Facebook Google+ Twitter

Zabawa "króla żelatyny" w ciuciubabkę

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-08-20 11:29

Zabawa Kazimierza Grabka w ciuciubabkę z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska w Łodzi trwa. Szefowie funduszu domagają się zwrotu 13 milionów złotych pożyczki i niczego nie mogą zrobić, bo "król żelatyny" nie zjawia się na rozprawach.

Kazimierz Grabek ciągle przedstawia zwolnienia lekarskie i proces nie może się rozpocząć. Czy licytacja przez komornika działek Grabka w Zgierzu wpłynie na stan zdrowia znanego biznesmena?
Kazimierz Grabek fot. Dziennik Łódzki
Rodzina Kazimierza Grabka otrzymała w 2000 roku zgodę funduszu na dwie pożyczki, po 5 milionów złotych każda, na budowę zakładu utylizacji odpadów poubojowych w Zgierzu. Fundusz zdążył jej przekazać 9 milionów, gdy okazało się, że zamiast zakładu utylizacji, Grabek wybudował... fabrykę żelatyny. WFOŚ poczuł się oszukany i zażądał oddania pożyczki: w sumie 13 milionów, licząc z odsetkami. Biznesmen początkowo odmówił, ale zaczął negocjować. Potem zaproponował, że będzie spłacać pożyczkę, pod warunkiem, że najpierw fundusz... wypłaci mu zaległy milion z obiecanych dziesięciu. Propozycja tak zirytowała szefów WFOŚ, że wkrótce skierowali pozew do Sądu Okręgowego w Łodzi.

Typowa gra na zwłokę


Gdy sprawa po raz szósty spadła z wokandy, bo Grabek znów nie stawił się na sali rozpraw (tym razem miał potknąć się i zwichnąć nogę w drodze do gmachu Temidy), pełnomocnicy funduszu nie zdzierżyli.

– Odnoszę wrażenie, że rodzina Grabków robi wszystko, aby tylko przedłużyć rozpoczęcie procesu. Jest to typowa gra na zwłokę - oznajmiła adwokat Agata Moc i zapowiedziała, że o problemie z "królem żelatyny" poinformuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Na razie do tego nie doszło, gdyż pełnomocnicy WFOŚ wpadli na inny pomysł. Wystąpili z wnioskiem, aby lekarz medycyny sądowej zbadał Kazimierza Grabka i ustalił, czy może uczestniczyć w procesie.
– W tej sprawie dwa razy występowaliśmy do sądu i za każdym razem sąd akceptował nasz wniosek - wyjaśnia Przemysław Witkowski z funduszu. – Sęk w tym, że pan Grabek nigdy nie zjawił się na badaniach.

– Niedawno biegły powiadomił nas, że zaplanowane na 25 lipca badania lekarskie Kazimierza G. nie odbyły się, ponieważ nie przybył on na nie i przedstawił zaświadczenie lekarskie o złym stanie zdrowia – przyznaje Jarosław Papis, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi. – Obecnie sytuacja jest taka, że biegły został zobowiązany w ciągu 21 dni zbadać Kazimierza G. i dokumenty dotyczące jego stanu zdrowia oraz powiadomić sąd o wynikach badań.

Czy długo jeszcze potrwa ta zabawa w kotka i myszkę? - Właśnie dowiedzieliśmy się – mówi Przemysław Witkowski - że sąd dał mu jeszcze jedną szansę i zezwolił, aby badanie lekarskie odbyło się nie w Łodzi, lecz w Warszawie, gdzie pan Grabek jest zameldowany. Może to coś pomoże?

Pogotowie w funduszu


Pracownicy WFOŚ czekają na decyzje sądowe i... wspominają nieodległe czasy, gdy Grabek rozpuszczony przez poprzednie władze funduszu, czuł się w jego siedzibie jak u siebie w domu. - Przyszedł do naszego sekretariatu i bez pytania skorzystał z telefonu – wspomina Witkowski. – Potem chciał sobie zaparzyć kawę, ale sekretarka zdążyła ochłonąć z wrażenia i go wyprosiła. Innym razem bez pozwolenia chciał wejść do gabinetu prezesa. Gdy sekretarka zagrodziła mu drogę, brutalnie ją odepchnął, wtargnął do gabinetu, rzucił jakieś pisma na biurko i wyszedł. Sekretarka była tak roztrzęsiona, że trzeba było do niej wezwać pogotowie. Lekarz zaaplikował jej środki uspokajające...

