Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

32837 miejsce

…za taką samą pracę? (4)

Poza oczywistymi czynnikami wpływającymi na różnice produktywności kobiet i mężczyzn, takimi jak urlop macierzyńskie oraz tężyzna fizyczna, badania ujawniają również inne mniej rzucające się w oczy.

W poprzednich artykułach zajmowałem się kwestią tego, czy ekonomia myli się, stwierdzając, że pracodawca nie ma ani powodu ani możliwości kogokolwiek dyskryminować, oraz faktycznymi czynnikami wpływającymi w sposób oczywistymi na dysproporcje w produktywności kobiet i mężczyzn. Tym razem zajmę się mniej oczywistymi czynnikami wpływającymi na różnicę między zarobkami kobiet i mężczyzn. Pokażę też, że kobiety zarabiają od mężczyzn mniej (za różną pracę) tylko jeżeli brać pod uwagę ich zarobki pieniężne. Natomiast ogólnie kobiety wychodzą na swoim stylu pracy korzystniej.

Rzetelność badań różnic płacowych
Czytelniku, gdybyś dostrzegał występowanie jakiegoś zjawiska i zbadał jedną hipotezę dotyczącą jego przyczyn, falsyfikując ją, to czy uznałbyś, że zjawisko to nie ma żadnej przyczyny albo nawet, że zjawisko to w ogóle nie występuje? W pewnym sensie dzieje się tak w wypadku feministycznych badań dotyczących płac. Kobiety zarabiają mniej od mężczyzn, zbadano jedną możliwą przyczynę tych różnic, stanowisko zajmowane przez pracowników i pracownice, stwierdzono, że przyczyna ta nie wyjaśnia całkowicie różnic w zarobkach mężczyzn i kobiet (ale wyjaśnia częściowo!), a następnie uznano, że zjawisko to nie ma przyczyny i jest skutkiem wyłącznie stereotypów dotyczących kobiet.

Odwołano się więc po raz kolejny do magii, nasz sposób myślenia o świecie miałby zmieniać ten świat, a nie odwrotnie, nasze opinie o świecie być kształtowane przez obserwację tego świata i pozwalać nam w nim działać (do czego w takim razie miałby służyć takiemu zwierzęciu jak człowiek system poznawczy i jak miałby powstać ewolucyjnie, jeżeli system ten miałby wyposażać człowieka w błędne przekonania o świecie?).

Nikt przy tym nie zwrócił uwagi na to, że gdyby nawet stereotypy kształtowały sytuację kobiet na rynku pracy, to kształtowałyby ją one na korzyść kobiet. Bowiem mimo że kobiety pracują mniej wydajnie niż mężczyźni, już dawno została w społeczeństwie wypromowana opinia, że nie ma pod względem wydajności pracy różnic płciowych. Każde badanie przeprowadzane czy to wśród ogółu społeczeństwa czy to wśród pracodawców dowodzi, że wszyscy przekonani są o braku różnic między jakością pracy kobiet a jakością pracy mężczyzn. Gdyby zatem stereotypy miałby wpływać na to, jak traktowane są na rynku pracy kobiety, to sprawiałyby one, że panie zarabiałyby tyle samo co mężczyźni za pracę niższej wartości.

Zatem z tego, że kobiety nie zarabiają tyle samo za niższej wartości pracę, wynika, że pracodawcy przy zatrudnianiu, opłacaniu czy awansowaniu pracownic i pracowników nie kierują się stereotypami: uważają, że kobiety i mężczyźni statystycznie nie różnią się od siebie, ale oceniając konkretnych pracowników, czynią to indywidualnie a nie poprzez stereotyp równości płci; ponieważ jednak mężczyźni częściej od kobiet cechują się wysoką wydajnością, po dokonaniu wielu takich indywidualnych ocen pracowników okazuje się, że wśród lepiej zarabiających osób występuje więcej mężczyzn.

