Facebook Google+ Twitter

…za taką samą pracę? (3)

Czy różnice w wysokości zarobków kobiet w zawodach wymagających siły fizycznej wynikają z ich dyskryminacji czy niższej produktywności? Czy na „tym samym stanowisku” górnika,drwala,wojaka czy policjanta kobieta jest tak cenna jak mężczyzna?

W poprzednich artykułach przedstawiłem kilka zasad ekonomicznych uzmysławiających, dlaczego wyższe zarobki mężczyzn nie mogą być wynikiem dyskryminacji kobiet oraz wymieniłem jeden z faktycznych powodów, dla których kobiety zarabiają miej, a którego wpływ na różnicę między zarobkami kobiet i mężczyzn powinien być uwzględniany w każdych badaniach tej różnicy chcących uchodzić za rzetelne. Teraz zajmiemy się innym tego typu powodem. Natomiast w następnym artykule zajmiemy się kolejnymi faktycznymi (a nie tylko teoretycznymi) przyczynami, z powodu których kobiety są mniej produktywne od mężczyzn.

Zarobki a sprawność fizyczna
Badania, które feministki rzekomo przeprowadzają, o których wspominałem w poprzednim artykule, a które miałyby wykazywać, że kobiety za taką samą pracę otrzymują niższą płacę, nie mogłyby chociaż sugerować wniosku, gdyby nie brały pod uwagę nie tylko kwestii, czy różnice płac dotyczą osób w równym stopniu zaabsorbowanych dziećmi, ale też gdyby nie brały pod uwagę kwestii, czy różnice te dotyczą osób wykonujących zawody niewymagające używania siły fizycznej. Oczywistym jest bowiem, że w zawodach wymagających sprawności fizycznej (górnika, policjanta, sportowca, żołnierza, hutnika) na tym samym stanowisku (np. szeregowca) przeciętny mężczyzna zarabia lepiej niż przeciętna kobieta nie dlatego, że szefowie robią mu prezenty, lecz dlatego, że dużo lepiej od niej się w tych profesjach spisuje.

Oczywistym powinno być też, że aby badania wykazujące istnienie różnic płacowych między kobietami a mężczyznami zajmującymi to samo stanowisko pretendowały do miana dowodów dyskryminacji płacowej, nie wystarczy, aby nie były one ograniczone do konkretnie tych sektorów gospodarki, w których niezbędna jest siła fizyczna; bowiem wystarczy, że będą obejmowały te sektory w ramach diagnozy całej gospodarki, a już ujawnią dla niej występowanie różnic płacowych między kobietami a mężczyznami. Zatem aby jakieś badania sugerowały, że istnieją jakieś nie związane z jakością pracy różnice płac kobiet i mężczyzn, metodologia tych badań musiałaby zakładać podział zawodów badanych pod kątem istnienia różnic płacowych między mężczyznami a kobietami na te, do których wykonywania niezbędna jest siła fizyczna i pozostałe. Dopiero wykazanie, że w pozostałych zawodach (wśród osób w równym stopniu zaabsorbowanych dziećmi!) mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety, sugerowałoby, że ogólna różnica między zarobkami kobiet i mężczyzn nie wynika całkowicie z ewidentnych różnic między jakością ich pracy.

Niestety metodologia badań płac kobiet i mężczyzn, które się nam prezentuje, nie uwzględnia ani osobnego badania tych różnic w grupach osób zaabsorbowanych i niezaabsorbowanymi dziećmi ani osobnego badania tych różnic w grupach osób wykonującymi zawody wymagające i niewymagające tężyzny fizycznej, a uwzględnia jedynie osobne badanie tych różnic w grupach osób zajmujących odmienne stanowiska. Tymczasem uzależnianie oceny tego, czy różnice płacowe kobiet i mężczyzn są sprawiedliwe, od tego, czy związane są one z odmiennością stanowisk zajmowanych przez panów i panie, nie tylko ocenę tę zawęża ale też jest błędne samo w sobie.