Działki pod młotek


Według przedstawicieli funduszu, jeśli Kazimierz Grabek dalej będzie unikał spotkania z lekarzem sądowym, na badania powinni go doprowadzić policjanci. Jednak sędziowie mają wątpliwości, czy będzie to możliwe.
– Mamy do czynienia z postępowaniem cywilnym, gdzie Kazimierz G. nie jest pozwanym, lecz pełnomocnikiem pozwanych - wyjaśnia Jarosław Papis (pozwanymi są najbliżsi Kazimierza Grabka: córka Anna i żona Halina - przyp. redakcji). - Oznacza to, że nie można ukarać go grzywną ani doprowadzić pod przymusem. Jeśli jednak sąd dojdzie do wniosku, że postępowanie Kazimierza G. jest celowym działaniem, wtedy będzie mógł podjąć decyzję o poprowadzeniu sprawy bez jego udziału, co może skutkować niekorzystnym dla niego wyrokiem.

Wierzycielami rodziny Grabków są także samorządy Zgierza i powiatu zgierskiego. Należności wobec Zgierza - tytułem niezapłaconego podatku od nieruchomości - przekroczyły już 400 tys. zł. Zabiegi miasta, aby odzyskać pieniądze, przypominają bicie głową o ścianę. Jednak w tej sprawie szykuje się przełom.
– Z dużą nadzieją czekamy na licytację działek pana Grabka, położonych przy ulicy Kwasowej, Energetyków i Konstantynowskiej w Zgierzu na terenie specjalnej strefy ekonomicznej – mówi Krzysztof Kwiatkowski, wiceprezydent Zgierza.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, rodzina Grabka ma w strefie siedem działek i nie jest wykluczone, że pod młotek pójdzie też najważniejsza nieruchomość z fabryką żelatyny. Ze sprzedażą nie powinno być kłopotów, gdyż chętnych nie brakuje. - Sam rozmawiałem z czterema poważnymi kontrahentami, zainteresowanymi nabyciem działek w strefie - zaznacza Kwiatkowski. - Byli to przedstawiciele firm budowlanej, transportowej i dwóch spożywczych.

Spór z wiceprezydentem


Zapytany, czy sprawy długu nie można było załatwić polubownie, Krzysztof Kwiatkowski odparł: - Próbowaliśmy, ale daremnie. Doszło nawet do tego, że pan Grabek skarżył się na mnie prezydentowi Zgierza, iż rzucam kłody pod nogi rodzimego biznesu.
– Pan Grabek skarżył się na mojego zastępcę, że utrudnia mu działanie w naszym mieście i publicznie krytykuje, przez co media go źle oceniają – przyznaje Karol Maśliński, prezydent Zgierza. Do spotkania między "królem żelatyny" a prezydentem Zgierza, na prośbę tego pierwszego, doszło tylko raz, kilka miesięcy temu w magistracie. Samorządowcy chcieli zarejestrować rozmowę na taśmie magnetofonowej, ale Grabek się nie zgodził. O czym więc rozmawiano?
– Pan Grabek chciał pokazać swoją firmę z jak najlepszej strony. Dlatego mówił o jej osiągnięciach i zamierzeniach - mówi Karol Maśliński. - Tymczasem prawda jest taka, że firmy pana Grabka nie przyniosły naszemu miastu splendoru. Poprzednie władze Zgierza zapewniały, że jego obecność oznacza dla nas nowe inwestycje i nowe miejsca pracy. Nic takiego nie nastąpiło.

Pracę ma prokuratura


Rzeczywiście, zamiast nowych miejsc pracy, pracę ma zgierska prokuratura. Jedno śledztwo dotyczy zgierskiej firmy PPH MG, należącej do "króla żelatyny", która podejrzana jest o wyłudzanie towarów i usług. Proceder miał polegać na tym, że kontrahenci dostarczali firmie PPH MG surowce do produkcji - na przykład - żelatyny, a odbiorca nie płacił za dostawy. Poszkodowanych jest kilkudziesięciu przedsiębiorców z całej Polski, którzy twierdzą, że firma Grabka każdemu z nich jest winna od 20 do 80 tys. zł. W sprawie tej biznesmenowi grozi do 8 lat więzienia.

Kolejne dwa dochodzenia prokuratury zakończyły się sporządzeniem aktu oskarżenia i skierowaniem sprawy do Sądu Rejonowego w Zgierzu. Prokuratura zarzuciła "królowi żelatyny" kradzież pary technologicznej. Chodzi o okres od czerwca 2004 do stycznia 2005 roku, gdy Grabek był prezesem firmy, do której należała fabryka żelatyny. Prokuratura ustaliła, że zakład bezprawnie pobierał energię cieplną, którą wykorzystywał do ogrzewania zakładowych pomieszczeń i do produkcji żelatyny.

