Facebook Google+ Twitter

…za taką samą pracę? (1)

Pierwszy z serii artykułów dotyczących płac kobiet i mężczyzn. Jest kilka prostych zasad ekonomicznych,które tłumaczą, czemu mężczyźni i kobiety zarabiają tyle,ile zarabiają,oraz czemu zarzuty o dyskryminację płacową kobiet są bezpodstawne.

Praca mężczyzn i kobiet nie jest taka sama nie tylko na tym samym stanowisku. / Fot. http://www.oil-gas.com.pl/page.php?4W niniejszym artykule zajmę się kwestią różnic w zarobkach mężczyzn i kobiet od strony teoretycznej, wykazując, że w świetle praw ekonomii niemożliwym jest niższe opłacanie kobiet ze względu na ich płeć. W kolejnym artykule zajmę się pierwszym empirycznym czynnikiem różnicującym jakość pracy kobiety i mężczyzn, wpływem ciąży i wychowywania dziecka na produktywność pracowników. W trzecim z serii artykułów omówię dalsze empiryczne różnice między pracą kobiet i mężczyzn.

Jakość a cena
Czy wyobrażasz sobie Czytelniku firmę, która gospodarowałaby, przepłacając za różne dokonywane przez siebie zakupy, ale mimo tego znakomicie by prosperowała? Firmę, która, mogąc kupić dużo taniej, kupowałaby drożej, ale utrzymywałaby na rynku swoją działalność nie pogrążona przez inne rozsądniej zarządzane firmy ze swojej branży?

Wyobraźmy sobie amerykańską fabrykę mebli, która mogłaby kupować drewno albo w Kenii albo w Argentynie, maszyny albo w Izraelu albo w Japonii, a pracę od białych amerykanów albo od meksykańskich emigrantów. Wyobraźmy sobie teraz, że drewno w Kenii byłoby o 30% tańsze niż w Argentynie, maszyny o 30% tańsze w Izraelu niż w Japonii a praca Meksykanów o 30% tańsza niż praca białych. Czy w takiej sytuacji fabryka ta mogłaby, nie plajtując, kupować jakiekolwiek drewno w Argentynie lub jakiekolwiek maszyny w Japonii albo zatrudniać jakichkolwiek białych pracowników, gdyby owe argentyńskie drewno, japońskie maszyny i praca białych pracowników nie były lepszej jakości (co najmniej o tyle, o ile są droższe) niż drewno kenijskie, maszyny izraelskie i meksykańscy pracownicy?

Wyobraźmy sobie, że owa fabryka jednak byłaby w stanie jakoś prosperować, mimo takiego szastania pieniędzmi. Czy to, że jej zarządcy byliby w stanie szastać pieniędzmi, oznacza, że faktycznie by szastali, że kupowaliby o kilkadziesiąt procent droższe drewno, maszyny i siłę roboczą? Czemu mieliby tak czynić? Jaki miałoby to mieć sens?

Czy mogłyby to sprawić rasistowskie, antysemickie albo ksenofobiczne poglądy jej właścicieli? Czy którykolwiek właściciel mógłby celowo, systematycznie i drastycznie pomniejszać swoje własne dochody tylko po to, żeby dopiec finansowo Kenijczykom, Żydom albo imigrantom?

Przede wszystkim metodą na pognębienie nielubianych przez siebie grup społecznych skuteczniejszą niż utarczka ekonomiczna z nimi jest zarabianie na tych grupach by następnie tak zarobionymi pieniędzmi wspierać organizacje polityczne nastawione ściśle na zwalczanie tych grup. Ważniejsze niż powyższa konstatacja jest jednak pytanie, w jakiż to sposób pognębić czarnych, Żydów czy imigrantów miałoby przepłacanie białych, gojów czy miejscowych?