Gdyby komuś wydawało się, że pracodawcy tylko oficjalnie, w badaniach, oceniają mężczyzn i kobiety tak jak ocenia panie i panów ocenia całe społeczeństwo, tzn. jako równie wydajnych pracowników, a w głębi duszy są seksistami (i seksistkami), to radzę temu komuś zastanowić się, o czym by to świadczyło. Kto ma większą szansę trafniej ocenić przydatność swoich pracowników, ktoś, kto stworzył i prowadzi daną konkretną działalność, zna swoją branżę, rynek, produkt, proces produkcji i ryzykuje własne pieniądze, czy feministki, które swoją gadaniną i zamordystycznymi postulatami ryzykują wyłącznie cudze pieniądze a przedsiębiorstw, na temat których się wypowiadają, nie widziały na oczy i rozprawiają o nich tylko ogólnie? Dla mnie bardziej wiarygodna jest łączna ocena milionów pracodawców na całym świecie, którzy czasem opłacają lepiej mężczyzn, czasem kobiety, ale suma sumarum statystycznie oceniają pracę mężczyzn na 30% wydajniejszą niż pracę kobiet. Centralni planiści, zwłaszcza w postaci feministek, to nie są osoby, które powinny wpływać na gospodarkę.

Zastanówmy się też nad następującą kwestią: gdyby pracodawcy kierowali się stereotypami dotyczącymi płci w ocenie umiejętności kobiet i mężczyzn, to jakim cudem w niektórych zawodach kobiety zarabiałyby o 50% mniej niż mężczyźni, w innych o 30% mniej niż oni, w innych tyle samo co oni samo, a wreszcie w innych, jak szwaczka czy modelka, odpowiednio 120% i 500% tego co mężczyźni? Mamy rozumieć, że pracodawcy oceniają umiejętności szwaczek na 150% męskiej normy, ale potem wprowadzają swoją „seksistowską koretkę”, w wyniku której oceniają ich umiejętności o 30% (męskiej normy) niżej a więc na 120% tej normy?

Sprzeciwiam się wyprowadzaniu tezy o bezprzyczynowości płciowej różnicy płac z tego, że jedyny zbadany czynnik, który mógłby ją tłumaczyć, mianowicie wysokość zajmowanego stanowiska, nie tłumaczy tej różnicy całkowicie. Jako alternatywę dla tego typu myślenia proponuję zbadanie innych czynników sprawiających, że na tym samym stanowisku kobiety i mężczyźni zarabiają różnie.

Dwa takie czynniki znamy już z poprzednich artykułów, są to przywileje rodzicielskie kobiet oraz różnice fizyczne między kobietami a mężczyznami. Statystyki ujawniają jednak jeszcze sporo innych różnic w stylu pracy i zaangażowaniu w nią kobiet i mężczyzn, które wpływają na różnice produktywności pierwszych i drugich.

Otóż kobiety są mniej wydajnie od mężczyzn, a zatem zarabiają od nich mniej, gdyż:

