Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

69998 miejsce

"Zabawa" na 101

"Dlaczego dla nas nie ma zabawy?" - to najsłynniejsze chyba zdanie z jednoaktówki "Zabawa" Sławomira Mrożka. Dla widzów inscenizacji tego dramatu w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza zabawa jest, ale nie do końca.

Na pierwszym planie B. (Marcin Tyrlik), w tle N. (Radosław Hebal) i S. (Dariusz Poleszak) / Fot. Tomasz Żurek/Teatr im. Stefana Jaracza w OlsztynieReżyser Jacek Jabrzyk zrezygnował z tradycji wystawiania kilku jednoaktówek Mrożka w ramach jednego spektaklu ("Zabawę" często łączono np. z "Czarowną nocą") i zdecydował się na inscenizację wyłącznie "Zabawy". Wynikiem tego otrzymujemy spektakl wyjątkowo krótki, bo zaledwie 30-minutowy. Nie jest to jednak teatralny fastfood.

Rezygnacja z wydłużania na siłę pod jednym względem wręcz pomaga inscenizacji. W pochodzącej z 1962 roku sztuce bardzo ważna jest warstwa językowa, można by wręcz powiedzieć - lingwistyczna. Trzech parobków przybywających do wiejskiej remizy w poszukiwaniu tytułowej zabawy w rzeczywistości pozateatralnej z pewnością nie mówiłoby w sposób, w jaki opisał to Mrożek. Krótkie, rwane zdania, charakterystyczne powtórzenia, a to wszystko układające się w wiejące absurdem dialogi - szaleńcze tempo spektaklu podkreśla absurd i groteskę także w sferze języka. Kiedy tempo nieco zwalnia, wiemy, że oto mamy do czynienia z momentem naprawdę istotnym, kulminacją. Chwyt prosty, a skuteczny.

(Radosław Hebal) i (Dariusz Poleszak) / Fot. Tomasz Żurek/Teatr im. Stefana JaraczaNiektóre pomysły inscenizacyjne jednak nie zachwycają. Tempo spektaklu ma podkreślać ruch sceniczny, ale ciągłe tupanie i podskakiwanie momentami wręcz zagłusza aktorów, mimo że to niewielka w sumie sala sceny "Margines". Aktorzy zmuszeni są przekrzykiwać się, co jeszcze powiększa wrażenie chaosu. Zastrzeżenia budzi też pomysł z wykorzystaniem butów - elementem scenografii jest skrzynia z obuwiem, które w którymś momencie aktorzy wyrzucają na scenę, by je potem pozbierać. Z tekstem związek dostrzec trudno, jako element mający wzmocnić ekspresję może i dałoby się to zaakceptować, ale znów nie można opędzić się od wrażenia, że hałas i łomot nieco zagłuszają Mrożka.

Dramaty Mrożka znane są z tego, że mają bardzo rozbudowane didaskalia, ściśle określające wygląd sceny czy kostiumy. Jak zasugerował kiedyś w jednym z wywiadów sam autor, wiąże się to z brakiem przekonania do wizji reżyserskich i ich interpretacji tekstu. Czasem jednak odejście od kanonicznego sposobu realizacji potrafi wyjść na plus. Brak dosłowności choćby w scenie wieszania jednego z bohaterów czy skromna scenografia pozwalają bardziej skupić się na samym tekście.

S. (Dariusz Poleszak) / Fot. Tomasz Żurek/Teatr im. Stefana Jaracza w OlsztynieInscenizacja Jacka Jabrzyka na pewno nie wywoła takiego poruszenia jak "Zabawa" z roku 1995. Wówczas to reżyser Krzysztof Rościszewski "wzbogacił" oryginalny tekst Mrożka o przerywniki zaczynające się od litery "k". Bliższe było to może językowi parobków, ale wywołało spore poruszenie - w mediach pojawiały się nawet kuriozalne sugestie, by na spektaklach porannych, przeznaczonych głównie dla szkół, zastąpić wiadome słowo łagodniejszym "kurna". Obecna realizacja na pewno tak nie szokuje, nie jest nastawiona na wywołanie skandalu, a raczej skupiona na samym tekście. Jednym słowem, zabawa jest. Może nie na 102, tylko na jakieś 101, ale i tak Mrożek wiecznie żywy.


Sławomir Mrożek: „Zabawa”

Reżyseria: Jacek Jabrzyk
Scenografia: Justyna Elminowska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

maja
  • maja
  • 21.11.2010 12:48

Niestety przedstawienie nieudane. Reżyser Jabrzyk miernym reżyserem jest....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.