Tylko stanowisko?
Fakt, że na tym samym stanowisku kobiety i mężczyźni zarabiają różnie nie świadczy o czymkolwiek innym niż to, że produktywność pracownika zależy nie tylko od stanowiska. Fakt ten nie świadczy nawet o tym, że zarobki pracownika nie zależą od stanowiska, ani że zarobki kobiet mniej zależą od stanowiska niż zarobki mężczyzn. Oczywistym jest, że kobiety na różnych stanowiskach i mężczyźni na różnych stanowiskach zarabiają różnie, a zgodnie z badaniami, różnice w tym zakresie między kobietami na niższych stanowiskach a kobietami na wyższych stanowiskach są takie same jak między mężczyznami na niższych i na wyższych stanowiskach.

Uzależnianie oceny tego, czy różnice płacowe kobiet i mężczyzn są sprawiedliwe, od tego, czy związane są one z odmiennością stanowisk zajmowanych przez przedstawicieli tych grup, zakłada zarówno, że osoby na danym stanowisku nie powinny różnic się wysokością zarobków, jak też to, że różnice między średnimi zarobkami osób należących do różnych grup powinny wynikać z różnic między zajmowanymi przez przedstawicieli tych grup stanowiskami. Tymczasem oba powyższe założenia są błędne.

Pierwsze założenie jest błędne, gdyż na tym samym stanowisku ludzie różnią się zarówno zakresem wykonywanych obowiązków jak i jakością pracy. Drugie jest błędne, gdyż przedstawiciele żadnej grupy nie rodzą się na danym stanowisku zawodowym (chyba że w systemie kastowym). Nie można więc rozpatrywać kwestii, czy ich zarobki wynikają z zajmowanych przez nich stanowisk czy z praktyk dyskryminacyjnych. Jeżeli zajmują oni częściej jakiś rodzaj stanowisk, np. Hindusi informatyków, to znaczy, że jakieś ich cechy muszą predysponować ich do zajmowania tych stanowisk i uzyskiwania związanych z nimi wynagrodzeń, których wysokość wynika właśnie z posiadania przez nich tych cech. Tymczasem feministki starają się nam wmówić, że różnice między zarobkami różnych osób wynikają jedynie z tego, że osoby te (jakby przypadkowo) znalazły się na różnych stanowiskach, i że zatem, aby jakaś osoba zaczęła zarabiać więcej, wystarczy przenieść ją na inne stanowisko. Stąd feministki uważają, że aby wyrównać dochody kobiet i mężczyzn, wystarczy nakazać podmiotom gospodarczym zatrudnianie równych parytetów pań i panów na wysoko płatnych stanowiskach, jak ma to miejsce w Skandynawii czy w USA. Nie rozumieją one, że ilość mężczyzn na wysokopłatnych stanowiskach kierowniczych nie jest dziełem przypadku, ale wynikiem predyspozycji tych mężczyzn do wykonywania swojej pracy, i że nawet po wyrównaniu ilości mężczyzn i kobiet na tych stanowiskach, te predyspozycje mężczyznom tym nie znikną. Mężczyźni ci nadal zakres obowiązków przewidziany dla tych stanowisk wykonywać będą lepiej niż ich koleżanki, będąc dzięki temu od tych ostatnich lepiej opłacanymi, mimo jednakowości ich stanowisk.

Wyrównywanie liczby kobiet i mężczyzn na danym stanowisku musi sprawić, że różnice w zakresach obowiązków osób zatrudnionych na tym samym stanowisku jeszcze bardziej zyskają na znaczeniu. A w takim wypadku wysokości pensji pracowników zacznie jeszcze bardziej zależeć od tego, jaki zakres obowiązków na tym samym stanowisku wykonują. Zmuszać rząd do nakazywania firmom zatrudniania tylu samo kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach, a potem spodziewać się, że różnice ich płac zależeć będą od stanowiska i tylko stanowiska, jest niedorzecznością.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.