A do tego musiałoby się faktycznie sprowadzać płacenie różnych stawek za drewno, maszyny i pracę, Argentyńczykom i Kenijczykom, Japończykom i Żydom oraz białym i Meksykanom, bo przecież rasistowska, antysemicka czy ksenofobiczna zachcianka żadnego kupującego, by spuścić mu cenę, nie byłaby w stanie zmusić Kenijczyków, Żydów czy Meksykanów do obniżenia cen ich surowców, maszyn czy pracy poniżej tego, co rzeczywiście są one warte, zachcianka taka mogłaby jedynie sprezentować Argentyńczykom, Japończykom i białym zarobek, którego wypłacanie im nie byłoby konieczne, bo przewyższałby on wartość ich surowców, maszyn i pracy. Wartością drewna, maszyn i pracy byłyby więc w naszym przykładzie ceny żądane za nie przez Kenijczyków, Żydów i Meksykanów, a płacenie za nie Argentyńczykom, Japończykom czy białym o 30% więcej byłoby zwykłym rozdawnictwem ogromnych prezentów. Zdarzają się rasiści, antysemici czy ksenofobi, którzy czerpią przyjemność ze szkodzenia innym, ale z rasizmem, antysemityzmem czy ksenofobią, które wywoływałyby dobroczynność wobec białych, gojów i miejscowych jeszcze się nie spotkałem…

Poza tym, że trudno wyobrazić sobie, żeby w warunkach konkurencji ktoś był w stanie wykorzystywać swoją działalność ekonomiczną do działań rasistowskich, antysemickich czy ksenofobicznych, trudno jest też wyobrazić sobie, że mógłby w ogóle chcieć to czynić. Nie wymuszona przez konkurencję, czyli nie wymuszona koniecznością obniżenia cen, obniżka kosztów produkcji firmy (na surowce, maszyny i pensje pracowników) to czysty zysk dla jej właściciela, a kiedy obniżka ta sięga 30%, zwiększa jego zyski kilkukrotnie (ponieważ firma zarabia tylko kilka procent swojego obrotu). Czy możliwym jest, aby którykolwiek właściciel zrezygnował z prawie całego swojego dochodu po to tylko, aby sprawić ogromny prezent tym swoim pracownikom czy kontrahentom, którzy należą do lubianych przez niego grup społecznych? I czemu tylko do grupy mężczyzn, podczas gdy takie czynniki jak pochodzenie z tego samego miasta czy kibicowanie tej samej drużynie znacznie bardziej łączą ludzi niż płeć? Czy śmietanka finansowa nie nagabywana o to hojnie obdarowuje swoich pracowników, czy może raczej wszelkimi sposobami broni się przed podnoszeniem pensji, przyznawaniem podwyżek itp., woląc zatrzymane w ten sposób pieniądze zainwestować lub wydać na siebie?

Nie trzeba znać podstaw ekonomi, zgodnie z którymi źle zarządzany biznes, który przepłaca za kupowane przez siebie produkty, plajtuje, żeby zgodzić się, że nikt z powodu jakichś swoich fanaberii nie będzie własnym kosztem zawyżał (w dodatku sam z własnej inicjatywy!) wypłat swoim pracownikom czy kontrahentom. Aby się z tym zgodzić, nie trzeba też być liberałem wierzącym, że przedsiębiorca jest zawsze racjonalną osobą, która każdy zaoszczędzony grosz inwestuje w swoje przedsiębiorstwo, nie wydając na siebie niemal nic. Zarówno socjalizm jak i liberalizm głoszą, że przedsiębiorca stara się jak najbardziej wykorzystać swoich pracowników. Liberalizm głosi, że czyni on to, gdyż w warunkach konkurencji, aby przetrwać, musi jak najbardziej obniżyć koszta produkcji i tak wygospodarowane pieniądze zainwestować. Socjalizm głosi, że czyni on to, bo korzystając ze słabości pracowników, chce jak najwięcej pieniędzy zatrzymać dla siebie i jak najwygodniej za nie żyć. Czemu jednak taki przedsiębiorca miałby wykorzystywać tylko połowę swoich pracowników, czyli 50% zespołu stanowione przez pracownice, płacąc im za mało, a nie wykorzystywać również drugich 50% zespołu, niezależnie czy te drugie 50% zespołu mieliby stanowić dotychczas zatrudniani mężczyźni, którym zacząłby płacić równie mało co kobietom, czy… kolejne 50% kobiet, którymi zastąpiłby mężczyzn, zatrudniając wyłącznie tańsze kobiety i żadnych mężczyzn?

