Dwóch 18-latków zamordowało 33-letniego mężczyznę i 16-letniego chłopca. Starszemu poderżnęli gardło, a młodszego udusili wspólnie z innym 16-latkiem. Zabójstw dokonali, by zobaczyć, jak umiera człowiek...
- To byli ich znajomi - mówi jeden z policjantów. - Z 33-latkiem pili alkohol, był zresztą sąsiadem jednego ze sprawców. 16-latek był ich kolegą.
Ciało nastolatka w czwartek w południe znalazł przechodzień w parku na Zdrowiu.
- Zwłoki zawinięte w koc leżały tuż przy stawie - informuje podinsp. Mirosław Micor z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - Biegły medyk sądowy określił, że przyczyną śmierci było uduszenie.
Policjanci ustalili tożsamość ofiary, a potem zatrzymali sprawców. Jak ustalono, w środę wieczorem spotkali się z ofiarą w pustostanie przy ul. Więckowskiego. Tam udusili 16-latka, skrępowali ciało sznurkiem, zawinęli w koc i używając dwukołowego wózka przewieźli zwłoki do parku.
- Skojarzyliśmy tę sprawę z zabójstwem, którego dokonano 30 października w jednym z mieszkań przy ul. Więckowskiego - kontynuuje funkcjonariusz. - Tam sprawcy pili z ofiarą alkohol, a potem poderżnęli mężczyźnie gardło. Po zabójstwie sprzątnęli mieszkanie, żeby nie pozostawić śladów. Podczas przesłuchania przyznali się do obydwu morderstw.
Lokatorzy z kamienicy przy ul. Gdańskiej, gdzie mieszkał uduszony 16-latek, są wstrząśnięci.
- Jacek nie żyje?! - nie dowierza kolega mieszkający po sąsiedzku. - To był drobny blondynek. Widywaliśmy się na podwórku. Czasem poczęstowałem go papierosem.
- Złego słowa o nim nie mogę powiedzieć - dodaje jedna z sąsiadek.
- Kiedyś trochę psocił, ale ostatnio był cichy i spokojny. Za to jego koledzy rozrabiali. To pewnie oni go wciągali w różne podejrzane sprawki.
- Mieszkał z matką i starszym bratem - mówi drżącym głosem inna lokatorka. - Jakiś mężczyzna, chyba ojciec, pojawiał się kiedyś, ale ostatnio tu nie bywał. Chłopiec był grzeczny, kłaniał się. Komu mógł przeszkadzać...?
Lokatorzy z kamienicy przy ul. Więckowskiego, gdzie mieszkał 18-letni zabójca i jego 33-letnia ofiara, są zszokowani.
- Krzysiek zabił? - mówi, kręcąc z niedowierzaniem jeden z mieszkańców. - To normalny chłopak. Witał się, jak mijałem go samochodem, pozdrawiał gestem. Czasem widywałem go tutaj z kolegami. Popijali piwo, ale żeby kogoś zabić? To się nie mieści w głowie!
- Chłopak mieszkał z matką, która handluje kwiatami - dodaje inny z lokatorów. - Ostatnio widywałem go rano, jak wychodził do pracy, podobno gdzieś na budowie. Jak mógł coś takiego zrobić?!
Lokatorzy opowiadają, że zamordowany 33-latek pracował w pobliskiej piekarni. Lubił wypić i często widywano go w bramie z butelką. Był jednak spokojny i nikomu nie wadził.
PT