Poszkodowana jest zgierska spółka Energetyka Boruta, która swoje straty oszacowała na 791 tys. zł. Jej przedstawiciele wiele razy usiłowali wejść na teren zakładu Grabka, aby zbadać nielegalny pobór pary, ale nigdy nie zostali wpuszczeni. Biznesmen zjawił się w zgierskiej prokuraturze, ale nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności. Do sądu trafiła też sprawa łamania praw pracowniczych w latach 1999 - 2002. Prokuratura zarzuciła Grabkowi, że nie odprowadził składek pracowniczych na ubezpieczenia społeczne w wysokości 1,5 mln zł, wynagrodzenia przekazywał ze znacznym opóźnieniem, nie wypłacał odpraw i podpisywał z pracownikami umowy o dzieła, zamiast o pracę.

Zatruli, potem wycięli


Wiele emocji wzbudziło też wylewanie przez fabrykę żelatyny groźnych ścieków. W efekcie został skażony teren przyfabryczny o powierzchni 300 m kw. Stężenie zanieczyszczeń było tak duże, że niektóre dopuszczalne wskaźniki zostały przekroczone kilkadziesiąt tysięcy razy. Potem na skażonym terenie pracownicy zakładu wycięli bez zgody władz miasta kilkadziesiąt drzew, głównie brzóz i grabów. Samorządowcy podejrzewają, że wycięto je po to, aby zatrzeć ślady po wylewaniu trujących nieczystości, gdyż drzewa zaczęły usychać.

Niejasne interesy Grabka dotyczą nie tylko Zgierza. Wcześniej zarzucano mu m.in. wykupienie przez podstawione osoby własnych długów w wysokości prawie 30 mln zł od Banku Gospodarki Żywnościowej oraz doprowadzenie do upadku państwowej fabryki żelatyny w Brodnicy, w celu jej przejęcia. Prokuratura zarzuciła mu potem, że podczas prywatyzacji tego zakładu wyłudził majątek wartości 4,5 mln zł.

7 marca 2001 roku został aresztowany. Najpierw trafił do aresztu we Włocławku, a potem w Toruniu, gdzie 18 września, jak donosiła ówczesna prasa, usiłował powiesić się w celi, ale został uratowany przez współwięźnia. Wezwano pogotowie ratunkowe, które przewiozło go do szpitala przy areszcie w Bydgoszczy.

Co do próby samobójstwa, zdania biegłych były podzielone. Według psychologa więziennego, Grabek był w depresji i faktycznie chciał się powiesić. Natomiast powołani przez prokuraturę dwaj psychiatrzy uznali, że próba była sfingowana i nie miała szans powodzenia. Stwierdzili też, że stan "króla żelatyny" jest na tyle dobry, że nadal może przebywać w celi. Wkrótce Grabek opuścił jednak areszt za poręczeniem majątkowym w wysokości 600 tys. zł. Jego sprawa trafiła do sądu w Toruniu, ale proces nie mógł się zacząć z tych samych powodów, co w Łodzi: pozwany nie przychodził na rozprawy i dostarczał zwolnienia lekarskie. Nie można go było nawet zbadać, bo tak jak obecnie zasłaniał się... zwolnieniami.

Tajemniczy król żelatyny

Co na te liczne zarzuty Kazimierz Grabek? Czy ma coś więcej do powiedzenia niż slogany o kłodach rzucanych pod nogi? Niestety, od początku swojej - nazwijmy to - złej passy, konsekwentnie odmawia kontaktów z mediami, podobnie jak jego bliscy i pełnomocnicy.
Kazimierz Grabek (lat 55) to postać tajemnicza i kontrowersyjna. Zasłynął jako czołowy producent żelatyny w Polsce. Mówi się, że swoją mocną pozycję na rynku zawdzięczał dobrym układom z politykami, zarówno z lewej, jak i z prawej strony sceny politycznej: od AWS po SLD. Dzięki nim w drugiej połowie lat 90. mógł zbudować swoje żelatynowe imperium. Głośno było wtedy o decyzji rządu Jerzego Buzka, który wstrzymał import żelatyny do Polski, tłumacząc to zagrożeniem chorobą szalonych krów. Decyzja ta była niezwykle korzystna dla firm biznesmena. Jednak gdy jego interesy wzięła pod lupę prokuratura, politycy zaczęli się od niego odsuwać.

W latach 90. Grabek uchodził za jednego z najbogatszych Polaków. W rankingach tygodnika "Wprost" zajmował czołowe miejsca: w 1992 roku był drugi, a w 1999 - szósty.
Wiesław Pierzchała

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.