Co by nie było powodem oszczędności pracodawcy, faktycznie nie znam żadnych szefów, którzy nie staraliby się pracownikowi jak najmniej zapłacić, którzy chętnie dawaliby podwyżki i rozdawali pieniądze podwładnym. Nie trafił mi się jeszcze taki szef, a wśród znanych mi osób nikt takim szefem nie jest ani u takiego szefa nie pracował.

Jakość pracy kobiet a ich płace
Rasizm czy ksenofobia nie powstrzymuje jankeskich biznesmenów, w większości członków lub partii republikańskiej, przed masowym przenoszeniem swoich przedsiębiorstw do tańszych krajów trzeciego świata. Zastanówmy się zatem, jakim cudem szefowie na całym świecie mieliby za „taką samą pracę” płacić pracownikom więcej niż pracownicom…?!? Tak, pracownikom więcej niż pracownicom a nie pracownicom mniej niż pracownikom, skoro bowiem pracę męskiej jakości miałoby dać się u kobiet kupować po cenie pensji kobiecej, to płacenie mężczyznom za ich pracę więcej niż wynosi kobieca pensja byłoby zwykłym rozdawnictwem. Skoro, zatrudniając same kobiety, miałoby się uzyskiwać tak samo produktywną pracę jak zatrudniając kobiety i mężczyzn czy też samych mężczyzn, to zatrudnianie jakichkolwiek mężczyzn i płacenie im za taką samą pracę pensji o 25% wyższych stanowiłoby zwykły podarek dla nich.

Czy faktycznie firma szastająca pieniędzmi do tego stopnia, żeby za „taką samą pracę” płacić pracownikom 25% więcej niż pracownicom, nie splajtowałaby? Czemu tak chętnie dysponujące cudzymi pieniędzmi feministki, same nie dadzą przykładu, jak pieniędzmi zarządzać? Czemu zamiast rozkazywać osobom zawodowo zajmującym się w danym przedsiębiorstwie ustalaniem wynagrodzeń, za jakie wynagrodzenie powinny być zatrudniane dane pracownice i pracownicy, same nie założą biznesów, w których zatrudniałyby wyłącznie kobiety, w ten sposób same zarabiając krocie na tańszej sile roboczej, jak również bezrobotnym teraz mężczyznom dając nauczkę za ich chciwość a firmy przepłacające męskich pracowników zmuszając do plajty i powodując w ten sposób wyrównanie się pensji mężczyzn i kobiet?

Czy naprawdę właściciele wielkich korporacji z samej tylko sympatii do mężczyzn każdemu nieznanemu sobie męskiemu pracownikowi dokładają do pensji 25% jej wartości?! I czemu akurat 25% a nie 30%, albo czemu nie zatrudniają samych mężczyzn, aby tylko panowie zarabiali w należących do nich firmach? A może raczej praca kobiet i mężczyzn nie jest (statystycznie) taką samą pracą, za którą powinno się otrzymywać tę samą płacę? Zauważmy, że same feministki, co prawda przecząc innym swoim jednocześnie wypowiadanym opiniom, pokazują, co jest jednym z czynników sprawiających, że praca kobiet jest mniej produktywna niż praca mężczyzn. Właśnie ten spośród czynników odpowiedzialnych za niższą produktywność kobiet oraz wyższą produktywność mężczyzn i wynikające z niej wyższe zarobki panów zostanie zaprezentowany w kolejnym artykule. Inne czynniki przedstawione zostaną w artykule następnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.