantastyczne.
I tak to już z postanowieniami bywa, że przyzwyczajenia i wygoda, jakiej nabyliśmy w poprzednim etapie życia nie pozwalają na zmiany. A zmiany są potrzebne! Nieważne czy na lepsze, czy na gorsze. Z nimi życie nabiera sensu i staje się ciekawsze. Każde wspomnienie to wspomnienie, każdy rok to rok, każde życie to życie. Na koniec krzyczę wszystkim „słodkiego miłego życia”, spełniajcie swoje marzenia, zmieniajcie się ludzie i róbta co chceta!