1) Pracują pod każdym względem krócej. Nie tylko korzystają z przywilejów rodzicielskich, ale też np. dwukrotnie częściej biorą urlopy chorobowe, mimo że to mężczyźni chorują częściej i umierają 9 lat młodziej. Taki sposób postępowania jest własnym suwerennym wyborem kobiet: lepsze zdrowie i dłuższe życie zamiast większych pieniędzy (które przyniesie do domu mąż).
2) Wykonując niebezpieczne zawody, nie podejmują się tak ryzykownych czynności jak mężczyźni. 94% wypadków w pracy dotyczy mężczyzn. W tym samym zawodzie na tym samym stanowisku, np. jako szeregowiec walczący w Iraku, kobieta ma 4-krotnie mniejszą szansę doznania obrażeń.
3) Biorą na siebie mniejszą odpowiedzialność. Np. będąc lekarzem mniej chętnie wybierają wysoko płatne specjalizacje związane z podejmowaniem stresujących decyzji.
4) Bardziej zależy im na wygodzie. Mniej chętnie godzą się na surowe warunki pracy, gorzej znoszą niedogodności.
5) Starają się czerpać z pracy więcej satysfakcji kosztem zarobków. Częściej proszą o zakres obowiązków związanych z kontaktem z klientem albo zadania pozwalające im na rozwój osobisty.
6) Są mniej skłonne do poświęcania się na rzecz firmy. Wybierają pracę bliżej miejsca zamieszkania, nie decydują się na przeniesienia do fili firmy znajdujących się w nieciekawych regionach, rzadziej jeżdżą w delegacje. Odczuwają mniejszą motywację do pracy, zwłaszcza, że nie wymaga się od nich, aby utrzymywały rodzinę, podczas gdy związki, w których mąż zarabia mniej od żony, są przez kobiety źle postrzegane i rozpadają się częściej, niż związki znajdujące się w odwrotnej sytuacji.
7) Wybierają nisko dochodowe gałęzie gospodarki, co może być związane ze różnicami w zdolnościach technicznych kobiet i mężczyzn.


W tym miejscu można by zapłakać nad losem kobiet, które pracując mniej wydajnie, mniej zarabiają. Fakty są jednak takie, że kobiety nie muszą ani pracować mniej wydajnie niż mężczyźni ani też nie zarabiają mniej od nich. Jeżeli któryś z Czytelników odniósł wrażenie jakoby autor był przeciwnikiem równych zarobków kobiet i mężczyzn, to jest w błędzie. W artykule pokazałem jedynie, że niższe zarobki kobiet nie wynikają z ich dyskryminowania, jak również, że wyrównywanie ich zarobków z zarobkami mężczyzn w sytuacji, kiedy nie pracują one tak wydajnie jak mężczyźni, byłoby wobec tych ostatnich nieuczciwe.

Jestem natomiast jak najbardziej, za równym traktowaniem matek i ojców jako rodziców, czemu dałem już wyraz w kilku miejscach niniejszej serii artykułów. Nie miałbym też nic przeciwko temu, aby kobiety brały na siebie taką samą zawodową odpowiedzialność jak mężczyźni, godziły się na pracę w tak niewygodnych warunkach w jakich pracować godzą się mężczyźni, w ryzykownych zawodach podejmowały się tak samo niebezpiecznych zadań jak mężczyźni, spędzały w robocie tyle samo czasu co mężczyźni i poświęcały się na rzeczy firmy tak jak oni. Dzięki takiemu podniesieniu się produktywności kobiet jakość wszystkich produktów i usług przez nie wykonywanych podniosłaby się, na czym skorzystaliby wszyscy konsumenci. (Problematyczne może być jedynie wyrównanie jakości pracy kobiet i mężczyzn w zawodach wymagających siły lub umiejętności technicznych.)

Zanim jednak ewentualnie się tak stanie zwróćmy uwagę na fakt, że już obecnie kobiety na tych samych stanowiska zarabiają nie mniej niż mężczyźni. Gdyby liczyć wynagrodzenie jedynie w pieniądzu, kobiety na tych samych stanowiskach faktycznie zarabiają mniej niż mężczyźni , ale gdyby liczyć wszystkie korzyści czerpane z pracy, kobiety na swoim profilu pracy wychodzą lepiej niż mężczyźni. Ile warty jest kontakt z dziećmi i ich miłość oraz przywiązanie, a ile warte jest zdrowie, ile bezpieczeństwo, a ile wygoda pracy, ile satysfakcja z niej czerpana a ile jej bezstresowość? Na żadne z tych luksusów mężczyźni nie mogą sobie pozwolić, ponieważ kultura i ich żony wymagają od nich utrzymywania rodzin.

Swoją drogą jest to ciekawe zagadnienie, ponieważ kobiety chciałyby jednocześnie zarabiać tyle co mężczyźni jak również być utrzymywane przez lepiej zarabiających od siebie partnerów, w czym nie widzą żadnej sprzeczności.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.